07-09-2021, 08:10 PM
(07-09-2021, 12:50 AM)tomakin napisał(a): Głównie dlatego, że to setki razy trudniejsze, niż łyknięcie tabletki. Zresztą znam ludzi, którzy cały czas są otoczeni innymi, a obłączków nie mają.
No i zależy mi też na odpowiedzi, która sprawi, że będzie można dawać innym rady. "Zacznij rozmawiać z innymi" to trochę jak "zacznij lepiej jeść", wpływamy na setkę czynników, żeby poprawić jeden z nich, nawet nie wiedząc który.
Co do związku obłączków z wege, tak, bardzo wyraźna zależność, tak przy oglądaniu palców znajomych wege, jak i przy ankiecie którą kiedyś zrobiłem na facebooku na wege grupie. Wege mają o wiele mniejsze. Przypuszczam, że to byłby dość dobry wskaźnik tego, czy ktoś na wege diecie nie pogarsza sobie stanu zdrowia, ale tu znowu najpierw wypadałoby wiedzieć, od czego zależy ich wielkość.
A jak nerwica, pomogła lizyna?
A, może warto zrobić małe podsumowanie tematu, bo faktycznie 35 stron to trochę dużo
- wszystko wskazuje na to, że wielkość obłączków zależy od jakiegoś procesu albo grupy procesów, niemal na pewno nie jest to jakiś konkretny niedobór pokarmowy
- można podejrzewać, że będzie to coś wspólnego dla ludzi z chorobami nerek, wątroby, depresją, infekcją HIV i wegetarianizmem, tak, wiem jak to brzmi
- rosną niekiedy po podaniu B12, rosną niekiedy po podaniu hormonów tarczycy, ale ani niedobór B12, ani niski poziom hormonów tarczycy nie powodują ich zaniku, widocznie te dwie rzeczy są tylko częścią jakiegoś procesu, prowadzącego do zaniku
Z rzeczy wspólnych dla wszystkich wymienionych "chorób", będziemy mieć niską sprawność procesu metylacji (testuję to teraz), niższy poziom zdolności wykorzystania wapnia (właśnie to testujesz), wyższe obciążenie stresem oksydacyjnym, niższa sprawność NADH i wyższy poziom AGEs. Pewnie znajdzie się jeszcze kilkadziesiąt innych czynników, ale te namierzyłem i sprawdzam po kolei. W dalszej perspektywie można przyjrzeć się sprawności procesów mitochondrialnych, stosunku aktywacji układu współczulnego i przywspółczulnego oraz aktywności nadnerczy, czyli poziomowi m.in. kortyzolu i DHEA. Sporo tych rzeczy w ten czy inny sposób już sprawdzałem, ale problemem jest fakt, że czasami trzeba dwóch czy więcej czynników jednocześnie, żeby zaszła jakaś reakcja.
Nie wiem czy to lizyna czy nie, ale tak jest lepiej. Nie budzę się już rano z tym wstrętnym uczuciem lęku. Jeszcze nie jest idealnie, ale mogę sobie spokojnie funkcjonować
Tężyczka odrobinkę też odpuszcza, bo nie załącza mi się szczękościsk jak jeżdżę autem (no tak, tak, ja wcześniej rzadko jeździłam, teraz muszę to jeżdżę i na początku to u mnie powodowało mega stres = ataki tężyczkowe), także idzie to wszystko w dobrym kierunku mam nadzieję
A cholina? Czy to może mieć jakiś związek? Bo to też taki składnik ciężki do zbilansowania na różnych eliminacjach.
Cholinę bym też sobie wrzuciła, ale nie wszystko od razu, bo się znam. Jak za dużo dołożę to nie będę połowy brała i to sensu nie ma ni w ząb. Teraz tę benfotiaminę tylko dołożę, zobaczę czy będzie dodatkowy efekt wow
Jakaś z witamin B z pewnością kiedyś dawała mi kopa jak brałam spore dawki complex, ale za cholerę nie wiem która. Teraz nie biorę complex w większych dawkach, bo czegoś jest za dużo, mam przeczulicę na skórze. Pojedyncze sobie potestuję. Zresztą, to że kiedyś coś działało, nie znaczy że teraz będzie. No w każdym razie obłączki obserwuję. Masz jakiś pomysł w jakim czasie to to się powinno powiększyć jeśli coś się trafi?



