01-10-2023, 09:22 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-10-2023, 09:31 PM przez tomakin.)
No ale widzisz, moja wiedza nie jest jakoś szczególnie duża, ja po prostu dużo korzystam z google i umiem z niego korzystać. Co więcej, za każdym razem opisuję, jak to robię. Bez problemu można się ode mnie nauczyć, można też nauczyć się dbać o własne zdrowie, nie opierając się na moich zaleceniach, tylko wykorzystując je do sprawdzenia, co suplementować. Wiadomo, nie zawsze mam rację, a często są zagadnienia, gdzie raczej jej nie mam niż mam. Na zdrowy rozsądek, lepiej nie brać tego co piszę za pewnik tylko robić to, co ja robię, gdy widzę jakieś twierdzenia, sprawdzić w 3 różnych miejscach.
To o tyle istotne, że mowa tu o tematach okołozdrowotnych, gdzie stawką może być wręcz czyjeś życie.
No widzisz, masz zarąbisty skill do kontaktów z ludźmi, ale też pominąłeś tam jedno słówko, które nie znalazło się przypadkiem - "wrodzone i wyuczone". Mogłeś mieć ojca psychola, ale np ze świetnymi genami predysponującymi do bycia lubianym gościem, umiejętności prowadzenia rozmowy, albo po prostu przekazującego to w zachowaniu, pomimo tego, że przekazywał też przemoc.
Z tym karate to zły przykład, bardziej można tu wziąć pod lupę właśnie rozmowy z ludźmi, to jest coś, czego nauczyłeś się w wieku lat 5, albo wręcz urodziłeś się z tym. I tu mógłbyś stanąć przed "no kurcze, przecież to nie jest trudne, to w ogóle nie wymaga żadnych umiejętności, ja to po prostu robię, czemu inni mówią że to jakieś wyzwanie". Też doskonale pamiętam podstawy jakie mi wbijano na sportach i sztukach walki, tez jakbym miał teraz uczyć, to skupiłbym się na tym, ale nawet pomimo całego mojego ogarnięcia, jak mam komuś tłumaczyć jak ma np myśleć o medycynie, to niektóre rzeczy, wynikające z mojej wysokiej inteligencji i nietypowego spojrzenia na świat, biorę za "oczywiste", że ta osoba takie a takie rozumowanie potraktuje jako coś naturalnego, podczas gdy dla takiej osoby to może być prawdziwy fikołek, rewolucja w umyśle. Ciągle staram się o tym pamiętać pisząc posty na blogu czy stronki, ciągle mi to umyka, co przekłada się na słabszy odbiór.
A motywacja to zawsze złożona rzecz, składająca się z wielu, wielu elementów. Jakbym wygrał milion dolarów, ale ludzie by mnie wyzywali za to, co robię, to jednak trochę inaczej podszedłbym do zagadnienia po wygraniu miliona i przy ludziach, którzy mnie po rękach całują za moją robotę.
Tu dodatkowo dochodzi ten element, że pisanie o zdrowiu przekłada się na dwie składowe, z którą jedna to jest samo napisanie jakiejś rzeczy, a druga dotarcie z nią do czytelników. I może samo pisanie jest przyjemne i może bym to robił ciągle, ale na każdy artykuł który pisze się 2 godziny, trzeba poświęcić 20 godzin na pokazywanie go ludziom, jeśli ma on się jakoś przebić. A to już przyjemne nie jest.
Pamiętam jak jeszcze pod adresem https://vegie.pl było stare forum wegetariańskie, które postawiłem po tym, jak mnie z poprzedniego wybanowali, co śmieszniejsze, na poprzednim byłem adminem, założycielem i właścicielem, a bana dostałem od gościa, którego wyznaczyłem na pomocnika i zaufałem mu przenosząc skrypt na jego serwer. Dopiero jak poszło zawiadomienie na policję to zmiękł i oddał.
Stare forum, to przed vegie było naprawdę bardzo duże, największe wtedy w polskim internecie. Kupę pracy kosztowało mnie doprowadzenie go do pozycji, na której było, to całe pozycjonowanie, pozyskiwanie odnośników na innych forach, pilnowanie by być na górze wyników google. Ekipa, która mi je wtedy zajumała wyszła najwidoczniej z założenia, że skoro oni akurat w danym momencie najwięcej piszą, to forum jest takie super dzięki ich obecności, bo w końcu je "tworzą".
Po interwencji policji ja założyłem vegie (1 osoba), oni jakieś swoje (kilkunastu najaktywniejszych użytkowników). Kilka miesięcy minęło, na moim piękny ruch, setki postów, u nich pies z kulawą nogą nie zagląda. Różnica między adminem, który ogarnia co trzeba zrobić, żeby na forum trafiały nowe osoby, a losowymi ludźmi którzy myśleli, że jak dużo piszą to wystarczy.
No i tak jest z nieszczęsnymi stronkami, ale ja po prostu nie mam natchnienia już na dbanie o element "co robić, żeby trafiały nowe osoby". Zresztą w 2023 jest to o wiele trudniejsze i po prostu wymaga narzędzi, których nie mam.
To o tyle istotne, że mowa tu o tematach okołozdrowotnych, gdzie stawką może być wręcz czyjeś życie.
No widzisz, masz zarąbisty skill do kontaktów z ludźmi, ale też pominąłeś tam jedno słówko, które nie znalazło się przypadkiem - "wrodzone i wyuczone". Mogłeś mieć ojca psychola, ale np ze świetnymi genami predysponującymi do bycia lubianym gościem, umiejętności prowadzenia rozmowy, albo po prostu przekazującego to w zachowaniu, pomimo tego, że przekazywał też przemoc.
Z tym karate to zły przykład, bardziej można tu wziąć pod lupę właśnie rozmowy z ludźmi, to jest coś, czego nauczyłeś się w wieku lat 5, albo wręcz urodziłeś się z tym. I tu mógłbyś stanąć przed "no kurcze, przecież to nie jest trudne, to w ogóle nie wymaga żadnych umiejętności, ja to po prostu robię, czemu inni mówią że to jakieś wyzwanie". Też doskonale pamiętam podstawy jakie mi wbijano na sportach i sztukach walki, tez jakbym miał teraz uczyć, to skupiłbym się na tym, ale nawet pomimo całego mojego ogarnięcia, jak mam komuś tłumaczyć jak ma np myśleć o medycynie, to niektóre rzeczy, wynikające z mojej wysokiej inteligencji i nietypowego spojrzenia na świat, biorę za "oczywiste", że ta osoba takie a takie rozumowanie potraktuje jako coś naturalnego, podczas gdy dla takiej osoby to może być prawdziwy fikołek, rewolucja w umyśle. Ciągle staram się o tym pamiętać pisząc posty na blogu czy stronki, ciągle mi to umyka, co przekłada się na słabszy odbiór.
A motywacja to zawsze złożona rzecz, składająca się z wielu, wielu elementów. Jakbym wygrał milion dolarów, ale ludzie by mnie wyzywali za to, co robię, to jednak trochę inaczej podszedłbym do zagadnienia po wygraniu miliona i przy ludziach, którzy mnie po rękach całują za moją robotę.
Tu dodatkowo dochodzi ten element, że pisanie o zdrowiu przekłada się na dwie składowe, z którą jedna to jest samo napisanie jakiejś rzeczy, a druga dotarcie z nią do czytelników. I może samo pisanie jest przyjemne i może bym to robił ciągle, ale na każdy artykuł który pisze się 2 godziny, trzeba poświęcić 20 godzin na pokazywanie go ludziom, jeśli ma on się jakoś przebić. A to już przyjemne nie jest.
Pamiętam jak jeszcze pod adresem https://vegie.pl było stare forum wegetariańskie, które postawiłem po tym, jak mnie z poprzedniego wybanowali, co śmieszniejsze, na poprzednim byłem adminem, założycielem i właścicielem, a bana dostałem od gościa, którego wyznaczyłem na pomocnika i zaufałem mu przenosząc skrypt na jego serwer. Dopiero jak poszło zawiadomienie na policję to zmiękł i oddał.
Stare forum, to przed vegie było naprawdę bardzo duże, największe wtedy w polskim internecie. Kupę pracy kosztowało mnie doprowadzenie go do pozycji, na której było, to całe pozycjonowanie, pozyskiwanie odnośników na innych forach, pilnowanie by być na górze wyników google. Ekipa, która mi je wtedy zajumała wyszła najwidoczniej z założenia, że skoro oni akurat w danym momencie najwięcej piszą, to forum jest takie super dzięki ich obecności, bo w końcu je "tworzą".
Po interwencji policji ja założyłem vegie (1 osoba), oni jakieś swoje (kilkunastu najaktywniejszych użytkowników). Kilka miesięcy minęło, na moim piękny ruch, setki postów, u nich pies z kulawą nogą nie zagląda. Różnica między adminem, który ogarnia co trzeba zrobić, żeby na forum trafiały nowe osoby, a losowymi ludźmi którzy myśleli, że jak dużo piszą to wystarczy.
No i tak jest z nieszczęsnymi stronkami, ale ja po prostu nie mam natchnienia już na dbanie o element "co robić, żeby trafiały nowe osoby". Zresztą w 2023 jest to o wiele trudniejsze i po prostu wymaga narzędzi, których nie mam.



