Witam
Przeczytałem kilka artykułów i kilka tematów na tym forum odnośnie boreliozy. Mój wujek, który jest leśniczym ma/miał boreliozę, zaatakowane stawy.
Ja to połączyłem z boreliozą ponieważ na przestrzeni 2020-2021 dość sporo chodziłem w lesie i moglem podłapać kleszcza. Jeśli chodzi o stawy to zauważyłem, że są sztywniejsze i często lekko strzelają czego wcześniej nie miałem.
Mam 38 lat, szczupły, nie pijący, nie palący, nie pijący kawy, nie szczepiony na Covida.
W moim przypadku nie ma żadnych zmian skórnych czy rumienia natomiast są objawy neurologiczne.
Z tych które zaobserwowałem i które wprawiają w zdumienie to tiki, spazmy mięśni.
Zupełnie losowo pojedyncze mięśnie kurczą się - te mniejsze i te większe. Ale są też porażenia (jak prądem) na większym obszarze ciała prowadząc do zauważalnych szarpnięć całego ciała, najczęściej w pozycji leżącej.
Co również nowego to często rano, przed wstaniem z łóżka mięsień łydki doznaje takiego skurczu, że ciągnie staw do granic powodując paraliżujący ból - ustępuje po jakichś 5-10 sekundach. To dzieje się od czasu do czasu, może dwa razy w tygodniu.
Do tego dochodzi "latanie" powieki, które pojawia się i znika.
Do tego dochodzą jeszcze sporadyczne bóle w klatce piersiowej, wydaje mi się, że bóle serca.
Aha i w międzyczasie pojawiły się również problemy z przełykaniem z licznymi epizodami dosłownie dławienia się, wiadomo mięso kurczaka znane jest z tego, ale przecież nie od ostatnich dwóch lat jem kurczaka. Odnoszę wrażenie, że przełyk jest również zwężony czasami odpuszcza i mnie nie zatyka przy przełykaniu tych problematycznych pokarmów.
Może z tego wynikać też otępienie, ale nie jestem w stanie tego potwierdzić.
W 2020 również był okres kilku tygodni traumatycznych co mogłoby to wszystko podpiąć pod nerwicę, ale od tamtego czasu nie było żadnych przeżyć traumatycznych, chociaż całe to Covidowskie wariactwo mogło się do tego przyczynić. Nie wiem. Spekuluję. Pracę którą wykonuję nie jest stresująca więc dlaczego miałaby się ta nerwica utrzymywać.
Zaznaczam, że nie mam bólów głowy, mrowienia ani problemów ze snem.
Badanie mineralne włosów nie wykazało poniżej normy. Nie ma szału, od tamtej pory podbijam magnez i kilka innych pierwiastków, jem banany, orzechy, nawet mam te brazylijskie bogate również w selen, ale odnoszę wrażenie, że to nie adresuje konkretnej przyczyny tylko kolejny ze symptomów.
https://ibb.co/d67nTSc
https://ibb.co/5hpvF3Z
Co jest stwierdzone to zwiększone wydzielanie adrenaliny, a spowolnione wydzielanie hormonów tarczycy, powolny metabolizm jak przy ostrej reakcji na stres.
Ale jest również napisane, że to może być spowodowane jakimś zakażeniem.
Nie badałem ostatnio krwi, ale z tego co wiem to tych badań krwi jest kilka z różnymi skutkami a do tego badanie neuroboreliozy to pobieranie płynu z rdzenia.
W pierwszej połowie 2020 w szpitalu, ściągnęli ze mnie 3 probówki krwi i nic nie wykryto. To był jakiś kilkudniowy okres osłabienia kilka tygodni po tym jak byłem tam z kamieniem nerkowym, który przeszedł po ok. dwóch tygodniach.
Obecne dolegliwości układu nerwowego pojawiły się dopiero pod koniec 2020, czyli od kamienia, traumy i wizyty w szpitalu upłynęło ponad pół roku ale latem chodziłem po lasach i mogłem przeoczyć kleszcza.
Specjalista z tego forum wspomniał również o tężyczce utajonej, z których rzeczywiście spora część symptomów się pokrywa i gdzieś wyczytałem, że astma oskrzelowa (wysiłkowa) którą mam to nasila.
Jeśli ktoś spotkał się z czymś podobnym to proszę pisać.
Pozdrawiam
Przeczytałem kilka artykułów i kilka tematów na tym forum odnośnie boreliozy. Mój wujek, który jest leśniczym ma/miał boreliozę, zaatakowane stawy.
Ja to połączyłem z boreliozą ponieważ na przestrzeni 2020-2021 dość sporo chodziłem w lesie i moglem podłapać kleszcza. Jeśli chodzi o stawy to zauważyłem, że są sztywniejsze i często lekko strzelają czego wcześniej nie miałem.
Mam 38 lat, szczupły, nie pijący, nie palący, nie pijący kawy, nie szczepiony na Covida.
W moim przypadku nie ma żadnych zmian skórnych czy rumienia natomiast są objawy neurologiczne.
Z tych które zaobserwowałem i które wprawiają w zdumienie to tiki, spazmy mięśni.
Zupełnie losowo pojedyncze mięśnie kurczą się - te mniejsze i te większe. Ale są też porażenia (jak prądem) na większym obszarze ciała prowadząc do zauważalnych szarpnięć całego ciała, najczęściej w pozycji leżącej.
Co również nowego to często rano, przed wstaniem z łóżka mięsień łydki doznaje takiego skurczu, że ciągnie staw do granic powodując paraliżujący ból - ustępuje po jakichś 5-10 sekundach. To dzieje się od czasu do czasu, może dwa razy w tygodniu.
Do tego dochodzi "latanie" powieki, które pojawia się i znika.
Do tego dochodzą jeszcze sporadyczne bóle w klatce piersiowej, wydaje mi się, że bóle serca.
Aha i w międzyczasie pojawiły się również problemy z przełykaniem z licznymi epizodami dosłownie dławienia się, wiadomo mięso kurczaka znane jest z tego, ale przecież nie od ostatnich dwóch lat jem kurczaka. Odnoszę wrażenie, że przełyk jest również zwężony czasami odpuszcza i mnie nie zatyka przy przełykaniu tych problematycznych pokarmów.
Może z tego wynikać też otępienie, ale nie jestem w stanie tego potwierdzić.
W 2020 również był okres kilku tygodni traumatycznych co mogłoby to wszystko podpiąć pod nerwicę, ale od tamtego czasu nie było żadnych przeżyć traumatycznych, chociaż całe to Covidowskie wariactwo mogło się do tego przyczynić. Nie wiem. Spekuluję. Pracę którą wykonuję nie jest stresująca więc dlaczego miałaby się ta nerwica utrzymywać.
Zaznaczam, że nie mam bólów głowy, mrowienia ani problemów ze snem.
Badanie mineralne włosów nie wykazało poniżej normy. Nie ma szału, od tamtej pory podbijam magnez i kilka innych pierwiastków, jem banany, orzechy, nawet mam te brazylijskie bogate również w selen, ale odnoszę wrażenie, że to nie adresuje konkretnej przyczyny tylko kolejny ze symptomów.
https://ibb.co/d67nTSc
https://ibb.co/5hpvF3Z
Co jest stwierdzone to zwiększone wydzielanie adrenaliny, a spowolnione wydzielanie hormonów tarczycy, powolny metabolizm jak przy ostrej reakcji na stres.
Ale jest również napisane, że to może być spowodowane jakimś zakażeniem.
Nie badałem ostatnio krwi, ale z tego co wiem to tych badań krwi jest kilka z różnymi skutkami a do tego badanie neuroboreliozy to pobieranie płynu z rdzenia.
W pierwszej połowie 2020 w szpitalu, ściągnęli ze mnie 3 probówki krwi i nic nie wykryto. To był jakiś kilkudniowy okres osłabienia kilka tygodni po tym jak byłem tam z kamieniem nerkowym, który przeszedł po ok. dwóch tygodniach.
Obecne dolegliwości układu nerwowego pojawiły się dopiero pod koniec 2020, czyli od kamienia, traumy i wizyty w szpitalu upłynęło ponad pół roku ale latem chodziłem po lasach i mogłem przeoczyć kleszcza.
Specjalista z tego forum wspomniał również o tężyczce utajonej, z których rzeczywiście spora część symptomów się pokrywa i gdzieś wyczytałem, że astma oskrzelowa (wysiłkowa) którą mam to nasila.
Jeśli ktoś spotkał się z czymś podobnym to proszę pisać.
Pozdrawiam



