Taka mnie jeszcze rozkmina naszła, już któryś raz z kolei. Czy to ja jestem szalony, analizując suplementy pod kątem ryzyka nowotworu, czy może ludzie, którzy tego nie robią? Czyli cała ludzkość, oprócz mnie i nielicznej garstki?
Kurcze... statystycznie co drugi mieszkaniec Polski zachoruje na nowotwór, co czwarty umrze. Jakby ludzie mieli do wyboru, jazda samochodem po zakupy albo spacer na piechotę, tyle że co drugi samochód będzie ostrzelany przez ustawiony na drodze patrol, NIKT nie wsiadłby do samochodu. Nawet jakby ostrzelany miał być 1 na 100 000, prawie nikt by nie zaryzykował. A tu mając 50% ryzyka na ciężką chorobę, 25% na śmierć w niewyobrażalnych męczarniach, wszyscy udają, że nic się nie dzieje. Że ich to nie dotyczy, że ryzyka nie ma.
Rozumiem jakby to chodziło o całkowitą zmianę swojego życia, przestrzeganie drakońskich diet, 5 godzin dziennie medytacji czy inne tego typu wynalazki, tu faktycznie MOŻE gra nie byłaby warta świeczki. Ale łykanie kilku tabletek dziennie?
Już najbardziej rozwalają mnie czubki od urojonej boreliozy, którzy sobie sami ją zdiagnozowali, albo za pomocą "specjalistów" z for dyskusyjnych i stosują terapie, które podwajają ryzyko raka. Czyli zamiast 25%, mają 50% na śmierć. Co czwarty z nich umrze od tej chemii, którą w siebie wciskają.
Zaraz robię zamówienie, 200 gramów chondroityny, 200 gramów glukozaminy, do tego w przecenie jest melatonina, 300 tabletek za 10 zł. Grzech nie wziąć, złotówka za miesiąc przy "normalnej" suplementacji. Do tego glicyna, ta kupiona w 2013 już się kończy pomału. Może uda mi się utrzymać suplementację przez kilka miesięcy, tu liczę w zasadzie wyłącznie na poprawę stanu kolan i ścięgien w nadgarstkach, które też mam w fatalnym stanie, ale lepiej zapisywać co biorę, bo a nuż jakimś cudem wszewilczym okaże się, że jednak ma to związek z obłączkami. Dorzucę do tego kolagen, kupiony kiedyś w jakiejś obłąkańczej przecenie 2 zł za duże opakowanie, kilka tygodni miał do końca daty przydatności do spożycia.
A co do glicyny i nowotworów, tutaj rzucają sugestię, że suplementacja mogłaby wyraźnie zmniejszyć ryzyko:
https://journals.sagepub.com/doi/full/10...4820954453
dwukrotnie spowalniała rozwój czerniaka u myszy:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10334195/
oraz kilkukrotnie zmniejszała ryzyko rozwoju raka wątroby po podaniu kancerogenów:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10545408/
tutaj zaś, podana jako lek miała tak silny efekt terapeutyczny przy raku jelita grubego, że jej skuteczność można porównać z chemioterapią:
https://www.ijbs.com/v15p1582.pdf
Seryna, o której wcześniej pisałem, mogłaby mieć nawet odwrotny efekt, ale chyba nie było dokładnych badań.
Kurcze... statystycznie co drugi mieszkaniec Polski zachoruje na nowotwór, co czwarty umrze. Jakby ludzie mieli do wyboru, jazda samochodem po zakupy albo spacer na piechotę, tyle że co drugi samochód będzie ostrzelany przez ustawiony na drodze patrol, NIKT nie wsiadłby do samochodu. Nawet jakby ostrzelany miał być 1 na 100 000, prawie nikt by nie zaryzykował. A tu mając 50% ryzyka na ciężką chorobę, 25% na śmierć w niewyobrażalnych męczarniach, wszyscy udają, że nic się nie dzieje. Że ich to nie dotyczy, że ryzyka nie ma.
Rozumiem jakby to chodziło o całkowitą zmianę swojego życia, przestrzeganie drakońskich diet, 5 godzin dziennie medytacji czy inne tego typu wynalazki, tu faktycznie MOŻE gra nie byłaby warta świeczki. Ale łykanie kilku tabletek dziennie?
Już najbardziej rozwalają mnie czubki od urojonej boreliozy, którzy sobie sami ją zdiagnozowali, albo za pomocą "specjalistów" z for dyskusyjnych i stosują terapie, które podwajają ryzyko raka. Czyli zamiast 25%, mają 50% na śmierć. Co czwarty z nich umrze od tej chemii, którą w siebie wciskają.
Zaraz robię zamówienie, 200 gramów chondroityny, 200 gramów glukozaminy, do tego w przecenie jest melatonina, 300 tabletek za 10 zł. Grzech nie wziąć, złotówka za miesiąc przy "normalnej" suplementacji. Do tego glicyna, ta kupiona w 2013 już się kończy pomału. Może uda mi się utrzymać suplementację przez kilka miesięcy, tu liczę w zasadzie wyłącznie na poprawę stanu kolan i ścięgien w nadgarstkach, które też mam w fatalnym stanie, ale lepiej zapisywać co biorę, bo a nuż jakimś cudem wszewilczym okaże się, że jednak ma to związek z obłączkami. Dorzucę do tego kolagen, kupiony kiedyś w jakiejś obłąkańczej przecenie 2 zł za duże opakowanie, kilka tygodni miał do końca daty przydatności do spożycia.
A co do glicyny i nowotworów, tutaj rzucają sugestię, że suplementacja mogłaby wyraźnie zmniejszyć ryzyko:
https://journals.sagepub.com/doi/full/10...4820954453
dwukrotnie spowalniała rozwój czerniaka u myszy:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10334195/
oraz kilkukrotnie zmniejszała ryzyko rozwoju raka wątroby po podaniu kancerogenów:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10545408/
tutaj zaś, podana jako lek miała tak silny efekt terapeutyczny przy raku jelita grubego, że jej skuteczność można porównać z chemioterapią:
https://www.ijbs.com/v15p1582.pdf
Seryna, o której wcześniej pisałem, mogłaby mieć nawet odwrotny efekt, ale chyba nie było dokładnych badań.



