10-17-2022, 01:04 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-17-2022, 02:35 AM przez tomakin.)
No ale problem w tym, że nie mamy takiego drzewka w życiu, mamy gotowy build i kilka skilli do dodania, co prawda można kilka lat poświęcić, żeby zwiększyć sobie inta o 10, czyli zamiast powiedzmy 170 będzie 180, ale można też tym samym kosztem wziąć dostępny obok skill zwiększający siłę x2, zamiast 170 będzie 340.
Jakakolwiek dyskusja może mieć sens tylko wtedy, gdy przełoży się na realne zmiany w życiu. Ani atak nożownika, ani jakieś tortury nie są realnymi zagrożeniami, przed którymi opłaca się budować zabezpieczenia. Podobnie jak rozkminianie czy lepiej urodzić się pięknym, mądrym i bogatym, czy może brzydkim, głupim i biednym. Rodzimy się jacy się rodzimy i mamy pewien zestaw, z którym potem coś możemy zrobić.
To, co ma największy wpływ, to UMIEJĘTNOŚCI. To są rzeczy, które kontrolujemy w największym stopniu. Jasne, że idealnie byłoby zmienić podejście do życia, charakter, nauczyć odnajdywania się w sytuacjach, nie wiem, może mieć jakiś instynkt do robienia pieniędzy, ale to pewnie wymaga lat pracy nad sobą i u każdego musi przebiegać inaczej. Zwykłe umiejętności to coś, co każdy ćwiczy tak samo i co można bez problemu kontrolować, na przykład nauczyć kogoś czegoś.
Przykładowo, skoro już jesteśmy na forum, umiejętności oceny tego, jak suple i dieta wpływają na zdrowie. Niby można po prostu słuchać czyichś rad, ale wtedy nie wiadomo, czy nie słucha się jakiegoś szarlatana. Wytrenowałem tę umiejętność i teraz mam zabezpieczenie przed chorobami, przynajmniej do pewnego stopnia. Niestety, nie przekłada się to na kasę.
Siłownia to też umiejętność, można nauczyć się podnosić 3 razy większe ciężary, niż podnosiło się przedtem, znacznie poprawia się też wtedy samopoczucie, pewność siebie, stan kości, zmniejsza ryzyko depresji, nowotworów, chorób krążenia. W jednym z badań wyszło, że już godzina tygodniowo zmniejsza ryzyko udaru o 70%.
Umiejętność gry na pianinie pozwala tylko grać na pianinie, daje dużą satysfakcję, ale prawie zerowe przełożenie na cokolwiek realnego, nie ma opcji, żeby na tym zarobić, albo nawet poderwać jakąś laskę. Owszem, jakoś tam rośnie IQ, zmniejsza się ryzyko alzheimera, ale to są bardzo niewielkie zmiany, zwłaszcza w porównaniu do tego, ile wysiłku kosztuje nauka.
Przykładem umiejętności jest znajomość języków, Poziom B1 nie jest jakąś abstrakcją, to coś, co pozwala się dogadać na większość tematów za granicą. Wymaga to opanowania około 5000 najczęściej używanych w danym języku słów (przy czym większość pasywnie, czyli rozumiesz gdy słyszysz, ale nie bardzo jesteś w stanie użyć) oraz podstaw gramatyki. To jest do ogarnięcia w dosłownie 2 miesiące, jeśli używa się narzędzi typu memrise. Oczywiście nie zda się egzaminu na B1 po 2 miesiącach wkuwania słówek, ale spokojnie da się wtedy zrozumieć lwią część prostych przekazów, takich jak filmiki na youtube czy artykuły w gazetach, a także można próbować się dogadywać z nativami.
To naprawdę bardzo duże przełożenie, 2 miesiące po 2-3 godziny dziennie sprawia, że otwiera się cały wszechświat możliwości, oczywiście jest też opcja, że nigdy się z tej wiedzy nie skorzysta. Nawet kiedyś myślałem, czy nie ogarnąć podstaw ruskiego, hiszpańskiego (bo to drugi najczęściej używany na świecie język), niemieckiego, czeskiego, do tego jeszcze można japoński i chiński. Brzmi szaleńczo, ale jak popatrzeć na zasadę 2 miesięcy, to jest to raptem rok. Pewnie chiński czy japoński zajęłyby dłużej, ale z kolei czeski czy ruski o połowę krócej.
Najważniejsza umiejętność to zdolność prowadzenia rozmowy i zdobywania sympatii, ale tego nie da się tak o sobie po prostu wytrenować z jakiegoś podręcznika.
A w ogóle to jednak dołożę do listy supli "bierz codziennie" wapń, magnez i potas.
/edit i jednak dorzucę małą łyżeczkę oleju z ogórecznika.
Jakakolwiek dyskusja może mieć sens tylko wtedy, gdy przełoży się na realne zmiany w życiu. Ani atak nożownika, ani jakieś tortury nie są realnymi zagrożeniami, przed którymi opłaca się budować zabezpieczenia. Podobnie jak rozkminianie czy lepiej urodzić się pięknym, mądrym i bogatym, czy może brzydkim, głupim i biednym. Rodzimy się jacy się rodzimy i mamy pewien zestaw, z którym potem coś możemy zrobić.
To, co ma największy wpływ, to UMIEJĘTNOŚCI. To są rzeczy, które kontrolujemy w największym stopniu. Jasne, że idealnie byłoby zmienić podejście do życia, charakter, nauczyć odnajdywania się w sytuacjach, nie wiem, może mieć jakiś instynkt do robienia pieniędzy, ale to pewnie wymaga lat pracy nad sobą i u każdego musi przebiegać inaczej. Zwykłe umiejętności to coś, co każdy ćwiczy tak samo i co można bez problemu kontrolować, na przykład nauczyć kogoś czegoś.
Przykładowo, skoro już jesteśmy na forum, umiejętności oceny tego, jak suple i dieta wpływają na zdrowie. Niby można po prostu słuchać czyichś rad, ale wtedy nie wiadomo, czy nie słucha się jakiegoś szarlatana. Wytrenowałem tę umiejętność i teraz mam zabezpieczenie przed chorobami, przynajmniej do pewnego stopnia. Niestety, nie przekłada się to na kasę.
Siłownia to też umiejętność, można nauczyć się podnosić 3 razy większe ciężary, niż podnosiło się przedtem, znacznie poprawia się też wtedy samopoczucie, pewność siebie, stan kości, zmniejsza ryzyko depresji, nowotworów, chorób krążenia. W jednym z badań wyszło, że już godzina tygodniowo zmniejsza ryzyko udaru o 70%.
Umiejętność gry na pianinie pozwala tylko grać na pianinie, daje dużą satysfakcję, ale prawie zerowe przełożenie na cokolwiek realnego, nie ma opcji, żeby na tym zarobić, albo nawet poderwać jakąś laskę. Owszem, jakoś tam rośnie IQ, zmniejsza się ryzyko alzheimera, ale to są bardzo niewielkie zmiany, zwłaszcza w porównaniu do tego, ile wysiłku kosztuje nauka.
Przykładem umiejętności jest znajomość języków, Poziom B1 nie jest jakąś abstrakcją, to coś, co pozwala się dogadać na większość tematów za granicą. Wymaga to opanowania około 5000 najczęściej używanych w danym języku słów (przy czym większość pasywnie, czyli rozumiesz gdy słyszysz, ale nie bardzo jesteś w stanie użyć) oraz podstaw gramatyki. To jest do ogarnięcia w dosłownie 2 miesiące, jeśli używa się narzędzi typu memrise. Oczywiście nie zda się egzaminu na B1 po 2 miesiącach wkuwania słówek, ale spokojnie da się wtedy zrozumieć lwią część prostych przekazów, takich jak filmiki na youtube czy artykuły w gazetach, a także można próbować się dogadywać z nativami.
To naprawdę bardzo duże przełożenie, 2 miesiące po 2-3 godziny dziennie sprawia, że otwiera się cały wszechświat możliwości, oczywiście jest też opcja, że nigdy się z tej wiedzy nie skorzysta. Nawet kiedyś myślałem, czy nie ogarnąć podstaw ruskiego, hiszpańskiego (bo to drugi najczęściej używany na świecie język), niemieckiego, czeskiego, do tego jeszcze można japoński i chiński. Brzmi szaleńczo, ale jak popatrzeć na zasadę 2 miesięcy, to jest to raptem rok. Pewnie chiński czy japoński zajęłyby dłużej, ale z kolei czeski czy ruski o połowę krócej.
Najważniejsza umiejętność to zdolność prowadzenia rozmowy i zdobywania sympatii, ale tego nie da się tak o sobie po prostu wytrenować z jakiegoś podręcznika.
A w ogóle to jednak dołożę do listy supli "bierz codziennie" wapń, magnez i potas.
/edit i jednak dorzucę małą łyżeczkę oleju z ogórecznika.



