Wczoraj, 04:27 AM
Hummm, tak myślę, że to odczucie letargicznego niemal zmęczenia, które czasami mnie łapie, może być drugą stroną medalu tej całej "lekkości".
Coś, cholera wie co, może być czynnikiem, który odpowiada za te dwie rzeczy równocześnie, powiedzmy, że to jakiś hormon, neuroprzekaźnik, no jakaś substancja. Gdy rośnie, mogę czuć się lepiej i mieć wrażenie "lekkości", gdy spada, czuję się nie tylko zmęczony, ale też mocno ociężały ruchowo.
Już sto razy zastanawiałem się, co to może być. Kombinowałem z cukrem, wapniem, nadnerczami, dopaminą, mitochondriami, pracą serca... nic póki co nie dało jednoznacznej odpowiedzi.
No ale teraz mam kolejny ślad. Okresy poprawy mogę analizować pod kątem tego, czy robiłem coś, co wpłynęło na jedno z powyższych.
Tak naprawdę to nadnercza można sprawdzić tylko w jeden jedyny sposób, biorąc tabletkę z kortyzolem. I to jest często przepisywane ludziom, tych tabletek jest od cholery w obiegu. Jest mocno podejrzany, jako że to odczucie zmęczenia pojawia się po większych dawkach cynku, ktore zbijają kortyzol do bardzo niskich wartości. Niby lukrecja jakoś na niego wpływa, ale to dość złożone i ona sama z siebie nie jest dobrym testem.
Eh... no dobra, kiedyś kupię po prostu maść z kortyzolem i będę ją żarł. Sprawdziłem właśnie skład najtańszej pod kątem toksyczności i przyswajalności, powinno być w miarę OK.
A póki co wypiłem wapń rozpuszczalny.
A, czemu o tym kortyzolu piszę, znowu mnie złapało. Spodziewałem się poprawy po cysteinie, a jest gorzej. No i tu wchodzi na scenę witamina E, która, co pisałem parę dni temu, potrafi ten kortyzol dość mocno zbić.
Mocnym przeciwwskazaniem jest ciśnienie krwi, które u mnie jest podniesione, a przy niskim kortyzolu powinno być odwrotnie.
Bardzo dobrym śladem jest wapń i magnez, czemu mój organizm tak histerycznie reaguje na zmiany ich poziomu w diecie. Można z jakąś dozą prawdopodobieństwa podejrzewać, że idzie tutaj o jakiś hormon lub coś podobnego, regulujący reakcję na wapń na poziomie komórki nerwowej lub mięśniowej, albo jego poziom we krwi czy wewnątrz komórki.
Coś, cholera wie co, może być czynnikiem, który odpowiada za te dwie rzeczy równocześnie, powiedzmy, że to jakiś hormon, neuroprzekaźnik, no jakaś substancja. Gdy rośnie, mogę czuć się lepiej i mieć wrażenie "lekkości", gdy spada, czuję się nie tylko zmęczony, ale też mocno ociężały ruchowo.
Już sto razy zastanawiałem się, co to może być. Kombinowałem z cukrem, wapniem, nadnerczami, dopaminą, mitochondriami, pracą serca... nic póki co nie dało jednoznacznej odpowiedzi.
No ale teraz mam kolejny ślad. Okresy poprawy mogę analizować pod kątem tego, czy robiłem coś, co wpłynęło na jedno z powyższych.
Tak naprawdę to nadnercza można sprawdzić tylko w jeden jedyny sposób, biorąc tabletkę z kortyzolem. I to jest często przepisywane ludziom, tych tabletek jest od cholery w obiegu. Jest mocno podejrzany, jako że to odczucie zmęczenia pojawia się po większych dawkach cynku, ktore zbijają kortyzol do bardzo niskich wartości. Niby lukrecja jakoś na niego wpływa, ale to dość złożone i ona sama z siebie nie jest dobrym testem.
Eh... no dobra, kiedyś kupię po prostu maść z kortyzolem i będę ją żarł. Sprawdziłem właśnie skład najtańszej pod kątem toksyczności i przyswajalności, powinno być w miarę OK.
A póki co wypiłem wapń rozpuszczalny.
A, czemu o tym kortyzolu piszę, znowu mnie złapało. Spodziewałem się poprawy po cysteinie, a jest gorzej. No i tu wchodzi na scenę witamina E, która, co pisałem parę dni temu, potrafi ten kortyzol dość mocno zbić.
Mocnym przeciwwskazaniem jest ciśnienie krwi, które u mnie jest podniesione, a przy niskim kortyzolu powinno być odwrotnie.
Bardzo dobrym śladem jest wapń i magnez, czemu mój organizm tak histerycznie reaguje na zmiany ich poziomu w diecie. Można z jakąś dozą prawdopodobieństwa podejrzewać, że idzie tutaj o jakiś hormon lub coś podobnego, regulujący reakcję na wapń na poziomie komórki nerwowej lub mięśniowej, albo jego poziom we krwi czy wewnątrz komórki.



