07-03-2026, 08:22 PM
No, gra na pianinie na jakiś wyższy stopień wskoczyła. Tak z dnia na dzień, niby powiedziałbym, że to efekt powrotu do ćwiczeń, odpoczynku (nie grałem 2 dni), ale taki sam efekt poprawy odczuwam w innych sferach związanych z motoryką. Nawet wróciło częściowo to odczucie lekkiego chodu, które czasem się pojawia cholera wie skąd. Nie to, że trochę lepiej się gra, po prostu gra się inaczej, całkowicie inna jakość czucia gdzie są klawisze, kontroli ruchu, pamięci gdzie co nacisnąć, jak ręce trzymać. Nie jest to jakaś mega duża zmiana, ale właśnie to chciałem podkreślić, nie jest po prostu "lepiej", jest inaczej.
Zrobiłem roztwór jodu, coś mi nie gra. Kiedyś robiłem i bardzo, ale to bardzo wyraźnie tym jodem śmierdział. Teraz nic, nawet śladu tego zapachu, na pewno jodek potasu, bo sam proszek capi jak trzeba. Rozpuściłem 0,04 grama, czyli 40 mg, w 200 ml wody, co daje 0,2 mg na ml, samego jodu powinno być dokładnie 0,15 mg, czyli 100% oficjalnego zapotrzebowania. Ale czy tam jest właśnie tyle? Jak kiedyś rozpuszczałem w wodzie jodynę, gdzie też próbowałem osiągnąć 0,15, czułem bardzo wyraźnie.
Może waga się zbuntowała, a może proszek nabrał wilgoci z powietrza? No ale jodek nie wyciąga dużo wilgoci, był też dość szczelnie zamknięty, waga pokazała, że groszówka waży 1,65 grama (oficjalna waga to 1,64), więc też jest OK. Może kiedyś się walnąłem o jedno zero w obliczeniach?
Spróbuję jakiś czas ten jod brać, w nieco większych dawkach, tak z 600 mcg. Już tak robiłem w przeszłości i nie było większych problemów... chyba. Nie jestem pewien, czy ten długotrwały okres bezsenności, który kiedyś miałem, to nie był efekt jodowania zębów. No ale teraz mam pod ręką środki zapobiegawcze.
Dużo mi do myślenia dał ten zanik obłączków, przy jednoczesnej bardzo dużej poprawie wszystkiego. No jedyne, co mi do głowy przychodzi, to zablokowanie tarczycy. Za kilka dni się okaże, jak nagle pojawi się szybkie tętno, palpitacje i bezsenność, będę wiedział, co źle zrobiłem.
Hmm... może być tak, że coś zrobiłem bardzo dobrze, nie jestem do końca pewien co, ale coś, bo jest mega poprawa. I to "coś" mogło zacząć zużywać zapasy jakiejś substancji, koniecznej do tego, by obłączki rosły jak trzeba. Nawet nie coś związanego z dietą, może być tak, że spada poziom jakiegoś hormonu, neuroprzekaźnika czy enzymu. Coś, czego ciągle jest bardzo mało, bo organizm nie produkuje tego jak trzeba. Ot, chociażby acetylocholina, która jest zużywana przez piracetam.
No nie wiem, trochę w kropce jestem, czemu teraz znikły.
Zobaczymy za parę dni, co z tym jodem będzie.
Zrobiłem roztwór jodu, coś mi nie gra. Kiedyś robiłem i bardzo, ale to bardzo wyraźnie tym jodem śmierdział. Teraz nic, nawet śladu tego zapachu, na pewno jodek potasu, bo sam proszek capi jak trzeba. Rozpuściłem 0,04 grama, czyli 40 mg, w 200 ml wody, co daje 0,2 mg na ml, samego jodu powinno być dokładnie 0,15 mg, czyli 100% oficjalnego zapotrzebowania. Ale czy tam jest właśnie tyle? Jak kiedyś rozpuszczałem w wodzie jodynę, gdzie też próbowałem osiągnąć 0,15, czułem bardzo wyraźnie.
Może waga się zbuntowała, a może proszek nabrał wilgoci z powietrza? No ale jodek nie wyciąga dużo wilgoci, był też dość szczelnie zamknięty, waga pokazała, że groszówka waży 1,65 grama (oficjalna waga to 1,64), więc też jest OK. Może kiedyś się walnąłem o jedno zero w obliczeniach?
Spróbuję jakiś czas ten jod brać, w nieco większych dawkach, tak z 600 mcg. Już tak robiłem w przeszłości i nie było większych problemów... chyba. Nie jestem pewien, czy ten długotrwały okres bezsenności, który kiedyś miałem, to nie był efekt jodowania zębów. No ale teraz mam pod ręką środki zapobiegawcze.
Dużo mi do myślenia dał ten zanik obłączków, przy jednoczesnej bardzo dużej poprawie wszystkiego. No jedyne, co mi do głowy przychodzi, to zablokowanie tarczycy. Za kilka dni się okaże, jak nagle pojawi się szybkie tętno, palpitacje i bezsenność, będę wiedział, co źle zrobiłem.
Hmm... może być tak, że coś zrobiłem bardzo dobrze, nie jestem do końca pewien co, ale coś, bo jest mega poprawa. I to "coś" mogło zacząć zużywać zapasy jakiejś substancji, koniecznej do tego, by obłączki rosły jak trzeba. Nawet nie coś związanego z dietą, może być tak, że spada poziom jakiegoś hormonu, neuroprzekaźnika czy enzymu. Coś, czego ciągle jest bardzo mało, bo organizm nie produkuje tego jak trzeba. Ot, chociażby acetylocholina, która jest zużywana przez piracetam.
No nie wiem, trochę w kropce jestem, czemu teraz znikły.
Zobaczymy za parę dni, co z tym jodem będzie.



