06-18-2021, 01:19 AM
Tak sobie myślę o ex i naszła mnie refleksja (po raz kolejny) dotycząca tego, na ile obłączki są genetyczne, a na ile środowiskowe. Czy można oceniać ich wielkość u jakiejś jednej osoby, która ma konkretne choroby i z tego wnioskować, że dana choroba na przykład nie powoduje ich zaniku?
Ona ma dość wyraźną niedoczynność tarczycy, do tego tragicznie niski poziom żelaza. A obłączki największe, jakie kiedykolwiek u kobiety widziałem. Cały czas jest podejrzenie, że ma coś z hormonami oprócz tarczycy, włosy lecą jej garściami, są jakieś zadymy w wynikach krwi, ale nikt dotąd nie trafił z diagnozą. Gęstość kości ma kosmicznie wysoką, jeden z lepszych wyników, jakie były w placówce. No i co teraz, usuwamy żelazo i tarczycę z listy podejrzanych? Bo jednej osobie nie zaszkodziło? Jak popatrzymy na paznokcie ludzi z marskością wątroby czy zaburzeniem nerek, to żaden nie ma obłączków i nie ma, że "dobre geny", pojawia się taka choroba i znikają.
Z lizyną naszło mnie takie coś, ona w jakiś sposób blokuje serotoninę. To może być powód, dla którego pomaga w stanach lękowych. U mnie była ostra reakcja na tryptofan, tak jakbym serotoniny miał dużo za dużo, ale może to ma jednak związek z lizyną? Tylko raczej nie z jej poziomem w diecie, bardziej z ucieczką na skutek... czego?
Myślę też o metylacji. Ona jest totalnie wywalona w dosłownie każdej chorobie, w której dochodzi do zaniku obłączków. Te rzeczy występują obok siebie, czy jedna w jakiś sposób wynika z drugiej? Bawiłem się metylacją w przeszłości, ale też pojawia się pytanie, czy robiłem to prawidłowo? Nie wiedziałem wtedy o kilku rzeczach, bez których ten cykl nie będzie działał jak trzeba.
Może jakoś trzeba to połączyć z niacyną, żeby wszystko odpaliło jak trzeba? Poczytajmy, co internetowi guru o tym sądzą:
https://drjewilliams.com/how-to-reach-th...thylation/
Ona ma dość wyraźną niedoczynność tarczycy, do tego tragicznie niski poziom żelaza. A obłączki największe, jakie kiedykolwiek u kobiety widziałem. Cały czas jest podejrzenie, że ma coś z hormonami oprócz tarczycy, włosy lecą jej garściami, są jakieś zadymy w wynikach krwi, ale nikt dotąd nie trafił z diagnozą. Gęstość kości ma kosmicznie wysoką, jeden z lepszych wyników, jakie były w placówce. No i co teraz, usuwamy żelazo i tarczycę z listy podejrzanych? Bo jednej osobie nie zaszkodziło? Jak popatrzymy na paznokcie ludzi z marskością wątroby czy zaburzeniem nerek, to żaden nie ma obłączków i nie ma, że "dobre geny", pojawia się taka choroba i znikają.
Z lizyną naszło mnie takie coś, ona w jakiś sposób blokuje serotoninę. To może być powód, dla którego pomaga w stanach lękowych. U mnie była ostra reakcja na tryptofan, tak jakbym serotoniny miał dużo za dużo, ale może to ma jednak związek z lizyną? Tylko raczej nie z jej poziomem w diecie, bardziej z ucieczką na skutek... czego?
Myślę też o metylacji. Ona jest totalnie wywalona w dosłownie każdej chorobie, w której dochodzi do zaniku obłączków. Te rzeczy występują obok siebie, czy jedna w jakiś sposób wynika z drugiej? Bawiłem się metylacją w przeszłości, ale też pojawia się pytanie, czy robiłem to prawidłowo? Nie wiedziałem wtedy o kilku rzeczach, bez których ten cykl nie będzie działał jak trzeba.
Może jakoś trzeba to połączyć z niacyną, żeby wszystko odpaliło jak trzeba? Poczytajmy, co internetowi guru o tym sądzą:
https://drjewilliams.com/how-to-reach-th...thylation/



