07-02-2026, 11:15 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2026, 11:24 PM przez tomakin.)
Hmm, no nie widać za bardzo zmian na tym paznokciu, który jako jedyny smarowałem kremem. Pomaga na odcisk na stopie, nawet bardzo pomaga, ale widocznie zmiany paznokcia mają inne przyczyny. Albo krem nie dotarł wystarczająco głęboko, ale wątpię, to dość cienka skóra, w porównaniu do tego, co jest na stopach.
Tzn wróć, zmiany SĄ. Kilka prążków urywa się w połowie, ale powinny... hmm...
...zaraz, chwila, bo znowu mi się czas pomylił. Ja ten paznokieć smarowałem niemal dokładnie miesiąc temu. Cholera... no kilka prążków urywa się jakoś kilka milimetrów nad początkiem paznokcia. Ile one dokładnie rosły? Jak zacząłem pisać byłem przekonany, że zmiany pojawiły się dużo wcześniej, zanim zacząłem smarować. No ale to był miesiąc bez 3 dni. Prążki są przerwane na jednym tylko paznokciu, tym, który smarowałem.
Hmmm... no cholera... jakby dopiero teraz zaczęły się pokazywać te przerwania, to sprawa byłaby jasna. Ale one są dość daleko, a paznokieć rośnie już ukształtowany pod skórą. Kurcze, że ja wtedy nie zrobiłem rysy na paznokciu żeby dokładnie wiedzieć, kiedy i jak się zaczyna.
No nic, sprawa jest nie rozstrzygnięta. Te przerwania są dość nieliczne, jakoś ze 4 mm od skórki. Wrócę do tego smarowania i zobaczę jeszcze raz za miesiąc.
Co więcej... jedyny obłączek, na palcu wskazującym prawej ręki, całkowicie znikł. Tutaj z kolei coś robię bardzo źle.
Bardzo fajnie poprawiłem sobie sporo funkcji organizmu, sprawność umysłowa, koordynacja ruchów, nawet zacząłem załatwiać zaległe sprawy, jakieś małe malowanie łazienki, takie tam. Jednocześnie jednak ciągle jest to odczucie zmęczenia, a także ten zanik obłączków...
No dobra, może poszło o to, że uderzyłem w tarczycę? Może mam problem w drugą stronę, ona może zbyt słabo funkcjonować, co w efekcie daje część objawów? A to, co biorę za objawy nadczynności, może wynikać z zupełnie innych rzeczy? Jeśli jest jedna rzecz, co do której nie ma wątpliwości, że wpływa na wielkość obłączków, to właśnie praca tarczycy. Rosną przy przejściu w nadczynność, znikają przy niedoczynności. Przy silniejszej nadczynności oczywiście mogą robić się różne hocki klocki, wtedy mogą znowu zaniknąć. Ale ogólnie przy łagodnej powinny rosnąć.
No OK, odstawiam karbieniec, odstawiam melisę. Karnityna sama z siebie nie przeszkadza. Pomyślę o mikrodawkach jodu. On nawet w dużych dawkach nie wywoływał u mnie problemów. Podobnie karbieniec nie dawał spodziewanych pozytywów. Gdyby to była nadczynność, to po karbieńcu objawy by znikały, po jodzie bardzo mocno się nasilały. Tymczasem ani jedno, ani drugie zdaje się nie mieć większego wpływu.
No i mamy te badania, które sugerują, że odczuwalne przez pacjentów objawy nadczynności to tak naprawdę objawy zatrucia wolnymi rodnikami, witamina E je likwidowała. Podobnie np zmiany w układzie krążenia mogą wynikać nie z samych hormonów tarczycy, ale z zatrucia estrogenem.
Może też być tak, że organizm podkręca tarczycę, by przeciwdziałać czemuś. Może dopiero przy wyższej aktywności jakieś procesy przebiegają normalnie, takie coś się zdarza. Wtedy obniżając ją nie tylko nie pomagam, ale wręcz szkodzę, bo normalny poziom jest dla mnie za niski. To by mogło tłumaczyć, czemu czuję się po tym gorzej, pomimo tego, że w badaniach krwi wyszło OK.
Drugi dzień picia poziewnika, może krzem jakoś poprawi mi kolano... swoją drogą, jest z nim spokój, w sensie, nie boli w nocy. Ale czuję przy gwałtowniejszych ruchach.
No i jeszcze wracając do objawu Terry'ego... jakie mamy opcje? Co pojawia się w marskości wątroby, a także w nadczynnej tarczycy, równocześnie wpływając na rozszerzenie drobnych żył?
- nadmiar tlenków azotu, najmocniejsza w medycynie hipoteza skąd biorą się w marskości
- zaburzenia równowagi współczulny przywspółczulny, śladem jest tutaj to, że objaw znika mi po kąpieli
- nadmiar serotoniny we krwi
- nadmiar histaminy
- zmiany w dalszych żyłach, blokujące przepływ krwi
- estrogeny, druga najmocniejsza hipoteza w marskości wątroby
No i wreszcie
- trwałe uszkodzenie naczynek, na zasadzie powstania "pajączków" żylnych, nigdy się nie zagoi, albo zagoi po paru latach
Jest nawet opcja, że trafiłem w przyczynę, np estrogeny, ale jako że mam trwałe uszkodzenie, ich zbicie nic nie daje.
Tzn wróć, zmiany SĄ. Kilka prążków urywa się w połowie, ale powinny... hmm...
...zaraz, chwila, bo znowu mi się czas pomylił. Ja ten paznokieć smarowałem niemal dokładnie miesiąc temu. Cholera... no kilka prążków urywa się jakoś kilka milimetrów nad początkiem paznokcia. Ile one dokładnie rosły? Jak zacząłem pisać byłem przekonany, że zmiany pojawiły się dużo wcześniej, zanim zacząłem smarować. No ale to był miesiąc bez 3 dni. Prążki są przerwane na jednym tylko paznokciu, tym, który smarowałem.
Hmmm... no cholera... jakby dopiero teraz zaczęły się pokazywać te przerwania, to sprawa byłaby jasna. Ale one są dość daleko, a paznokieć rośnie już ukształtowany pod skórą. Kurcze, że ja wtedy nie zrobiłem rysy na paznokciu żeby dokładnie wiedzieć, kiedy i jak się zaczyna.
No nic, sprawa jest nie rozstrzygnięta. Te przerwania są dość nieliczne, jakoś ze 4 mm od skórki. Wrócę do tego smarowania i zobaczę jeszcze raz za miesiąc.
Co więcej... jedyny obłączek, na palcu wskazującym prawej ręki, całkowicie znikł. Tutaj z kolei coś robię bardzo źle.
Bardzo fajnie poprawiłem sobie sporo funkcji organizmu, sprawność umysłowa, koordynacja ruchów, nawet zacząłem załatwiać zaległe sprawy, jakieś małe malowanie łazienki, takie tam. Jednocześnie jednak ciągle jest to odczucie zmęczenia, a także ten zanik obłączków...
No dobra, może poszło o to, że uderzyłem w tarczycę? Może mam problem w drugą stronę, ona może zbyt słabo funkcjonować, co w efekcie daje część objawów? A to, co biorę za objawy nadczynności, może wynikać z zupełnie innych rzeczy? Jeśli jest jedna rzecz, co do której nie ma wątpliwości, że wpływa na wielkość obłączków, to właśnie praca tarczycy. Rosną przy przejściu w nadczynność, znikają przy niedoczynności. Przy silniejszej nadczynności oczywiście mogą robić się różne hocki klocki, wtedy mogą znowu zaniknąć. Ale ogólnie przy łagodnej powinny rosnąć.
No OK, odstawiam karbieniec, odstawiam melisę. Karnityna sama z siebie nie przeszkadza. Pomyślę o mikrodawkach jodu. On nawet w dużych dawkach nie wywoływał u mnie problemów. Podobnie karbieniec nie dawał spodziewanych pozytywów. Gdyby to była nadczynność, to po karbieńcu objawy by znikały, po jodzie bardzo mocno się nasilały. Tymczasem ani jedno, ani drugie zdaje się nie mieć większego wpływu.
No i mamy te badania, które sugerują, że odczuwalne przez pacjentów objawy nadczynności to tak naprawdę objawy zatrucia wolnymi rodnikami, witamina E je likwidowała. Podobnie np zmiany w układzie krążenia mogą wynikać nie z samych hormonów tarczycy, ale z zatrucia estrogenem.
Może też być tak, że organizm podkręca tarczycę, by przeciwdziałać czemuś. Może dopiero przy wyższej aktywności jakieś procesy przebiegają normalnie, takie coś się zdarza. Wtedy obniżając ją nie tylko nie pomagam, ale wręcz szkodzę, bo normalny poziom jest dla mnie za niski. To by mogło tłumaczyć, czemu czuję się po tym gorzej, pomimo tego, że w badaniach krwi wyszło OK.
Drugi dzień picia poziewnika, może krzem jakoś poprawi mi kolano... swoją drogą, jest z nim spokój, w sensie, nie boli w nocy. Ale czuję przy gwałtowniejszych ruchach.
No i jeszcze wracając do objawu Terry'ego... jakie mamy opcje? Co pojawia się w marskości wątroby, a także w nadczynnej tarczycy, równocześnie wpływając na rozszerzenie drobnych żył?
- nadmiar tlenków azotu, najmocniejsza w medycynie hipoteza skąd biorą się w marskości
- zaburzenia równowagi współczulny przywspółczulny, śladem jest tutaj to, że objaw znika mi po kąpieli
- nadmiar serotoniny we krwi
- nadmiar histaminy
- zmiany w dalszych żyłach, blokujące przepływ krwi
- estrogeny, druga najmocniejsza hipoteza w marskości wątroby
No i wreszcie
- trwałe uszkodzenie naczynek, na zasadzie powstania "pajączków" żylnych, nigdy się nie zagoi, albo zagoi po paru latach
Jest nawet opcja, że trafiłem w przyczynę, np estrogeny, ale jako że mam trwałe uszkodzenie, ich zbicie nic nie daje.



