08-16-2026, 10:50 PM
Ten probiotyk ponoć całkiem nieźle pomógł koleżance, taki sam kupiła jak ja. Czort wie czy u niej to nie placebo, bo ona ciągle ma raz lepiej raz gorzej. No ale mówi, że wszystko się wyrównało z jelitami.
U mnie efektów nie widać, ani witamina C, ani probiotyk nie cofnęły objawu Terry'ego. Podobnie nie działa melatonina. No ale może trzeba dać im trochę czasu. Takie zmiany znikają po kilku miesiącach po ustaniu czynnika, który je wywołuje, jeśli wierzyć opisom, gdzie pomógł przeszczep wątroby. Po cichu liczyłem na to, że będzie akcja jak w tym badaniu z witaminą C, gdzie znikło po kilku minutach. Kilka minut jest oczywiście nierealne bez wlewów, ale wysycenie organizmu wysokimi dawkami podniesie poziom w tkankach przez kilka dni tak wysoko, że może zajść podobna reakcja. Nie zaszła, może tam chodziło o to, że musi być mega wysokie stężenie, co wpływa na jakieś receptory czy coś. Albo po prostu zmyślili sobie wyniki.
Chyba się lekko strułem molibdenem, ciągle mam w pamięci ten opis przypadku, gdy gościowi mózg wypaliło od suplementów. Tam prawdopodobnie doszło do kosmicznego przedawkowania, albo nie przyznał się ile tego brał, albo producent pomylił mikrogramy z miligramami i dał 1000 razy większą dawkę do tabletki. Niemniej jest opcja, że mocno wrażliwi ludzie, z jakimś defektem genetyczny czy coś, mogą po molibdenie mieć trwałe uszkodzenia mózgu, jeśli przegną z dawkowaniem.
Pamiętam jak komuś z czata wysłałem siarczan miedzi, siarczan cynku i właśnie molibden, to były czasy, gdy miedzi nie szło w ogóle nigdzie kupić i jedyna opcja to były suple własnej roboty. Ten mózg zobaczył 3 woreczki z proszkami, molibdenu było oczywiście najmniej. Niewiele myśląc (a właściwie wcale) rozmieszał cały ten molibden w szklance i wszystko wypił, to był zapas na rok
Nic mu nie było, ale jakoś tak wtedy przestałem dzielić się z ludźmi suplami. Już to kiedyś chyba opisywałem? I siarczan miedzi wysłany koleżance, rozmieszała i trzymała w butelce po coli czy coś, dość mocne stężenie. Koleżanka do niej wpadła, zobaczyła butelkę, złapała się i zaczęła żłopać. Kilka godzin podobno rzygała.
No tak czy tak we łbie mi się trochę kręci i otumaniony jestem, na dodatek chyba już kiedyś po molibdenie było podobnie. Boję się tej neurotoksyczności, obumierania niewielkich ilości komórek się nie czuje, ale to wszystko BARDZO mocno wychodzi na starość.
No nieważne, jeśli to on pomagał, efekty powinny być bardzo szybkie i bardzo silne. Na dodatek kumuluje się w organizmie przez jakiś czas, więc ta dawka co dziś wziąłem będzie aktywna jeszcze dość długo. Dziś sobie poczytałem jak ludzie na molibden reagują, ponoć w niektórych przypadkach to jest niebo a ziemia, czują się jak nowo narodzeni.
Do listy rzeczy do sprawdzenia trzeba lukrecję dopisać, bo chyba jej nie testowałem pod tym konkretnie kątem. A także męczennicę.
No i jakoś po skończeniu tego cudowania będę musiał wziąć się za żelazo. Po b12 / kwasie foliowym nie tylko miałem silny atak zespołu niespokojnych nóg, ale też zaczęły mi znowu włosy lecieć.
U mnie efektów nie widać, ani witamina C, ani probiotyk nie cofnęły objawu Terry'ego. Podobnie nie działa melatonina. No ale może trzeba dać im trochę czasu. Takie zmiany znikają po kilku miesiącach po ustaniu czynnika, który je wywołuje, jeśli wierzyć opisom, gdzie pomógł przeszczep wątroby. Po cichu liczyłem na to, że będzie akcja jak w tym badaniu z witaminą C, gdzie znikło po kilku minutach. Kilka minut jest oczywiście nierealne bez wlewów, ale wysycenie organizmu wysokimi dawkami podniesie poziom w tkankach przez kilka dni tak wysoko, że może zajść podobna reakcja. Nie zaszła, może tam chodziło o to, że musi być mega wysokie stężenie, co wpływa na jakieś receptory czy coś. Albo po prostu zmyślili sobie wyniki.
Chyba się lekko strułem molibdenem, ciągle mam w pamięci ten opis przypadku, gdy gościowi mózg wypaliło od suplementów. Tam prawdopodobnie doszło do kosmicznego przedawkowania, albo nie przyznał się ile tego brał, albo producent pomylił mikrogramy z miligramami i dał 1000 razy większą dawkę do tabletki. Niemniej jest opcja, że mocno wrażliwi ludzie, z jakimś defektem genetyczny czy coś, mogą po molibdenie mieć trwałe uszkodzenia mózgu, jeśli przegną z dawkowaniem.
Pamiętam jak komuś z czata wysłałem siarczan miedzi, siarczan cynku i właśnie molibden, to były czasy, gdy miedzi nie szło w ogóle nigdzie kupić i jedyna opcja to były suple własnej roboty. Ten mózg zobaczył 3 woreczki z proszkami, molibdenu było oczywiście najmniej. Niewiele myśląc (a właściwie wcale) rozmieszał cały ten molibden w szklance i wszystko wypił, to był zapas na rok
Nic mu nie było, ale jakoś tak wtedy przestałem dzielić się z ludźmi suplami. Już to kiedyś chyba opisywałem? I siarczan miedzi wysłany koleżance, rozmieszała i trzymała w butelce po coli czy coś, dość mocne stężenie. Koleżanka do niej wpadła, zobaczyła butelkę, złapała się i zaczęła żłopać. Kilka godzin podobno rzygała. No tak czy tak we łbie mi się trochę kręci i otumaniony jestem, na dodatek chyba już kiedyś po molibdenie było podobnie. Boję się tej neurotoksyczności, obumierania niewielkich ilości komórek się nie czuje, ale to wszystko BARDZO mocno wychodzi na starość.
No nieważne, jeśli to on pomagał, efekty powinny być bardzo szybkie i bardzo silne. Na dodatek kumuluje się w organizmie przez jakiś czas, więc ta dawka co dziś wziąłem będzie aktywna jeszcze dość długo. Dziś sobie poczytałem jak ludzie na molibden reagują, ponoć w niektórych przypadkach to jest niebo a ziemia, czują się jak nowo narodzeni.
Do listy rzeczy do sprawdzenia trzeba lukrecję dopisać, bo chyba jej nie testowałem pod tym konkretnie kątem. A także męczennicę.
No i jakoś po skończeniu tego cudowania będę musiał wziąć się za żelazo. Po b12 / kwasie foliowym nie tylko miałem silny atak zespołu niespokojnych nóg, ale też zaczęły mi znowu włosy lecieć.



