09-22-2022, 03:48 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-22-2022, 03:51 AM przez tomakin.)
O, widzę kupiłem wiadro białka (na wiadra wtedy sprzedawali) 12 września.
Wpis z 13 września
"Bodajże 20 dni minęło, odkąd szprycuję się wysokimi dawkami witaminy B1. W zasadzie można ją skreślić z listy. Owszem, miała niesamowity wpływ na samopoczucie, ale ani nie zmienił się wygląd paznokci, ani wyniki biegowe.
Właśnie, wyniki - dziś 4 km w 1 zakresie wokół osiedla, spokojnie i bez napinki, dopiero kontuzja się zaleczyła. Tempo 5'38''//km przy tętnie ~150, spadło o bodajże 30 sekund w porównaniu do szybkości jaką miałem w czasie tego dziwnego szczytu formy.
No nic, B1 leci w kąt. Drugi podejrzany - białko. Zamówiłem wielką michę białka dla kulturystów, z żelaznym postanowieniem zjedzenia wszystkiego w 2 tygodnie, po 100 gram dziennie. To białko ma tez inny cel, mianowicie - rtęć."
30 września
"No ok, koniec czekania na cud, białko nic a nic nie pomaga. Co najwyżej nerki można sobie rozwalić."
ale już 4 października
"Dziś - dalej samopoczucie jak na ostrym kacu, dalej z prawej strony gniecie, ale co tam. Wyjście na trening. Mięśnie obolałe, krok sztywny, wiatr- niemal halny, za ciepło się ubrałem przez co spociłem się jak świniak i tętno skakało za wysoko, no i ten stan niby-zatrucia. A mimo to - 5'15'' na km z tym samym tętnem co zawsze, zanikło wrażenie "zatkania" które zazwyczaj mam w czasie biegu. Zawsze jak biegam mam dziwne wrażenie, że lecę mocno poniżej możliwości, zupełnie jakby coś dusiło moje mięśnie i nie pozwalało im wyciągnąć tego, co by mogły. Dziś trochę inaczej. Wynik rewelacyjny, zwłaszcza biorąc pod uwagę wiatr który spokojnie mógł mi zeżrec nawet 10 sekund na km."
No trochę pechowo testowałem białko po tym, jak się zatrułem żelazem i rozwaliłem parę rzeczy niedoborem miedzi. Trochę nie teges też, że robiłem to tak krótko, organizm wymaga czasu na wbudowanie, lepiej mniejszymi dawkami, ale częściej i dłużej. No i robiłem to w czasie usuwania plomb rtęciowych, co też mogło mieć wpływ. No ale z której strony by nie patrzeć, jest zapis testu dużych dawek białka i ich wpływu na dokładnie mierzoną wydolność tlenową. Nie podoba mi się fragment "z prawej strony gniecie", miałem wtedy jakieś problemy z wątrobą, takie coś mocno wypacza wyniki. Wątroba to ten narząd, w którym białko jest przerabiane i dopiero potem organizm może je wykorzystać. No tak czysto hipotetycznie jest możliwość, że jakbym ten test zrobił gdy byłem w pełni zdrowy i bardziej rozłożył go w czasie, to byłby efekt.
Wpis z 13 września
"Bodajże 20 dni minęło, odkąd szprycuję się wysokimi dawkami witaminy B1. W zasadzie można ją skreślić z listy. Owszem, miała niesamowity wpływ na samopoczucie, ale ani nie zmienił się wygląd paznokci, ani wyniki biegowe.
Właśnie, wyniki - dziś 4 km w 1 zakresie wokół osiedla, spokojnie i bez napinki, dopiero kontuzja się zaleczyła. Tempo 5'38''//km przy tętnie ~150, spadło o bodajże 30 sekund w porównaniu do szybkości jaką miałem w czasie tego dziwnego szczytu formy.
No nic, B1 leci w kąt. Drugi podejrzany - białko. Zamówiłem wielką michę białka dla kulturystów, z żelaznym postanowieniem zjedzenia wszystkiego w 2 tygodnie, po 100 gram dziennie. To białko ma tez inny cel, mianowicie - rtęć."
30 września
"No ok, koniec czekania na cud, białko nic a nic nie pomaga. Co najwyżej nerki można sobie rozwalić."
ale już 4 października
"Dziś - dalej samopoczucie jak na ostrym kacu, dalej z prawej strony gniecie, ale co tam. Wyjście na trening. Mięśnie obolałe, krok sztywny, wiatr- niemal halny, za ciepło się ubrałem przez co spociłem się jak świniak i tętno skakało za wysoko, no i ten stan niby-zatrucia. A mimo to - 5'15'' na km z tym samym tętnem co zawsze, zanikło wrażenie "zatkania" które zazwyczaj mam w czasie biegu. Zawsze jak biegam mam dziwne wrażenie, że lecę mocno poniżej możliwości, zupełnie jakby coś dusiło moje mięśnie i nie pozwalało im wyciągnąć tego, co by mogły. Dziś trochę inaczej. Wynik rewelacyjny, zwłaszcza biorąc pod uwagę wiatr który spokojnie mógł mi zeżrec nawet 10 sekund na km."
No trochę pechowo testowałem białko po tym, jak się zatrułem żelazem i rozwaliłem parę rzeczy niedoborem miedzi. Trochę nie teges też, że robiłem to tak krótko, organizm wymaga czasu na wbudowanie, lepiej mniejszymi dawkami, ale częściej i dłużej. No i robiłem to w czasie usuwania plomb rtęciowych, co też mogło mieć wpływ. No ale z której strony by nie patrzeć, jest zapis testu dużych dawek białka i ich wpływu na dokładnie mierzoną wydolność tlenową. Nie podoba mi się fragment "z prawej strony gniecie", miałem wtedy jakieś problemy z wątrobą, takie coś mocno wypacza wyniki. Wątroba to ten narząd, w którym białko jest przerabiane i dopiero potem organizm może je wykorzystać. No tak czysto hipotetycznie jest możliwość, że jakbym ten test zrobił gdy byłem w pełni zdrowy i bardziej rozłożył go w czasie, to byłby efekt.



