11-28-2022, 01:14 AM
Tu chodziło o to, że mierzyłem tętno podczas biegu, trzymając się konkretnego tętna i patrząc, ile przebiegłem. Tętno to jest mocno obiektywna rzecz, rekord biegowy można pobić bo np będzie się mieć lepszą motywację tego dnia, ale rekord szybkości na określonym tętnie zależy już od metabolizmu organizmu. Jeśli 10 kilometrów biegłem w powiedzmy godzinę, a 2 tygodnie później już 52 minuty, to znaczy że stało się coś ciekawego. Miałem fatalne wyniki biegowe, jeśli porównałem je do sytuacji sprzed zaniku obłączków, więc zakładam, że zanik i pogorszenie kondycji jakoś się ze sobą wiążą.
Spoczynkowe miałem bardzo dobre, nawet nie poniżej 50, ale poniżej 40 potrafiło chwilami spaść. Dobre też miałem wyniki ortostatyczne, gdzie mierzysz tętno spoczynkowe, a potem ileś sekund po wstaniu do pionu. Dopiero przy próbie biegu była masakra, a przy tej poprawie w 2010, gdy nagle zacząłem biegać dużo szybciej, pojawiły się też obłączki. Podejrzewam, że najzwyczajniej w świecie poprawiło się krążenie, krew zaczęła docierać też do mięśni, stąd poprawa biegu.
One co jakiś czas tak lekko się pojawiają, potem zanikają, to wiąże się z okresami poprawy samopoczucia. I za cholerę nie mogę wyłapać, od czego to może zależeć. Gdzieś tam w organizmie jest problem, ale gdzie? Czy to ma w ogóle związek z dietą? Może coś się spieprzyło z hormonami, albo nawet coś na tle nerwicowym, na zasadzie wpłynięcia na układ współczulny / przywspółczulny?
Spoczynkowe miałem bardzo dobre, nawet nie poniżej 50, ale poniżej 40 potrafiło chwilami spaść. Dobre też miałem wyniki ortostatyczne, gdzie mierzysz tętno spoczynkowe, a potem ileś sekund po wstaniu do pionu. Dopiero przy próbie biegu była masakra, a przy tej poprawie w 2010, gdy nagle zacząłem biegać dużo szybciej, pojawiły się też obłączki. Podejrzewam, że najzwyczajniej w świecie poprawiło się krążenie, krew zaczęła docierać też do mięśni, stąd poprawa biegu.
One co jakiś czas tak lekko się pojawiają, potem zanikają, to wiąże się z okresami poprawy samopoczucia. I za cholerę nie mogę wyłapać, od czego to może zależeć. Gdzieś tam w organizmie jest problem, ale gdzie? Czy to ma w ogóle związek z dietą? Może coś się spieprzyło z hormonami, albo nawet coś na tle nerwicowym, na zasadzie wpłynięcia na układ współczulny / przywspółczulny?



