07-23-2022, 11:27 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-23-2022, 11:50 PM przez tomakin.)
...jakaś reakcja na podkręcenie któregoś zestawu receptorów? Do tej pory cały czas patrzyłem na stężenia różnych rzeczy we krwi, nie ma takiego badania, gdzie magnez zwiększałby stężenie noradrenaliny (a ona jest bardzo często odpowiedzialna za takie wybudzanie). Ale - mogła zwiększyć się gęstość bądź wrażliwość receptorów na nią na powierzchni komórek, czy gdzie tam te receptory się znajdują.
To by nawet mogło tłumaczyć reakcję na inozytol, który wytłumia te receptory. Może jak rok temu się nim bawiłem, to do tego doszło, wytłumienia, w efekcie organizm musiał tej noradrenaliny produkować więcej, by uzyskać ten sam efekt, co w konsekwencji niemal doprowadziło do nawrotu nerwicy? Ten hormon jest niezbędny do działania ludzkiego ciała i musi być produkowany, może być tak, że w jednym miejscu komórki stają się wrażliwsze niż w innym, np (fikcyjny scenariusz, ona nie ma takich działań) spada gęstość receptorów w sercu, żeby normalnie biło, organizm musi tego hormonu produkować więcej, ale to sprawia, że w mózgu robią się fikołki.
Inozytol wytłumia nerwicę i mocno uspokaja, ale w zbyt dużych dawkach daje efekt odwrotny. Może własnie dlatego? Nierówno obciąża receptory, przez co przy zbyt dużych dawkach organizm musi pompować więcej hormonów, one z kolei mocniej działają na tych słabiej wyciszonych komórkach.
Przydałby się jakiś domowy test, który pozwala ocenić, jakiego hormonu akurat jest za dużo (albo jakich receptorów, na jedno wychodzi). No niestety, sporo z nich się pokrywa, np rozszerzone źrenice to zarówno noradrenalina, jak i serotonina.
Może ogólne pobudzenie układu współczulnego? Tu nawet jest domowy test, ale wymaga posiadania dość precyzyjnego aparatu do mierzenia pulsu, który jest w stanie zbadać na ile równo są od siebie oddzielone uderzenia serca.
A może po prostu melatonina? Ogólnie fizycznie czuję się dobrze, w miarę rozluźniony, delikatne objawy mogły wziąć się po prostu z niewyspania. Mogło walnąć w system sterowania rytmem dobowym, zablokować produkcję melatoniny, chociaż brałem ją i niewiele to pomogło.
Tak czy tak, po tych śmiesznych dawkach magnezu, które były nawet niższe niż oficjalnie zalecane i które brałem w sumie przez kilka tygodni, mam totalnie rozstrojony sen, budzę się dosłownie kilkanaście razy, godzina snu, przebudzenie, 15 minut, zasypiam, znowu godzina snu... w efekcie tracę w łóżku ponad połowę doby, dziś to było 14 godzin. Nie wiem też, jak to ostatecznie odbije się na zdrowiu, bo nie sądzę, żebym wchodził w jakieś głębokie fazy umożliwiające dobrą regenerację. Odstawienie magnezu i branie wapnia nic nie dało, może za krótko to robiłem. A może to nic z magnezem nie ma wspólnego, może koniec końców okaże się, że to zbyt wysoka temperatura powietrza w sypialni a ja całe prace doktorskie tu piszę o wpływie magnezu na wybudzanie.
Nie licząc tych zaburzeń snu, nic więcej się nie dzieje, żadnego mrowienia skóry wokół ust, co jest charakterystyczne dla niskiego wapnia, żadnego skakania powieki czy mięśni, parestesji, fascykulacji, zmian rytmu serca, żadnych zatwardzeń, rozwolnień, częstomoczu, suchości w ustach, czyli tych objawów, które towarzyszą zaburzeniom magnezu i wapnia. Nie ma objawów, które pojawiały się po tryptofanie, czyli tych wynikających ze zbyt wysokiej serotoniny (bardzo charakterystyczne drganie mięśnia powieki i wrażenie "przeskakiwania uderzeń" serca, bardzo wysokie tętno, wysokie ciśnienie, zresztą spałem wtedy dużo lepiej niż teraz). Znikł nawet objaw zespołu niespokojnych nóg. Ciśnienie krwi dobre, tylko tętno nieco zbyt wysokie, ale też w granicach normy. Może lekko powiększone źrenice, ale nawet jeśli, to nie jakoś szczególnie mocno.
Wezmę większą dawkę glicyny przed snem, może to coś da.
To by nawet mogło tłumaczyć reakcję na inozytol, który wytłumia te receptory. Może jak rok temu się nim bawiłem, to do tego doszło, wytłumienia, w efekcie organizm musiał tej noradrenaliny produkować więcej, by uzyskać ten sam efekt, co w konsekwencji niemal doprowadziło do nawrotu nerwicy? Ten hormon jest niezbędny do działania ludzkiego ciała i musi być produkowany, może być tak, że w jednym miejscu komórki stają się wrażliwsze niż w innym, np (fikcyjny scenariusz, ona nie ma takich działań) spada gęstość receptorów w sercu, żeby normalnie biło, organizm musi tego hormonu produkować więcej, ale to sprawia, że w mózgu robią się fikołki.
Inozytol wytłumia nerwicę i mocno uspokaja, ale w zbyt dużych dawkach daje efekt odwrotny. Może własnie dlatego? Nierówno obciąża receptory, przez co przy zbyt dużych dawkach organizm musi pompować więcej hormonów, one z kolei mocniej działają na tych słabiej wyciszonych komórkach.
Przydałby się jakiś domowy test, który pozwala ocenić, jakiego hormonu akurat jest za dużo (albo jakich receptorów, na jedno wychodzi). No niestety, sporo z nich się pokrywa, np rozszerzone źrenice to zarówno noradrenalina, jak i serotonina.
Może ogólne pobudzenie układu współczulnego? Tu nawet jest domowy test, ale wymaga posiadania dość precyzyjnego aparatu do mierzenia pulsu, który jest w stanie zbadać na ile równo są od siebie oddzielone uderzenia serca.
A może po prostu melatonina? Ogólnie fizycznie czuję się dobrze, w miarę rozluźniony, delikatne objawy mogły wziąć się po prostu z niewyspania. Mogło walnąć w system sterowania rytmem dobowym, zablokować produkcję melatoniny, chociaż brałem ją i niewiele to pomogło.
Tak czy tak, po tych śmiesznych dawkach magnezu, które były nawet niższe niż oficjalnie zalecane i które brałem w sumie przez kilka tygodni, mam totalnie rozstrojony sen, budzę się dosłownie kilkanaście razy, godzina snu, przebudzenie, 15 minut, zasypiam, znowu godzina snu... w efekcie tracę w łóżku ponad połowę doby, dziś to było 14 godzin. Nie wiem też, jak to ostatecznie odbije się na zdrowiu, bo nie sądzę, żebym wchodził w jakieś głębokie fazy umożliwiające dobrą regenerację. Odstawienie magnezu i branie wapnia nic nie dało, może za krótko to robiłem. A może to nic z magnezem nie ma wspólnego, może koniec końców okaże się, że to zbyt wysoka temperatura powietrza w sypialni a ja całe prace doktorskie tu piszę o wpływie magnezu na wybudzanie.
Nie licząc tych zaburzeń snu, nic więcej się nie dzieje, żadnego mrowienia skóry wokół ust, co jest charakterystyczne dla niskiego wapnia, żadnego skakania powieki czy mięśni, parestesji, fascykulacji, zmian rytmu serca, żadnych zatwardzeń, rozwolnień, częstomoczu, suchości w ustach, czyli tych objawów, które towarzyszą zaburzeniom magnezu i wapnia. Nie ma objawów, które pojawiały się po tryptofanie, czyli tych wynikających ze zbyt wysokiej serotoniny (bardzo charakterystyczne drganie mięśnia powieki i wrażenie "przeskakiwania uderzeń" serca, bardzo wysokie tętno, wysokie ciśnienie, zresztą spałem wtedy dużo lepiej niż teraz). Znikł nawet objaw zespołu niespokojnych nóg. Ciśnienie krwi dobre, tylko tętno nieco zbyt wysokie, ale też w granicach normy. Może lekko powiększone źrenice, ale nawet jeśli, to nie jakoś szczególnie mocno.
Wezmę większą dawkę glicyny przed snem, może to coś da.



