03-27-2022, 09:09 PM
Ja się też podzielę spostrzeżeniami jeśli chodzi o okolice szyi, bo to co piszesz brzmi dość znajomo.
Z depresji i nerwicy, ataków paniki wyleczyłem się już jakieś kilka lat temu, ale jakoś od drugiej połowy 2020 zacząłem mieć tak, że nad ranem po alkoholu jak szedłem do toalety zacząłem mieć dość konkretne zachwiania równowagi, trochę zawroty głowy. Miałem tak może 2-3 razy. Ogólnie notorycznie bolał mnie kark, czułem tam napięcie. Jakieś kilka miesięcy później zablokowała mi się głowa trochę i nie mogłem skręcać w jedną stronę. Parę wizyt u fizjo, mocna poprawa. Potem najciekawsze - zacząłem mieć coś a'la... ataki paniki, ale takie zupełnie jakby stłumione, nie takie pełnoskalowe. Takie cholerne nieznośne uczucie połączone z niepokojem, którego nie mogłem się pozbyć. W pewnym momencie też włączył mi się taki stan, jaki miałem dawniej w nerwicy, ale też jakby wygłuszony, podejrzewałem zapalenie nerek, kiepsko mogłem jeść. Zrobiłem komplet badań i nerki ok, inne badania też. Co bardzo ważne miałem też ciągle wrażenie, że mam problem z równowagą, choć nie kręciło mi się w głowie.
Do meritum, bo mogę pisać o innych objawach, których jeszcze sporo miałem - co mi pomogło? A no automasaz i rozciąganie szyi, potylicy, okolic, działanie na ukrwienie głowy. Dosłownie już po jednym razie przynosiło ulgę. Trochę szczegółów w historii pominąłem, ale nie chce mi się o tym pisać, bo bym musiał wszystko uporządkować, najważniejsze ująłem. Wysunąłbym nawet odważną hipotezę, że na niektóre nerwice wystarczy dlugofalowo zająć się tymi okolicami szyjnym i doprowadzić je do porządku, żeby się wyleczyć.
Z depresji i nerwicy, ataków paniki wyleczyłem się już jakieś kilka lat temu, ale jakoś od drugiej połowy 2020 zacząłem mieć tak, że nad ranem po alkoholu jak szedłem do toalety zacząłem mieć dość konkretne zachwiania równowagi, trochę zawroty głowy. Miałem tak może 2-3 razy. Ogólnie notorycznie bolał mnie kark, czułem tam napięcie. Jakieś kilka miesięcy później zablokowała mi się głowa trochę i nie mogłem skręcać w jedną stronę. Parę wizyt u fizjo, mocna poprawa. Potem najciekawsze - zacząłem mieć coś a'la... ataki paniki, ale takie zupełnie jakby stłumione, nie takie pełnoskalowe. Takie cholerne nieznośne uczucie połączone z niepokojem, którego nie mogłem się pozbyć. W pewnym momencie też włączył mi się taki stan, jaki miałem dawniej w nerwicy, ale też jakby wygłuszony, podejrzewałem zapalenie nerek, kiepsko mogłem jeść. Zrobiłem komplet badań i nerki ok, inne badania też. Co bardzo ważne miałem też ciągle wrażenie, że mam problem z równowagą, choć nie kręciło mi się w głowie.
Do meritum, bo mogę pisać o innych objawach, których jeszcze sporo miałem - co mi pomogło? A no automasaz i rozciąganie szyi, potylicy, okolic, działanie na ukrwienie głowy. Dosłownie już po jednym razie przynosiło ulgę. Trochę szczegółów w historii pominąłem, ale nie chce mi się o tym pisać, bo bym musiał wszystko uporządkować, najważniejsze ująłem. Wysunąłbym nawet odważną hipotezę, że na niektóre nerwice wystarczy dlugofalowo zająć się tymi okolicami szyjnym i doprowadzić je do porządku, żeby się wyleczyć.



