06-13-2026, 03:25 AM
Z cyklu śmichy chichy, bilionerzy opracowali sobie jakąś terapię przedłużającą młodość. Polega to na podawaniu kwercetyny i równolegle jakiegoś leku na raka, ciężka chemia w ogóle. I wszystko cacy, aż ktoś podał to myszom żeby zobaczyć, czy to w ogóle bezpieczne. U myszy znikły fragmenty mózgu 
Nie wiem, czy tryptofan pomógł, czy miedź zaszkodziła na sen czy nie, bo ledwo zasnąłem, miałem sen że mi nogę uszkodziło i nie dam rady już chodzić. Obudziłem się i faktycznie, noga napieprza zdrowo. Do zestawu doszły bebechy i po śnie, w końcu zasnąłem, ale na raty, budziłem się co chwilę. Nie wiem, na ile problemy z kolanem nie wynikają ze starego materaca, który zapadł się pośrodku i to kolano po prostu tam wpada, przez co noga jest lekko wykręcona. Może też częściowo wynikać z pozycji, w której siedzę wiele godzin dziennie, bo też wykręcam kolano w niezbyt naturalny sposób. To oczywiście tylko dodatkowe czynniki, bo głównym jest pewnie jakieś uszkodzenie mechaniczne, stawiam, że jakaś stara kontuzja z przeszłości, jedna z tych które prawie mi coś urwały i pewnie nigdy nie zagoiło się do końca.
Zastanawiam się, czy jakoś próbować to wzmacniać, a jeśli już, to jak, czy zostawić i nie ruszać się za bardzo, czy może po prostu iść pod nóż. Sąsiad na operacji kolana wpadł w śmierć kliniczną i ledwo, ledwo go wyciągnęli. Potem naście lat chyba chodził ciągnąć za sobą nogę, bo bał się operacji korygującej.
Podczas chodzenia nie boli za bardzo, nawet biegać się da. Problem pojawia się, gdy leżę i tylko gdy leżę w konkretnej pozycji, niestety, to właśnie ta jedyna pozycja, w której mogę zasnąć. Na wznak zaczynam się dusić, na drugim boku po godzinie bark zaczyna napieprzać tak, że mnie budzi, a nawet przy tej niby idealnej, jeśli lekko zmienię położenie, zaczyna mi drętwieć ręka.
Póki co mogę chyba próbować sposobów wzmacniania kolagenu i czekać. Pamiętam miałem podobne w przeszłości, nie kolano, tylko piszczel i przyczepy mięśni do niego. Bolało jak cholera, ledwo dało się chodzić, a wynikało to z połączenia niewłaściwej mechaniki biegu oraz walniętych procesów regeneracji. Gimnastyka korekcyjna plus suple wspomagające chrząstkę i kolagen całkowicie to wyleczyły, teraz po kontuzji nie ma najmniejszego śladu, a trzymała wtedy ze dwa lata. Pamiętam, że mocno mi pomogła miedź, zresztą nie tylko mi, ludzie na forach pisali, że miedź u nich działała właśnie na takie coś. Jest szansa, że teraz też jest coś podobnego. Oczywiście jest też ryzyko, że coś się tam naderwało i będzie coraz gorzej, aż całkowicie się urwie.
A, poduszka z gryką czy z czym tam kupiłem służy cały czas i to jeden z najlepszych zakupów ostatnich lat. Nie wiem, czy teraz w ogóle dałbym radę zasnąć ze zwykłą. Trochę gówniane wykonanie było i wysypało się przez zamek, ale zaszyłem go tak, że nie da się już otwierać i jest OK.

Nie wiem, czy tryptofan pomógł, czy miedź zaszkodziła na sen czy nie, bo ledwo zasnąłem, miałem sen że mi nogę uszkodziło i nie dam rady już chodzić. Obudziłem się i faktycznie, noga napieprza zdrowo. Do zestawu doszły bebechy i po śnie, w końcu zasnąłem, ale na raty, budziłem się co chwilę. Nie wiem, na ile problemy z kolanem nie wynikają ze starego materaca, który zapadł się pośrodku i to kolano po prostu tam wpada, przez co noga jest lekko wykręcona. Może też częściowo wynikać z pozycji, w której siedzę wiele godzin dziennie, bo też wykręcam kolano w niezbyt naturalny sposób. To oczywiście tylko dodatkowe czynniki, bo głównym jest pewnie jakieś uszkodzenie mechaniczne, stawiam, że jakaś stara kontuzja z przeszłości, jedna z tych które prawie mi coś urwały i pewnie nigdy nie zagoiło się do końca.
Zastanawiam się, czy jakoś próbować to wzmacniać, a jeśli już, to jak, czy zostawić i nie ruszać się za bardzo, czy może po prostu iść pod nóż. Sąsiad na operacji kolana wpadł w śmierć kliniczną i ledwo, ledwo go wyciągnęli. Potem naście lat chyba chodził ciągnąć za sobą nogę, bo bał się operacji korygującej.
Podczas chodzenia nie boli za bardzo, nawet biegać się da. Problem pojawia się, gdy leżę i tylko gdy leżę w konkretnej pozycji, niestety, to właśnie ta jedyna pozycja, w której mogę zasnąć. Na wznak zaczynam się dusić, na drugim boku po godzinie bark zaczyna napieprzać tak, że mnie budzi, a nawet przy tej niby idealnej, jeśli lekko zmienię położenie, zaczyna mi drętwieć ręka.
Póki co mogę chyba próbować sposobów wzmacniania kolagenu i czekać. Pamiętam miałem podobne w przeszłości, nie kolano, tylko piszczel i przyczepy mięśni do niego. Bolało jak cholera, ledwo dało się chodzić, a wynikało to z połączenia niewłaściwej mechaniki biegu oraz walniętych procesów regeneracji. Gimnastyka korekcyjna plus suple wspomagające chrząstkę i kolagen całkowicie to wyleczyły, teraz po kontuzji nie ma najmniejszego śladu, a trzymała wtedy ze dwa lata. Pamiętam, że mocno mi pomogła miedź, zresztą nie tylko mi, ludzie na forach pisali, że miedź u nich działała właśnie na takie coś. Jest szansa, że teraz też jest coś podobnego. Oczywiście jest też ryzyko, że coś się tam naderwało i będzie coraz gorzej, aż całkowicie się urwie.
A, poduszka z gryką czy z czym tam kupiłem służy cały czas i to jeden z najlepszych zakupów ostatnich lat. Nie wiem, czy teraz w ogóle dałbym radę zasnąć ze zwykłą. Trochę gówniane wykonanie było i wysypało się przez zamek, ale zaszyłem go tak, że nie da się już otwierać i jest OK.



