06-02-2026, 07:54 PM
O, dobre. Ale coś mi i tak mówi, że to fałszywy trop.
To chyba jakaś prosta rzecz, typu coś zupełnie innego równocześnie wpływa na jedno i drugie, a nie, że jedno od drugiego zależy. Bardzo dobrym wskaźnikiem jest to, że miałem bardzo szybkie i mocne pogorszenie objawów i nagłe pojawienie się objawu Terry'ego, który tym objawom towarzyszył. To wskazuje na jakieś problemy typu nagłe zalanie organizmu hormonami, np tarczycy, a nie powiedzmy chroniczna niska produkcja kreatyny czy przewlekły niedobór choliny. Takie ciągłe niedobory nie dają nagłych objawów.
Noooo, chyba że na skutek tych niedoborów rozwinęła się chroniczna infekcja przewodu pokarmowego. Wtedy owszem, objawy mogą być nagłe i szybkie. Ale tu z kolei nie pasuje to, że objaw Terry'ego dalej się utrzymuje i nie znikł.
A właśnie, zaczynam dziś kasztanowca, chociaż to akurat chyba syntetyk, dlatego był taki tani.
Tzn... no nie wiem, czy to będę żarł, rozgryzłem tabletkę dojelitową i nie jestem pewien, czy nie mam reakcji alergicznej, na pewno smak jest ohydny i do tego piecze, ale póki co nie swędzi.
Biorę też od dziś miłorząb. On regularnie wiązał się u mnie z poprawą działania mózgu.
No i jeszcze ten myk, że wziąłem wczoraj metylowany kwas foliowy i pierwszy raz od daaawna miałem ataki lękowe. Przeszły do wieczora, spałem OK, ale jednak pojawiły się. No i tu też jest pytanie, co konkretnie je wywołuje, dlaczego metylacja tak to nasila. To byłby też klucz do odpowiedzi na pytanie, jaki u mnie jest mechanizm lękowy.
...czytam, że takie objawy po metylowanych witaminach mogą wynikać z mutacji COMT, poprzez która niektóre hormony rozkładają się o wiele wolniej. Dość popularna, 20% populacji to ma. Ale to chyba internetowy wymysł, w sensie, mutacja jak najbardziej istnieje, ale to raczej nie ona odpowiada za objawy.
To coś, czego boty na pewno nie będą wiedzieć. co najwyżej przefiltrują wyniki google i podadzą jako pewnik coś, co ktoś sobie na blogu napisał. Ale baaaaardzo ważne by było, gdyby dało się ogarnąć, czy takie objawy po metylowanych nie są przypadkiem czymś, co świadczy o niskim poziomie metylacji w organizmie.
Ludzie piszą, że to może być objaw "dostosowania" organizmu, że musi się przestawić po "głodzie metylacji", nagłe dostarczenie grup sprawia, że wariuje ze szczęścia i nadprodukuje, ale widzę, że to potrafi przez miesiąc trwać, albo nawet dłużej, więc ta hipoteza odpada.
Podobno B1 i B2 potrafią to wyciszyć, podobno niacyna, różnie ludzie piszą. Gdyby była pewność, co wycisza, dałoby się może prześledzić szlak metaboliczny, który za tym stoi.
Nie wiem, czy dzięki cholinie, czy pomimo niej, ale łeb przestał boleć. Czy cokolwiek innego daje, ciężko powiedzieć.
No i dalej zagadka objawu Terry'ego pozostaje nie rozwiązana. Najchętniej bym zbił estrogeny ekstraktem z brokuła, tylko to cholerstwo drogie. Jeszcze jest nadzieja, że kreatyna w końcu zadziała, bo powoli wysycam organizm, zwolniłem po tym bólu głowy. No i kasztanowiec + miłorząb.
To chyba jakaś prosta rzecz, typu coś zupełnie innego równocześnie wpływa na jedno i drugie, a nie, że jedno od drugiego zależy. Bardzo dobrym wskaźnikiem jest to, że miałem bardzo szybkie i mocne pogorszenie objawów i nagłe pojawienie się objawu Terry'ego, który tym objawom towarzyszył. To wskazuje na jakieś problemy typu nagłe zalanie organizmu hormonami, np tarczycy, a nie powiedzmy chroniczna niska produkcja kreatyny czy przewlekły niedobór choliny. Takie ciągłe niedobory nie dają nagłych objawów.
Noooo, chyba że na skutek tych niedoborów rozwinęła się chroniczna infekcja przewodu pokarmowego. Wtedy owszem, objawy mogą być nagłe i szybkie. Ale tu z kolei nie pasuje to, że objaw Terry'ego dalej się utrzymuje i nie znikł.
A właśnie, zaczynam dziś kasztanowca, chociaż to akurat chyba syntetyk, dlatego był taki tani.
Tzn... no nie wiem, czy to będę żarł, rozgryzłem tabletkę dojelitową i nie jestem pewien, czy nie mam reakcji alergicznej, na pewno smak jest ohydny i do tego piecze, ale póki co nie swędzi.
Biorę też od dziś miłorząb. On regularnie wiązał się u mnie z poprawą działania mózgu.
No i jeszcze ten myk, że wziąłem wczoraj metylowany kwas foliowy i pierwszy raz od daaawna miałem ataki lękowe. Przeszły do wieczora, spałem OK, ale jednak pojawiły się. No i tu też jest pytanie, co konkretnie je wywołuje, dlaczego metylacja tak to nasila. To byłby też klucz do odpowiedzi na pytanie, jaki u mnie jest mechanizm lękowy.
...czytam, że takie objawy po metylowanych witaminach mogą wynikać z mutacji COMT, poprzez która niektóre hormony rozkładają się o wiele wolniej. Dość popularna, 20% populacji to ma. Ale to chyba internetowy wymysł, w sensie, mutacja jak najbardziej istnieje, ale to raczej nie ona odpowiada za objawy.
To coś, czego boty na pewno nie będą wiedzieć. co najwyżej przefiltrują wyniki google i podadzą jako pewnik coś, co ktoś sobie na blogu napisał. Ale baaaaardzo ważne by było, gdyby dało się ogarnąć, czy takie objawy po metylowanych nie są przypadkiem czymś, co świadczy o niskim poziomie metylacji w organizmie.
Ludzie piszą, że to może być objaw "dostosowania" organizmu, że musi się przestawić po "głodzie metylacji", nagłe dostarczenie grup sprawia, że wariuje ze szczęścia i nadprodukuje, ale widzę, że to potrafi przez miesiąc trwać, albo nawet dłużej, więc ta hipoteza odpada.
Podobno B1 i B2 potrafią to wyciszyć, podobno niacyna, różnie ludzie piszą. Gdyby była pewność, co wycisza, dałoby się może prześledzić szlak metaboliczny, który za tym stoi.
Nie wiem, czy dzięki cholinie, czy pomimo niej, ale łeb przestał boleć. Czy cokolwiek innego daje, ciężko powiedzieć.
No i dalej zagadka objawu Terry'ego pozostaje nie rozwiązana. Najchętniej bym zbił estrogeny ekstraktem z brokuła, tylko to cholerstwo drogie. Jeszcze jest nadzieja, że kreatyna w końcu zadziała, bo powoli wysycam organizm, zwolniłem po tym bólu głowy. No i kasztanowiec + miłorząb.



