02-09-2022, 09:11 PM
Czarnuszka zamówiona, mleczan wapnia zamówiony, cytrynian potasu zamówiony. Dojadam czarnuszkę którą miałem w szafce, kurcze no, to jest po prostu smaczne. Ona bardzo ładnie wpływała na stany zapalne tarczycy, całkowicie niemal wyciszała Hashimoto, co prawda u mnie badania nic takiego nie wykryły, ale może powinienem do jodu wrócić, jak już ją będę jadł? W takich mikrodawkach, jakie brałem?
Powinienem mieć kartkę gdzieś przyczepioną, z listą supli, które codziennie powinienem brać, bo są ogólnie zdrowe. Małe dawki litu czy boru, one miały niesamowicie pozytywny wpływ na sprawność umysłową. Cysteina, olej z ogórecznika, te wszystkie drobne rzeczy, które zmniejszają ryzyko nowotworów.
Nie wiem, czy to czarnuszka, czy co, ale jakoś tak inaczej czuję się od 2 dni. Pewnie sobie wkręcam, zwyczajnie zakwasy mi schodzą po siłowni a ja doszukuję się wpływu suplementów.
Spróbuję delikatnie przyblokować metabolizm serotoniny, podciągnąć dopaminy (co w praktyce sprowadzi się do zjedzenia odrobiny tyrozyny i kolagenu). Te dwie rzeczy często są w równowadze. Bez badań ciężko coś powiedzieć na pewno, ale odnoszę wrażenie, że mi dopamina mocno spadła, a serotonina poleciała mocno w górę, ciągle pojawia się zespół niespokojnych nóg, który świadczy o bardzo niskiej dopaminie. Jeśli mam rację i faktycznie objaw Terry'ego to wynik zalania organizmu serotoniną, to jedynym permanentnym rozwiązaniem byłaby operacja i wycięcie tego, co ten organizm zalewa, czyli zapewne jakiegoś niezłośliwego guza (jakby był złośliwy, dawno bym już nie żył). Te niezłośliwe guzy jelit są jak pieprzyki na skórze, nie ma opcji, żeby sobie jakoś z tym poradzić "naturalnie". Ale taka operacja to zawsze ryzyko, jeśli dałoby się załatwić suplami, na przykład blokując nadmiar serotoniny, to lepiej tak zrobić.
Z drugiej strony, delikatny objaw Terry'ego widziałem często u wegetarian i wegan, to raczej nie miało nic wspólnego z serotoniną. Coś tam się działo innego. Ale co? Tarczyca, na skutek niedoboru jodu? To najbardziej oczywiste rozwiązanie. Szkoda, że kilkanaście lat temu, jak ten objaw się pojawił, nie trafiłem na ogarniętego lekarza, który zrobiłby odpowiednie badania, sam wtedy nie miałem jeszcze wiedzy. Za tarczycą przemawiają prążki, które są charakterystyczne między innymi właśnie dla zaburzeń tego narządu. Przeciw badania, które kiedyś robiłem i to, że nie mam żadnych w sumie objawów, a stan utrzymuje się już ileś lat.
No nic, kilka dni niższego tryptofanu i serotoniny krzywdy mi nie zrobi.
Z obłączkami totalnie żadnych zmian. Obserwuję też prążki, wychodząc z założenia, że jakby pojawił się czynnik mający duży wpływ na wzrost płytki paznokciowej, to odbiłoby się to właśnie na prążkach, byłaby widoczna zmiana ich struktury, jakieś zaburzenie w chwili, gdy ten czynnik wpłynął. Nic kompletnie nie ma.
Witaminę A jem już w sumie miesiąc, prawie milion jednostek. Witamina E się skończyła, na razie nie kupuję nowej, organizm jest wysycony.
Może jednak powinienem się nad tymi prążkami zastanowić. Ale tu jest jeszcze dziwniej niż z objawem Terry'ego, nikt nigdy nie doszedł do tego, skąd się biorą. Pojawiają się w reumatoidalnym zapaleniu stawów. I tyle wiadomo. Dlaczego? Skąd? Jaki za tym stoi mechanizm? Nikt nie wie. Ludziom puchną stawy i na paznokciu robią się specyficzne, przerywane prążki. Jedna z hipotez mówi, że to kwestia zaburzeń krążenia, być może na skutek stanów zapalnych drobnych naczynek krwionośnych. Liczę na czarnuszkę, która wyciszała stany zapalne w tej chorobie. Ale dlaczego akurat w rzs, a nie w chorobach, gdzie całkowicie niemal odcina dopływ krwi do palców?
Jeśli jednak to jest problem z krążeniem w najdrobniejszych naczynkach, to nie ma opcji, żeby obłączki odrosły, dopóki to krążenie nie wróci. Może obkurcz tych naczynek, wywołany jakimś zaburzeniem, typu zalanie organizmu nadmiarem jakiegoś hormonu albo coś takiego? Może powikłania objawu Terry'ego, który odcina dopływ krwi na obwodzie?
Poczytam jeszcze o zmianach w RZS.
Powinienem mieć kartkę gdzieś przyczepioną, z listą supli, które codziennie powinienem brać, bo są ogólnie zdrowe. Małe dawki litu czy boru, one miały niesamowicie pozytywny wpływ na sprawność umysłową. Cysteina, olej z ogórecznika, te wszystkie drobne rzeczy, które zmniejszają ryzyko nowotworów.
Nie wiem, czy to czarnuszka, czy co, ale jakoś tak inaczej czuję się od 2 dni. Pewnie sobie wkręcam, zwyczajnie zakwasy mi schodzą po siłowni a ja doszukuję się wpływu suplementów.
Spróbuję delikatnie przyblokować metabolizm serotoniny, podciągnąć dopaminy (co w praktyce sprowadzi się do zjedzenia odrobiny tyrozyny i kolagenu). Te dwie rzeczy często są w równowadze. Bez badań ciężko coś powiedzieć na pewno, ale odnoszę wrażenie, że mi dopamina mocno spadła, a serotonina poleciała mocno w górę, ciągle pojawia się zespół niespokojnych nóg, który świadczy o bardzo niskiej dopaminie. Jeśli mam rację i faktycznie objaw Terry'ego to wynik zalania organizmu serotoniną, to jedynym permanentnym rozwiązaniem byłaby operacja i wycięcie tego, co ten organizm zalewa, czyli zapewne jakiegoś niezłośliwego guza (jakby był złośliwy, dawno bym już nie żył). Te niezłośliwe guzy jelit są jak pieprzyki na skórze, nie ma opcji, żeby sobie jakoś z tym poradzić "naturalnie". Ale taka operacja to zawsze ryzyko, jeśli dałoby się załatwić suplami, na przykład blokując nadmiar serotoniny, to lepiej tak zrobić.
Z drugiej strony, delikatny objaw Terry'ego widziałem często u wegetarian i wegan, to raczej nie miało nic wspólnego z serotoniną. Coś tam się działo innego. Ale co? Tarczyca, na skutek niedoboru jodu? To najbardziej oczywiste rozwiązanie. Szkoda, że kilkanaście lat temu, jak ten objaw się pojawił, nie trafiłem na ogarniętego lekarza, który zrobiłby odpowiednie badania, sam wtedy nie miałem jeszcze wiedzy. Za tarczycą przemawiają prążki, które są charakterystyczne między innymi właśnie dla zaburzeń tego narządu. Przeciw badania, które kiedyś robiłem i to, że nie mam żadnych w sumie objawów, a stan utrzymuje się już ileś lat.
No nic, kilka dni niższego tryptofanu i serotoniny krzywdy mi nie zrobi.
Z obłączkami totalnie żadnych zmian. Obserwuję też prążki, wychodząc z założenia, że jakby pojawił się czynnik mający duży wpływ na wzrost płytki paznokciowej, to odbiłoby się to właśnie na prążkach, byłaby widoczna zmiana ich struktury, jakieś zaburzenie w chwili, gdy ten czynnik wpłynął. Nic kompletnie nie ma.
Witaminę A jem już w sumie miesiąc, prawie milion jednostek. Witamina E się skończyła, na razie nie kupuję nowej, organizm jest wysycony.
Może jednak powinienem się nad tymi prążkami zastanowić. Ale tu jest jeszcze dziwniej niż z objawem Terry'ego, nikt nigdy nie doszedł do tego, skąd się biorą. Pojawiają się w reumatoidalnym zapaleniu stawów. I tyle wiadomo. Dlaczego? Skąd? Jaki za tym stoi mechanizm? Nikt nie wie. Ludziom puchną stawy i na paznokciu robią się specyficzne, przerywane prążki. Jedna z hipotez mówi, że to kwestia zaburzeń krążenia, być może na skutek stanów zapalnych drobnych naczynek krwionośnych. Liczę na czarnuszkę, która wyciszała stany zapalne w tej chorobie. Ale dlaczego akurat w rzs, a nie w chorobach, gdzie całkowicie niemal odcina dopływ krwi do palców?
Jeśli jednak to jest problem z krążeniem w najdrobniejszych naczynkach, to nie ma opcji, żeby obłączki odrosły, dopóki to krążenie nie wróci. Może obkurcz tych naczynek, wywołany jakimś zaburzeniem, typu zalanie organizmu nadmiarem jakiegoś hormonu albo coś takiego? Może powikłania objawu Terry'ego, który odcina dopływ krwi na obwodzie?
Poczytam jeszcze o zmianach w RZS.



