I chyba COŚ się z mózgiem dzieje, ale na razie ciężko powiedzieć, co i czy aby na pewno. Dziś sobie w PoE pograłem, walka z bossem, wszystko fajnie... i coś jest nie tak, czułem, jakby przed atakami tego bossa czas zwalniał, dawał mi chwilę na zastanowienie się. Zazwyczaj nie gram zbyt dobrze, jak za dużo dzieje się na ekranie to panikuję, wszystko mi się zlewa w jeden chaos. Za duży natłok bodźców. Dziś - i od kilku dni w mniejszym natężeniu, więc to raczej nie tylko sprawka piracetamu - mam wrażenie, jakbym mógł skupić się na kilku rzeczach równocześnie. Kitava zaczyna swój atak, widzę go, wiem gdzie uderzy, widzę moją postać, widzę jego heroldów jak odpalają te swoje slamy. Do tej pory było tak, że jak skupiałem się na jednej rzeczy, reszta była jakoś jakby za mgłą, rozmyta na skraju uwagi. Odnoszę wrażenie, że trochę podobnie jest podczas pisania na klawiaturze czy nawet gdy po prostu idę, jakbym inaczej czuł swoje kończyny, był ich bardziej świadomy. Kiedyś coś podobnego zaobserwowałem po dużych dawkach beta alaniny, całkiem inaczej prowadziłem wtedy samochód.
Problem z tego typu obserwacjami to duża subiektywność. Mogę czegoś oczekiwać i wmawiać sobie, że to się dzieje. Może być też odwrotnie, będzie poprawa, ale na tyle powolna, że ją przegapię, bo stopniowo będę się przyzwyczajał do nowej, lepszej jakości. Nie jest to ten efekt, który czułem rok temu, gdy nagle zupełnie inaczej zaczęło mi się grać na pianinie, dosłownie jakbym wcześniej grał półprzytomny z niewyspania. Teraz też jakby trochę lepiej mi się grało, ale to co czułem wtedy było tak niesamowite, że raczej to teraz rozpoznam, jeśli się pojawi.
Dochodzi też jeszcze jeden czynnik, zaraza w domu i trochę jakby mi gardło łapało, nawet lekka temperatura potrafi dość mocno zakręcić w głowie i człowiek jest jak naćpany, co też wypaczy obserwacje.
No i jod, on może wywołać lekką nadczynność albo lekką niedoczynność, w obu wypadkach ciężko będzie odizolować, jaki wpływ będzie miała terapia akurat na wywalenie wolnych rodników. Ale z niego nie zrezygnuję, bo możliwe, że właśnie jego uzupełnienie będzie kluczowe, pod osłoną witaminy E i oleju z ogórecznika, obie te rzeczy chroniły przed negatywnymi konsekwencjami uzupełniania jodu przy jego niedoborze.
Problem z tego typu obserwacjami to duża subiektywność. Mogę czegoś oczekiwać i wmawiać sobie, że to się dzieje. Może być też odwrotnie, będzie poprawa, ale na tyle powolna, że ją przegapię, bo stopniowo będę się przyzwyczajał do nowej, lepszej jakości. Nie jest to ten efekt, który czułem rok temu, gdy nagle zupełnie inaczej zaczęło mi się grać na pianinie, dosłownie jakbym wcześniej grał półprzytomny z niewyspania. Teraz też jakby trochę lepiej mi się grało, ale to co czułem wtedy było tak niesamowite, że raczej to teraz rozpoznam, jeśli się pojawi.
Dochodzi też jeszcze jeden czynnik, zaraza w domu i trochę jakby mi gardło łapało, nawet lekka temperatura potrafi dość mocno zakręcić w głowie i człowiek jest jak naćpany, co też wypaczy obserwacje.
No i jod, on może wywołać lekką nadczynność albo lekką niedoczynność, w obu wypadkach ciężko będzie odizolować, jaki wpływ będzie miała terapia akurat na wywalenie wolnych rodników. Ale z niego nie zrezygnuję, bo możliwe, że właśnie jego uzupełnienie będzie kluczowe, pod osłoną witaminy E i oleju z ogórecznika, obie te rzeczy chroniły przed negatywnymi konsekwencjami uzupełniania jodu przy jego niedoborze.



