03-31-2022, 01:07 AM
Cały czas myślę o koenzymie Q10. Czy warto go włączać do suplementacji "na wszelki wypadek"?
https://www.jns-journal.com/article/S002...3/fulltext
Tu koenzym okazał się bardzo skuteczny w zespole niespokojnych nóg, natężenie choroby spadło z 12 na 6, ale nie wiadomo, na ile pomógł Q10, na ile magnez. Zwracam uwagę na badania nad zespołem, bo sam go mam i jeśli coś w nim by pomagało, to by mógł być sygnał, że mi tego czegoś brakuje.
Jest całe mnóstwo badań, w których stosowanie zwiększało długość przeżycia przy nowotworach, a niskie stężenie we krwi zwiększało ryzyko rozwoju choroby. To drugie można tłumaczyć tym, że jakieś zupełnie inne procesy obniżały poziom koenzymu, jednocześnie wywołując nowotwór, więc suplementacja niewiele by dała, ale te, gdzie suplementy przedłużały życie to już nie w kij dmuchał. Są nawet opisy przypadków, gdzie koenzym dawał przeżycie wielokrotnie (!) dłuższe, niż współczesna onkologia.
Tylko czy on zapobiega chorobie? To jest najważniejsze pytanie, bo spowolnienie rozwoju nie oznacza zapobiegania, a czasem nawet może być odwrotne, gdzie co prawda komórki nowotworowe rozwijają się wolniej, ale są chronione przed całkowitym zniszczeniem przez system obronny.
Dużo jednak wskazuje, że owszem, duży poziom we krwi chroni. Ale tu z kolei pojawia się pytanie, czy jego suplementacja u osób zdrowych ma sens? Czy może jest tak, że tylko niedobory zwiększają ryzyko choroby, a nadmiar wywołany u osoby która niedoboru nie miała, nic nie daje?
Co z ewentualnymi skutkami ubocznymi? Czy to nie będzie jak z tarczycą, gdzie syntetyczny hormon powoduje "rozleniwienie" narządu?
Poziom spada też we wszystkich chorobach, w których zanikają obłączki, ale to testowałem już i bez większych rezultatów. Jest co prawda możliwość, że trzeba koenzym brać razem z antyoksydantami, bo inaczej będzie po prostu spalany, ale to dość obłędna teza. Niemniej, rok temu, gdy była ta poprawa, brałem regularnie Q10, właśnie razem z antyoksydantami.
Zostały mi trzy ostatnie tabletki, zjem, a potem pomyślę, co dalej.
A, B1 (zwykła, nie benfo) zdaje się mocno poprawia mi nastrój i uspokaja. Tak właśnie powinna działać, jeśli mam problemy nerwicowe, z których nie zdaję sobie sprawy.
https://www.jns-journal.com/article/S002...3/fulltext
Tu koenzym okazał się bardzo skuteczny w zespole niespokojnych nóg, natężenie choroby spadło z 12 na 6, ale nie wiadomo, na ile pomógł Q10, na ile magnez. Zwracam uwagę na badania nad zespołem, bo sam go mam i jeśli coś w nim by pomagało, to by mógł być sygnał, że mi tego czegoś brakuje.
Jest całe mnóstwo badań, w których stosowanie zwiększało długość przeżycia przy nowotworach, a niskie stężenie we krwi zwiększało ryzyko rozwoju choroby. To drugie można tłumaczyć tym, że jakieś zupełnie inne procesy obniżały poziom koenzymu, jednocześnie wywołując nowotwór, więc suplementacja niewiele by dała, ale te, gdzie suplementy przedłużały życie to już nie w kij dmuchał. Są nawet opisy przypadków, gdzie koenzym dawał przeżycie wielokrotnie (!) dłuższe, niż współczesna onkologia.
Tylko czy on zapobiega chorobie? To jest najważniejsze pytanie, bo spowolnienie rozwoju nie oznacza zapobiegania, a czasem nawet może być odwrotne, gdzie co prawda komórki nowotworowe rozwijają się wolniej, ale są chronione przed całkowitym zniszczeniem przez system obronny.
Dużo jednak wskazuje, że owszem, duży poziom we krwi chroni. Ale tu z kolei pojawia się pytanie, czy jego suplementacja u osób zdrowych ma sens? Czy może jest tak, że tylko niedobory zwiększają ryzyko choroby, a nadmiar wywołany u osoby która niedoboru nie miała, nic nie daje?
Co z ewentualnymi skutkami ubocznymi? Czy to nie będzie jak z tarczycą, gdzie syntetyczny hormon powoduje "rozleniwienie" narządu?
Poziom spada też we wszystkich chorobach, w których zanikają obłączki, ale to testowałem już i bez większych rezultatów. Jest co prawda możliwość, że trzeba koenzym brać razem z antyoksydantami, bo inaczej będzie po prostu spalany, ale to dość obłędna teza. Niemniej, rok temu, gdy była ta poprawa, brałem regularnie Q10, właśnie razem z antyoksydantami.
Zostały mi trzy ostatnie tabletki, zjem, a potem pomyślę, co dalej.
A, B1 (zwykła, nie benfo) zdaje się mocno poprawia mi nastrój i uspokaja. Tak właśnie powinna działać, jeśli mam problemy nerwicowe, z których nie zdaję sobie sprawy.



