08-30-2026, 08:28 PM
Musiałby zdrowym nukiem walnąć, tam jest połowa chińskich baterii przeciwlotniczych.
Wziąłem wczoraj diosminę, zapiszę na wszelki wypadek.
Czy glutamina daje efekty... no ciężko powiedzieć. Jest jakby lepiej, szło się lżej, ale nie dużo lepiej. Z drugiej strony, jelita dopiero dochodzą do siebie, ciągle czuję się lekko chory.
Przypomniały mi się 2 sytuacje, gdy grałem w piłkę i grałem naprawdę dobrze. Ogólnie gram fatalnie, najgorzej jak można sobie wyobrazić. Ale dwa razy grałem naprawdę dobrze. Raz we Wrocławiu, gdy odwiedzałem rodzinę, zagrałem z ich dzieciakami. Byłem naprawdę dobry, jeden z najlepszych na boisku. Drugi raz, gdy spadł śnieg i było dość ślisko, w czasie szkolnego meczu. Wtedy po prostu zdeklasowałem wszystkich, jak tylko dostałem piłkę był gol, jeden za drugim. Co ciekawe, śmiertelnie się na mnie za to obrazili.
I tak sobie potem pomyślałem, że moja fatalna gra nie wynika z braku koordynacji czy sprawności, ale z tego, że podświadomie chcę przegrać, by spełnić oczekiwania społeczne. W momencie, gdy zmieniły się warunki, spadł śnieg, wyuczone sposoby "przegrywania" przestały odgrywać rolę, znaczenie miała wrodzona i wytrenowana sprawność. Podobnie gdy całkowicie zmieniłem otoczenie, grając w innym mieście.
No i tak myślę, setny już raz, że prawie wszystko w życiu, co robimy, wynika z podświadomych przeświadczeń, na co zasługujemy. Przypomniało mi się teraz to badanie na myszach, gdzie po podaniu betainy zmienił im się charakter, przestały się poddawać w sytuacjach społecznych, gdzie ta przegrana była od nich oczekiwana.
No nic, póki co czekam dalej na efekty glutaminy, czy będą jakieś wyraźniejsze. Coś niby jest, ale lekko.
Wziąłem wczoraj diosminę, zapiszę na wszelki wypadek.
Czy glutamina daje efekty... no ciężko powiedzieć. Jest jakby lepiej, szło się lżej, ale nie dużo lepiej. Z drugiej strony, jelita dopiero dochodzą do siebie, ciągle czuję się lekko chory.
Przypomniały mi się 2 sytuacje, gdy grałem w piłkę i grałem naprawdę dobrze. Ogólnie gram fatalnie, najgorzej jak można sobie wyobrazić. Ale dwa razy grałem naprawdę dobrze. Raz we Wrocławiu, gdy odwiedzałem rodzinę, zagrałem z ich dzieciakami. Byłem naprawdę dobry, jeden z najlepszych na boisku. Drugi raz, gdy spadł śnieg i było dość ślisko, w czasie szkolnego meczu. Wtedy po prostu zdeklasowałem wszystkich, jak tylko dostałem piłkę był gol, jeden za drugim. Co ciekawe, śmiertelnie się na mnie za to obrazili.
I tak sobie potem pomyślałem, że moja fatalna gra nie wynika z braku koordynacji czy sprawności, ale z tego, że podświadomie chcę przegrać, by spełnić oczekiwania społeczne. W momencie, gdy zmieniły się warunki, spadł śnieg, wyuczone sposoby "przegrywania" przestały odgrywać rolę, znaczenie miała wrodzona i wytrenowana sprawność. Podobnie gdy całkowicie zmieniłem otoczenie, grając w innym mieście.
No i tak myślę, setny już raz, że prawie wszystko w życiu, co robimy, wynika z podświadomych przeświadczeń, na co zasługujemy. Przypomniało mi się teraz to badanie na myszach, gdzie po podaniu betainy zmienił im się charakter, przestały się poddawać w sytuacjach społecznych, gdzie ta przegrana była od nich oczekiwana.
No nic, póki co czekam dalej na efekty glutaminy, czy będą jakieś wyraźniejsze. Coś niby jest, ale lekko.



