01-23-2023, 01:36 PM
Kurcze, kupiłbym sobie naltrekson, jakby się dało jakoś. Albo metforminę, tak o, żeby sprawdzić jak to zadziała. Obie te rzeczy mają jakieś kosmiczne, pozytywne właściwości potwierdzone przynajmniej statystyką i badaniami na zwierzętach.
U mnie totalnie bez zmian, jeśli chodzi o paznokcie ale tak całkowicie zero. Ani w obłączkach, ani w prążkach, ani w tym delikatnym objawie Terry'ego, który mam, nic się nie zmieniło.
I to mnie właśnie zastanawia. Przez te wszystkie lata, gdy szukałem przyczyny, albo i nie szukałem tylko sobie eksperymentowałem z różnymi rzeczami, zmieniało się chyba wszystko. Ważyłem poniżej 60 kg, ważę teraz powyżej 80. Miałem diety z bardzo niską zawartością białka, miałem z bardzo wysoką. Miałem silne niedobory witaminy D3, miałem jej nadmiar. Podobnie z omega 3. Miałem okresy mocnej suplementacji magnezem czy wapniem, miałem okresy gdy było ich mało w diecie. Miałem nadmiar cynku w stosunku do miedzi, nadmiar miedzi w stosunku do cynku. Miewałem za dużo żelaza, miewałem za mało. Bywało, że stres oksydacyjny został totalnie wyciszony, megadawkami antyoksydantów, bywało że był dość silny. Były okresy silnej nerwowości, były okresy totalnego luzu. Zmiany poziomu różnych aminokwasów, które ze sobą konkurują, np tryptofanu, tyrozyny. Przeróżne zioła. Substancje nawet tak egzotyczne, jak nikiel czy molibden. Suplementy zmieniające działanie tarczycy czy nadnerczy, więc zmieniające też poziom hormonów.
I NIC przez ten czas się nie zmieniało. Kompletnie nic. Były dwa okresy poprawy, które nic ze sobą nie miały wspólnego i co do których próbowałem powtórzyć wszystko, co wtedy robiłem, bez efektu.
Może właśnie ta stabilność, ten brak poprawy jest wskazówką? Że przyczyną jest coś trwałego, co nie zmienia się z tygodnia na tydzień, ani nawet z miesiąca na miesiąc? Tylko CO. W organizmie jest bardzo niewiele takich "stabilnych" rzeczy.
Może jednak powinienem spróbować z kwasem gamma linolenowym, czyli z olejem z ogórecznika lub wiesiołka, ale w takich dawkach, jakie stosowano w badaniach, w których leczył on choroby? Tu jest jakaś szansa, bo poziom tego kwasu (i ogólnie kwasów tłuszczowych) jest raczej dość stabilny, zmiana wymaga dużych dawek, a ja co prawda pisałem kilka razy, że chętnie bym je zaczął brać, ale jakoś nigdy tego nie zrobiłem na poważnie. Tylko to cholera będzie ponad 100 zł miesięcznie... no ale to w końcu nie majątek.
Z tym kwasem gamma linolenowym jest właśnie tak, że niski poziom może być samonapędzającą się machiną, bo wtedy jest blokowana jego dalsza synteza. Bez niego nie ma syntezy prostaglandyn. Może problemy ze stanami zapalnymi skóry głowy, które okazyjnie mam, właśnie z tym się wiążą?
U mnie totalnie bez zmian, jeśli chodzi o paznokcie ale tak całkowicie zero. Ani w obłączkach, ani w prążkach, ani w tym delikatnym objawie Terry'ego, który mam, nic się nie zmieniło.
I to mnie właśnie zastanawia. Przez te wszystkie lata, gdy szukałem przyczyny, albo i nie szukałem tylko sobie eksperymentowałem z różnymi rzeczami, zmieniało się chyba wszystko. Ważyłem poniżej 60 kg, ważę teraz powyżej 80. Miałem diety z bardzo niską zawartością białka, miałem z bardzo wysoką. Miałem silne niedobory witaminy D3, miałem jej nadmiar. Podobnie z omega 3. Miałem okresy mocnej suplementacji magnezem czy wapniem, miałem okresy gdy było ich mało w diecie. Miałem nadmiar cynku w stosunku do miedzi, nadmiar miedzi w stosunku do cynku. Miewałem za dużo żelaza, miewałem za mało. Bywało, że stres oksydacyjny został totalnie wyciszony, megadawkami antyoksydantów, bywało że był dość silny. Były okresy silnej nerwowości, były okresy totalnego luzu. Zmiany poziomu różnych aminokwasów, które ze sobą konkurują, np tryptofanu, tyrozyny. Przeróżne zioła. Substancje nawet tak egzotyczne, jak nikiel czy molibden. Suplementy zmieniające działanie tarczycy czy nadnerczy, więc zmieniające też poziom hormonów.
I NIC przez ten czas się nie zmieniało. Kompletnie nic. Były dwa okresy poprawy, które nic ze sobą nie miały wspólnego i co do których próbowałem powtórzyć wszystko, co wtedy robiłem, bez efektu.
Może właśnie ta stabilność, ten brak poprawy jest wskazówką? Że przyczyną jest coś trwałego, co nie zmienia się z tygodnia na tydzień, ani nawet z miesiąca na miesiąc? Tylko CO. W organizmie jest bardzo niewiele takich "stabilnych" rzeczy.
Może jednak powinienem spróbować z kwasem gamma linolenowym, czyli z olejem z ogórecznika lub wiesiołka, ale w takich dawkach, jakie stosowano w badaniach, w których leczył on choroby? Tu jest jakaś szansa, bo poziom tego kwasu (i ogólnie kwasów tłuszczowych) jest raczej dość stabilny, zmiana wymaga dużych dawek, a ja co prawda pisałem kilka razy, że chętnie bym je zaczął brać, ale jakoś nigdy tego nie zrobiłem na poważnie. Tylko to cholera będzie ponad 100 zł miesięcznie... no ale to w końcu nie majątek.
Z tym kwasem gamma linolenowym jest właśnie tak, że niski poziom może być samonapędzającą się machiną, bo wtedy jest blokowana jego dalsza synteza. Bez niego nie ma syntezy prostaglandyn. Może problemy ze stanami zapalnymi skóry głowy, które okazyjnie mam, właśnie z tym się wiążą?



