08-07-2026, 10:53 PM
Problem w tym, że to pianino ma już swoje lata. A dokładniej 12 lat. Tam w środku wszystko musi się trzymać na słowo honoru, nie chcę tego rozkręcać i próbować bardziej inwazyjnych rzeczy, bo już się pewnie nie skręci. Kiedyś rozkręciłem i te sensory w środku to nie jest coś, co idzie naprawić samodzielnie. Za drobne połączenia, żeby w ogóle myśleć o lutowaniu. Już nie raz i nie dwa razy coś się tam psuło, przy rozkręceniu było widać, że w niektórych miejscach jest po prostu korozja. To się może dosłownie rozsypać.
Pianina wymienia się co kilka lat, jeśli się dużo gra, bo zużywają się części mechaniczne, moje np w ogóle nie ma już wygłuszacza, przez co klawisze są naprawdę głośne gdy się je puści, odbijają ze słyszalnym stukotem. Można to wymienić, ale koszty będą pewnie większe, niż zakup taniego chińczyka. To trochę jak klawiatura do komputera, nie ma opcji, żeby po kilku latach dalej śmigała jak nowa, a już na pewno nie po kilkunastu.
Tam się kilka razy coś wylało w historii użytkowania, tzn wylało... prysnęło w okolice i wpadło pomiędzy klawisze, taka kropla w środku wystarczy, żeby zrobiło się wilgotno. No i tak naprawdę to powinienem je przykrywać za każdym razem, gdy kończę grę, ale nigdy jakoś nie przekonałem się do tego, żeby kupić / zrobić przykrywkę, a teraz to już za późno.
Wanadu nie testowałem, na szybko, w depresji (gdzie znikają obłączki) jest podniesiony, w marskości jest taki sam
https://link.springer.com/article/10.1007/BF02036052
Cynk mam w formie pikolinianu, dużo lepiej się ponoć przyswaja. Tanio idzie kupić na allegro. Ale nie biorę za często.
Owszem, filtry można zrobić samemu i właśnie ultra-ciche wentylatory komputerowe są do tego celu najlepsze. Kiedyś chciałem taki przewiewnik zrobić z wentylatora, zamontować w drzwiach żeby był przewiew na korytarz, nawet kupiłem części, koniec końców nigdy mi się nie chciało. Pytanie, czy dałoby się samemu skręcić cały oczyszczacz. Na pewno nie za 40 zł, już koszty samego filtra są dużo wyższe. HEPA i węgiel aktywny, nawet zamienniki, to jakieś 100 zł. Do tego wentylator, do tego zasilacz, do tego pól dnia roboty, gdzie na koniec by się okazało, że wentylator nie ma odpowiedniej mocy, żeby pokonać opór filtra (który jest dość duży), kupujesz nowy wentylator, ten z kolei okazuje się zbyt głośny. I zostajesz z kupą części, za które zapłaciłeś.
Za 250 masz mały oczyszczacz, na pewno cichy, z oryginalnymi filtrami, nie zamiennikami (same takie filtry to ze 150 zł), z gwarancją zwrotu, jak coś nie tak.
Można też po taniości polecieć i po prostu zastosować filtr z odkurzacza, o tym też myślałem. Ale oryginalne oczyszczacze są teraz na tyle tanie, że szkoda zachodu, no chyba że jako pretekst do tego, by sobie pomajsterkować.
Nie było na spacerze jakiegoś super hiper odczucia lekkości, ale tez nie było jakoś źle. Niemniej wygląda na to, że to nie nagłe zwiększenie poziomu witaminy C czy cysteiny odpowiada za to, co czasem czuję.
Podejrzewam, że to może mieć po prostu związek z cukrem, jak zjem coś, co mocno obniża, to potem jest taka poprawa. Albo któryś z setki suplementów, które wpływają na stan organizmu, tylko który...
DHEA odstawiam, bo nic nie zmieniło. Blokery histaminy odstawiam. Dalej biorę rzeczy mające poprawiać stan układu krwionośnego, bo to inwestycja w zdrowie, a nie ingerencja. Escyna, ekstrakt z pestek winogron.
Przyszły te cholerne drożdże i zaczynam brać. Efekty powinny być po miesiącu, jeśli w ogóle mają być jakieś efekty.
No i zaczynam psikać do uszu oliwą, akustone nazywa się preparat, za kilka dni powinno być tam wszystko miękkie, wtedy przyjdzie zamówiony zestaw do płukania uszu. Zobaczymy, czy coś się zmieni, śpię w zatyczkach, a to podobno bardzo mocno zwiększa ryzyko, że woskowina zapcha kanał uszny. Słyszę słabiej, ale też może to być efekt chodzenia w słuchawkach. Albo starzenia się. Od tego samego gościa zamówiłem też pastę "pink stuff", do czyszczenia powierzchni. Podobno mega skuteczna.
Pianina wymienia się co kilka lat, jeśli się dużo gra, bo zużywają się części mechaniczne, moje np w ogóle nie ma już wygłuszacza, przez co klawisze są naprawdę głośne gdy się je puści, odbijają ze słyszalnym stukotem. Można to wymienić, ale koszty będą pewnie większe, niż zakup taniego chińczyka. To trochę jak klawiatura do komputera, nie ma opcji, żeby po kilku latach dalej śmigała jak nowa, a już na pewno nie po kilkunastu.
Tam się kilka razy coś wylało w historii użytkowania, tzn wylało... prysnęło w okolice i wpadło pomiędzy klawisze, taka kropla w środku wystarczy, żeby zrobiło się wilgotno. No i tak naprawdę to powinienem je przykrywać za każdym razem, gdy kończę grę, ale nigdy jakoś nie przekonałem się do tego, żeby kupić / zrobić przykrywkę, a teraz to już za późno.
Wanadu nie testowałem, na szybko, w depresji (gdzie znikają obłączki) jest podniesiony, w marskości jest taki sam
https://link.springer.com/article/10.1007/BF02036052
Cynk mam w formie pikolinianu, dużo lepiej się ponoć przyswaja. Tanio idzie kupić na allegro. Ale nie biorę za często.
Owszem, filtry można zrobić samemu i właśnie ultra-ciche wentylatory komputerowe są do tego celu najlepsze. Kiedyś chciałem taki przewiewnik zrobić z wentylatora, zamontować w drzwiach żeby był przewiew na korytarz, nawet kupiłem części, koniec końców nigdy mi się nie chciało. Pytanie, czy dałoby się samemu skręcić cały oczyszczacz. Na pewno nie za 40 zł, już koszty samego filtra są dużo wyższe. HEPA i węgiel aktywny, nawet zamienniki, to jakieś 100 zł. Do tego wentylator, do tego zasilacz, do tego pól dnia roboty, gdzie na koniec by się okazało, że wentylator nie ma odpowiedniej mocy, żeby pokonać opór filtra (który jest dość duży), kupujesz nowy wentylator, ten z kolei okazuje się zbyt głośny. I zostajesz z kupą części, za które zapłaciłeś.
Za 250 masz mały oczyszczacz, na pewno cichy, z oryginalnymi filtrami, nie zamiennikami (same takie filtry to ze 150 zł), z gwarancją zwrotu, jak coś nie tak.
Można też po taniości polecieć i po prostu zastosować filtr z odkurzacza, o tym też myślałem. Ale oryginalne oczyszczacze są teraz na tyle tanie, że szkoda zachodu, no chyba że jako pretekst do tego, by sobie pomajsterkować.
Nie było na spacerze jakiegoś super hiper odczucia lekkości, ale tez nie było jakoś źle. Niemniej wygląda na to, że to nie nagłe zwiększenie poziomu witaminy C czy cysteiny odpowiada za to, co czasem czuję.
Podejrzewam, że to może mieć po prostu związek z cukrem, jak zjem coś, co mocno obniża, to potem jest taka poprawa. Albo któryś z setki suplementów, które wpływają na stan organizmu, tylko który...
DHEA odstawiam, bo nic nie zmieniło. Blokery histaminy odstawiam. Dalej biorę rzeczy mające poprawiać stan układu krwionośnego, bo to inwestycja w zdrowie, a nie ingerencja. Escyna, ekstrakt z pestek winogron.
Przyszły te cholerne drożdże i zaczynam brać. Efekty powinny być po miesiącu, jeśli w ogóle mają być jakieś efekty.
No i zaczynam psikać do uszu oliwą, akustone nazywa się preparat, za kilka dni powinno być tam wszystko miękkie, wtedy przyjdzie zamówiony zestaw do płukania uszu. Zobaczymy, czy coś się zmieni, śpię w zatyczkach, a to podobno bardzo mocno zwiększa ryzyko, że woskowina zapcha kanał uszny. Słyszę słabiej, ale też może to być efekt chodzenia w słuchawkach. Albo starzenia się. Od tego samego gościa zamówiłem też pastę "pink stuff", do czyszczenia powierzchni. Podobno mega skuteczna.



