Na świecie są setki tysięcy świrów, którzy biorą kilogramy witaminy C, żaden nie wpadł na to, żeby zrobić fotki paznokci przed i po kilku miesiącach takiej terapii. A jeśli moja hipoteza jest prawdziwa, to zapewne efekty byłyby widoczne. Za to sporo postów o tym, że dotykanie witaminy C paznokciami (np przez techników chemików) zamienia ich kolor na żółty. Może to jest rozwiązanie zagadki skąd się bierze "yellow nails syndrome"? Utleniona witamina C na skutek mega silnego stresu oksydacyjnego w organizmie?
Zastanawiam się, jak jeszcze można to sprawdzić inaczej niż czekając na efekty u siebie, które mogą być wypaczone na setkę sposobów. Co ludziom zaczyna nagle dolegać, co powoduje stres oksydacyjny i niewiele poza tym? Jakie terapie mogą robić, które jako skutek uboczny mają likwidację tego stresu? Znalezienie fotek paznokci takich osób przed i po mogłoby dać bardzo solidną wskazówkę. U mnie może się okazać, że zacząłem robić coś, co wpłynęło mocno na wyniki, albo że mam jakąś przypadłość uniemożliwiającą prawidłowe działanie niektórych suplementów, w sensie że na przykład dochodzi do stresu w komórkach paznokci który nie może być załagodzony akurat witaminą E. Może też okazać się, że faktycznie obłączki się pojawią, ale na skutek czegoś innego, jakiejś reakcji nie mającej nic wspólnego akurat z wolnymi rodnikami w obszarze paznokci, ot chociażby załóżmy że mam stan zapalny tarczycy i go wyciszę witaminą E, przez co zniknie subkliniczna niedoczynność albo nadczynność.
U mnie bez zmian jeśli chodzi o paznokcie, co jest najzupełniej zrozumiałe, za mało czasu minęło. Dalej są trzy obłączki, dalej nie wiem, czy trzeci pojawił się bo urósł, czy może dlatego że zmalała skórka. Podłużne prążki bez zmian. Kolor... nie da się z niczym porównać, więc nie jak tego sprawdzić. Ciśnienie dalej za wysokie, ale nie jakoś bardzo mocno.
Nie mogę dojść do ładu z wapniem i magnezem. Jeśli biorę dużo magnezu w stosunku do wapnia, pojawia się nerwowość, bezsenność i to dziwne mrowienie zębów, rzeczy charakterystyczne dla spadku poziomu wapnia (za wyjątkiem tych zębów, w prasie medycznej nie opisali takiego objawu, ale u siebie już któryś raz to obserwuję). Jeśli za dużo wapnia w stosunku do magnezu, częstomocz i wysokie ciśnienie krwi. Co gorsza, takie objawy są już przy bardzo niskich dawkach.
A jeśli spróbuję wziąć jedno i drugie, organizm wpada w mocno zasadowy stan i w moczu pojawiają się kryształki wapnia. Zakwaszanie octem odpada, bo z kolei tu pojawiają się problemy z żołądkiem, refluks czy tam inna nadkwasota. Duże dawki witaminy A, które mogłyby chronić przed zatruciem wapniem, zwiększają z kolei ciśnienie śródczaszkowe, co grozi wylewem, jeśli ktoś ma nadciśnienie. Tylko co oznacza "duże dawki"? Czytam właśnie opis przypadku, gdzie kobieta brała po 90 000 jednostek witaminy A dziennie przez 2 lata, przez ostatnie miesiące zwiększając to do 300 000 dziennie. Skończyło się poważnym zatruciem i rozwaleniem wątroby, które jednak po odstawieniu tabletek i jakiejś podstawowej terapii nie doprowadziło do trwałych uszkodzeń. Ja brałem po 5-10 tysięcy, kilkadziesiąt razy mniej. I robiłem to przez może 10 dni, a nie 2 lata. Czy strach przed większymi dawkami witaminy A jest w tym wypadku w ogóle uzasadniony? Przy tym ataku nadciśnienia łeb mało mi nie pękł, a takie bóle głowy to właśnie objaw zatrucia A. Jest jakaś minimalna szansa, że zadziałała w jakiejś synergii z czymś, są sytuacje, gdy ktoś jest bardzo mocno wrażliwy na nawet niewielki nadmiar. Ale chyba po prostu przesadzam.
Tak czy tak, odnoszę wrażenie, że wapń i magnez to klucz do mojego samopoczucia "na dziś", a wysokie ciśnienie to w dużej mierze efekt właśnie niedoboru magnezu. Może powinienem z tym magnezem cisnąć pomimo objawów, dopiero gdy będą naprawdę nieznośne to przerywać i brać trochę wapnia.
Zastanawiam się, jak jeszcze można to sprawdzić inaczej niż czekając na efekty u siebie, które mogą być wypaczone na setkę sposobów. Co ludziom zaczyna nagle dolegać, co powoduje stres oksydacyjny i niewiele poza tym? Jakie terapie mogą robić, które jako skutek uboczny mają likwidację tego stresu? Znalezienie fotek paznokci takich osób przed i po mogłoby dać bardzo solidną wskazówkę. U mnie może się okazać, że zacząłem robić coś, co wpłynęło mocno na wyniki, albo że mam jakąś przypadłość uniemożliwiającą prawidłowe działanie niektórych suplementów, w sensie że na przykład dochodzi do stresu w komórkach paznokci który nie może być załagodzony akurat witaminą E. Może też okazać się, że faktycznie obłączki się pojawią, ale na skutek czegoś innego, jakiejś reakcji nie mającej nic wspólnego akurat z wolnymi rodnikami w obszarze paznokci, ot chociażby załóżmy że mam stan zapalny tarczycy i go wyciszę witaminą E, przez co zniknie subkliniczna niedoczynność albo nadczynność.
U mnie bez zmian jeśli chodzi o paznokcie, co jest najzupełniej zrozumiałe, za mało czasu minęło. Dalej są trzy obłączki, dalej nie wiem, czy trzeci pojawił się bo urósł, czy może dlatego że zmalała skórka. Podłużne prążki bez zmian. Kolor... nie da się z niczym porównać, więc nie jak tego sprawdzić. Ciśnienie dalej za wysokie, ale nie jakoś bardzo mocno.
Nie mogę dojść do ładu z wapniem i magnezem. Jeśli biorę dużo magnezu w stosunku do wapnia, pojawia się nerwowość, bezsenność i to dziwne mrowienie zębów, rzeczy charakterystyczne dla spadku poziomu wapnia (za wyjątkiem tych zębów, w prasie medycznej nie opisali takiego objawu, ale u siebie już któryś raz to obserwuję). Jeśli za dużo wapnia w stosunku do magnezu, częstomocz i wysokie ciśnienie krwi. Co gorsza, takie objawy są już przy bardzo niskich dawkach.
A jeśli spróbuję wziąć jedno i drugie, organizm wpada w mocno zasadowy stan i w moczu pojawiają się kryształki wapnia. Zakwaszanie octem odpada, bo z kolei tu pojawiają się problemy z żołądkiem, refluks czy tam inna nadkwasota. Duże dawki witaminy A, które mogłyby chronić przed zatruciem wapniem, zwiększają z kolei ciśnienie śródczaszkowe, co grozi wylewem, jeśli ktoś ma nadciśnienie. Tylko co oznacza "duże dawki"? Czytam właśnie opis przypadku, gdzie kobieta brała po 90 000 jednostek witaminy A dziennie przez 2 lata, przez ostatnie miesiące zwiększając to do 300 000 dziennie. Skończyło się poważnym zatruciem i rozwaleniem wątroby, które jednak po odstawieniu tabletek i jakiejś podstawowej terapii nie doprowadziło do trwałych uszkodzeń. Ja brałem po 5-10 tysięcy, kilkadziesiąt razy mniej. I robiłem to przez może 10 dni, a nie 2 lata. Czy strach przed większymi dawkami witaminy A jest w tym wypadku w ogóle uzasadniony? Przy tym ataku nadciśnienia łeb mało mi nie pękł, a takie bóle głowy to właśnie objaw zatrucia A. Jest jakaś minimalna szansa, że zadziałała w jakiejś synergii z czymś, są sytuacje, gdy ktoś jest bardzo mocno wrażliwy na nawet niewielki nadmiar. Ale chyba po prostu przesadzam.
Tak czy tak, odnoszę wrażenie, że wapń i magnez to klucz do mojego samopoczucia "na dziś", a wysokie ciśnienie to w dużej mierze efekt właśnie niedoboru magnezu. Może powinienem z tym magnezem cisnąć pomimo objawów, dopiero gdy będą naprawdę nieznośne to przerywać i brać trochę wapnia.



