06-28-2026, 07:51 PM
Niestety, I3C nie zlikwidowało objawu. No trudno, może trzeba po prostu poczekać. Z dobrych rzeczy, sen się unormował.
Tak teraz myślę, skoro po kwasie foliowym i B12 nagle wrócił zespół niespokojnych nóg, który jest objawem spadku żelaza w pewnych strukturach mózgu, może ta bezsenność wynikała własnie z tego, że żelazo zostało wyciągnięte? Nie mogłem znaleźć przyczyny, dla której po foliowym są takie jazdy, ale może to o to chodzi? Najzwyczajniej w świecie spada żelazo, bo organizm forsownie przesuwa je do szpiku, by produkować krwinki?
To też bardziej by wynikało z tego, że niektórzy mają genetycznie (czy z innych powodów) dużo większą wrażliwość na takie spadki, tylko nieznaczna część populacji ma zespół niespokojnych nóg jako objaw niedoboru, który zresztą wynika z tego, że żelazo nie jest odpowiednio magazynowane w pewnych obszarach mózgu, a nie, że w ogóle go brakuje w organizmie.
Dalej nie wiadomo, jaki konkretnie czynnik wywołuje objaw terry'ego. Estrogen to taka piękna hipoteza, która wszystko wyjaśnia i zdaje się nie mieć wad, no niestety, ani nie mam innych objawów nadmiaru, ani próba zbicia póki co nie przynosi efektów.
Może trzeba poczekać, może naczynia krwionośne muszą dostosować się do zmienionego poziomu i po prostu zregenerować po latach bycia zbytnio rozciągniętymi? W końcu objaw to coś w rodzaju "pajączków" z żył, takie jakie ludzie z marskością czy z nadmiarem estrogenu mają na skórze, tyle że te są widoczne pod paznokciami. Taki pajączek nie znika z dnia na dzień, nawet jak zniknie jego przyczyna. Escyna może tu pomóc, staram się brać jak pamiętam.
Z dobrych rzeczy, mózg pracuje aż miło, pomimo tego upału. Wracam pomału do nauki pianina no i jest duża różnica. Dziś sobie the entertainera pograłem a vista (a vista to granie z nut kawałka, którego się nie zna), bardzo uproszczoną wersję, no ale pamiętam, jak próbowałem do niego podchodzić parę lat temu. Wtedy była masakra, kilka sekund szukałem, który klawisz nacisnąć. Teraz? No wolno grałem, ale grałem, dało się poznać, co to jest. Postęp niesamowity, ale dalej jest bardzo, bardzo daleko do chociażby grade 3.
Grade w systemie abrsm (chyba najpopularniejszy na świecie) określa stopień umiejętności pianisty. Taka bardzo ogólna zasada mówi, że powinno się umieć zagrać a vista kawałek 2 poziomy poniżej swojego. Czyli mając grade 3, powinno się zagrać z nut, od razu bez przygotowania, grade 1. Tak patrzę na kawałki grade 3... no kurde, będzie ciężko.
Tak teraz myślę, skoro po kwasie foliowym i B12 nagle wrócił zespół niespokojnych nóg, który jest objawem spadku żelaza w pewnych strukturach mózgu, może ta bezsenność wynikała własnie z tego, że żelazo zostało wyciągnięte? Nie mogłem znaleźć przyczyny, dla której po foliowym są takie jazdy, ale może to o to chodzi? Najzwyczajniej w świecie spada żelazo, bo organizm forsownie przesuwa je do szpiku, by produkować krwinki?
To też bardziej by wynikało z tego, że niektórzy mają genetycznie (czy z innych powodów) dużo większą wrażliwość na takie spadki, tylko nieznaczna część populacji ma zespół niespokojnych nóg jako objaw niedoboru, który zresztą wynika z tego, że żelazo nie jest odpowiednio magazynowane w pewnych obszarach mózgu, a nie, że w ogóle go brakuje w organizmie.
Dalej nie wiadomo, jaki konkretnie czynnik wywołuje objaw terry'ego. Estrogen to taka piękna hipoteza, która wszystko wyjaśnia i zdaje się nie mieć wad, no niestety, ani nie mam innych objawów nadmiaru, ani próba zbicia póki co nie przynosi efektów.
Może trzeba poczekać, może naczynia krwionośne muszą dostosować się do zmienionego poziomu i po prostu zregenerować po latach bycia zbytnio rozciągniętymi? W końcu objaw to coś w rodzaju "pajączków" z żył, takie jakie ludzie z marskością czy z nadmiarem estrogenu mają na skórze, tyle że te są widoczne pod paznokciami. Taki pajączek nie znika z dnia na dzień, nawet jak zniknie jego przyczyna. Escyna może tu pomóc, staram się brać jak pamiętam.
Z dobrych rzeczy, mózg pracuje aż miło, pomimo tego upału. Wracam pomału do nauki pianina no i jest duża różnica. Dziś sobie the entertainera pograłem a vista (a vista to granie z nut kawałka, którego się nie zna), bardzo uproszczoną wersję, no ale pamiętam, jak próbowałem do niego podchodzić parę lat temu. Wtedy była masakra, kilka sekund szukałem, który klawisz nacisnąć. Teraz? No wolno grałem, ale grałem, dało się poznać, co to jest. Postęp niesamowity, ale dalej jest bardzo, bardzo daleko do chociażby grade 3.
Grade w systemie abrsm (chyba najpopularniejszy na świecie) określa stopień umiejętności pianisty. Taka bardzo ogólna zasada mówi, że powinno się umieć zagrać a vista kawałek 2 poziomy poniżej swojego. Czyli mając grade 3, powinno się zagrać z nut, od razu bez przygotowania, grade 1. Tak patrzę na kawałki grade 3... no kurde, będzie ciężko.



