Zastanawiam się, czy w ogóle możliwe jest, by mieć niedobory aminokwasów rozgałęzionych (BCAA) na tyle poważne, by wywołało to zmiany w wyglądzie paznokci, a jednocześnie w miarę normalne przyrosty na siłowni.
Jak teraz czytam, ludzie z marskością wątroby, którzy mają skrajnie duże niedobory tych aminokwasów, mogą ćwiczyć i mięśnie im rosną, tylko wolniej, a jeśli nie ćwiczą, to dostają zaniku mięśni i w ogóle robi im się masakra ze zdrowiem.
Totalnie nie pasuje w hipotezie aminokwasów rozgałęzionych to, że musiałbym mieć taki niedobór przez kilkanaście lat. Były okresy, gdy jadłem naprawdę sporo białka. Nigdy chyba tak, jak się powinno przy próbie uzyskania nadmiaru, czyli co 2-3 godziny po 30 gramów, ale tak czy tak przez ten cały czas musiałby być jakiś okres, gdy to białko wysyciło organizm. Nawet przy założeniu, że witamina A czy jakaś inna rzecz blokowała nieco procesy anaboliczne, niedobór utrzymujący się tak długo wydaje mi się nierealny.
Chyba że to działa jakoś długofalowo, całe miesiące trzeba przywracać równowagę, ale tu z kolei kłania się mechanizm działania ludzkiego organizmu, takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często. Mamy takie "długofalowe" magazyny na przykład witaminy B12, ale aminokwasy są wymieniane na bieżąco.
Innymi słowy, sam w te aminokwasy nie wierzę, to znaczy wierzę, że mogą pomóc na siłowni, ale to tyle.
Można już chyba wrócić do chondroityny i glukozaminy, razem z mającą działać z nimi synergicznie diosminą. Jakby objaw Terry'ego znowu zaczął się nasilać, to je znowu odstawię. Zdaje się, że one potrzebują własnie białka do prawidłowego działania.
A, obłączki jakby odrobinę większe, zapisuję, bo zaobserwowałem to zanim wziąłem się za BCAA. Jeśli miałyby teraz zacząć rosnąć, to raczej byłaby to kwestia na przykład czarnuszki albo wapnia, ewentualnie właśnie odstawienia niektórych rzeczy kilkanaście dni temu.
Jak teraz czytam, ludzie z marskością wątroby, którzy mają skrajnie duże niedobory tych aminokwasów, mogą ćwiczyć i mięśnie im rosną, tylko wolniej, a jeśli nie ćwiczą, to dostają zaniku mięśni i w ogóle robi im się masakra ze zdrowiem.
Totalnie nie pasuje w hipotezie aminokwasów rozgałęzionych to, że musiałbym mieć taki niedobór przez kilkanaście lat. Były okresy, gdy jadłem naprawdę sporo białka. Nigdy chyba tak, jak się powinno przy próbie uzyskania nadmiaru, czyli co 2-3 godziny po 30 gramów, ale tak czy tak przez ten cały czas musiałby być jakiś okres, gdy to białko wysyciło organizm. Nawet przy założeniu, że witamina A czy jakaś inna rzecz blokowała nieco procesy anaboliczne, niedobór utrzymujący się tak długo wydaje mi się nierealny.
Chyba że to działa jakoś długofalowo, całe miesiące trzeba przywracać równowagę, ale tu z kolei kłania się mechanizm działania ludzkiego organizmu, takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często. Mamy takie "długofalowe" magazyny na przykład witaminy B12, ale aminokwasy są wymieniane na bieżąco.
Innymi słowy, sam w te aminokwasy nie wierzę, to znaczy wierzę, że mogą pomóc na siłowni, ale to tyle.
Można już chyba wrócić do chondroityny i glukozaminy, razem z mającą działać z nimi synergicznie diosminą. Jakby objaw Terry'ego znowu zaczął się nasilać, to je znowu odstawię. Zdaje się, że one potrzebują własnie białka do prawidłowego działania.
A, obłączki jakby odrobinę większe, zapisuję, bo zaobserwowałem to zanim wziąłem się za BCAA. Jeśli miałyby teraz zacząć rosnąć, to raczej byłaby to kwestia na przykład czarnuszki albo wapnia, ewentualnie właśnie odstawienia niektórych rzeczy kilkanaście dni temu.



