05-26-2026, 04:08 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-26-2026, 04:14 AM przez tomakin.)
Może glukozamina z chondroityną pomogą na to kolano, ale to chyba pod operację podchodzi. W sensie, nie boli przy wysiłku czy intensywnym ruchu, nawet biegać dałem radę, ale coś tam musi być naderwane. Zapewne pamiątka z treningów sportów walki, tam nie raz miałem poważne uszkodzenia, pewnie na granicy całkowitego zerwania różnych struktur. Takie chroniczne nadwyrężenia mogą skończyć się tym, że nadrywająca się przy ruchu struktura w końcu puści, a wtedy po zawodach, znajomy karetkę musiał wzywać, bo kroku nie dał rady zrobić. Idzie, idzie ulicą i bum, stoi.
Na razie chodzę, obserwuję, smaruję maścią przeciwzapalną. I próbuję w nocy znaleźć pozycję, w której da się spać. Nie jestem pewien, czy to nie jest częściowo kwestia starego materaca, jest już nieźle wygnieciony, ma wręcz dziurę, w którą wpadam, co siłą rzeczy wykrzywia kończyny.
Jak rosłem, nie było to zbyt proste (jeden z problemów, o których wspominałem), efektem były ciągłe bóle stawów skokowych, bardzo silne. Kolana też są mocno wykrzywione. Może to jakieś zwyrodnienie nabyte w dzieciństwie, odzywa się i będzie odzywać, na zmianę pogody. Liczę po cichu, ale ból bardziej wskazuje na jakieś drobne struktury, łąkotki czy coś.
Żałuję, że nie zbadałem kiedyś homocysteiny. To dobry wskaźnik walniętej metylacji. Teraz, jak wysyciłem organizm wszystkim, co od niej zależy, badanie byłoby mało wiarygodne, w sensie, jakby wyszło kosmicznie wysokie to jasne, ale jak w normie albo lekko podniesione? Mogło spaść w ostatnim miesiącu, wraz z poprawą objawów.
Z pęcherzykiem całkowity spokój, zero objawów od tamtych 2 dni. O ile to pęcherzyk, bo mogła być np zwykła kolka jelita grubego, ono przebiega między innymi w tamtym miejscu. Z żołądkiem też chyba dużo lepiej od czasu, gdy podjadam brokuły.
Wracam jeszcze myślami do 2010. Na 100% przed tym bardzo silnym okresem poprawy, w czerwcu, brałem wcześniej karnitynę i kreatynę równolegle. I nie było poprawy, a w każdym razie nie tak mocnej.
Kombinowałem, że może poszło o połączenie wyciszenia tarczycy i uzupełnienia kreatyny, jako że nadczynność może blokować przyswajanie przez komórki, jak w tym badaniu, co dałem parę postów wyżej. No ale były okresy, gdy wyciszałem i brałem kretkę.
Hmm... bardzo wysokie, niebezpieczne wręcz dawki przeciwutleniaczy. Duże dawki choliny. Może, ale tylko może kreatyna. W tle karnityna, nie wiem, na ile regularnie, ale była. Na pewno żeńszeń, może kwas borowy. B12. Brokuły, obniżające poziom estrogenów. Czosnek jakiś czas wcześniej, ale nie wiem, czy był obecny przez cały czas.
Po takiej mieszance nagle wydolność tlenowa poprawiła się w stopniu wykluczającym przypadek czy efekty treningu, zmienił się kolor skóry na dłoniach, a jakiś czas potem wróciły obłączki.
I potem drugi raz, w 2020.
No, przestało boleć, może zasnę.
/edit a, jeśli faktycznie cynkiem wypłukałem miedź, to może częściowo tłumaczyć problemy z kolanem. Ona jest niezbędna do regeneracji drobnych uszkodzeń.
A może to też być efekt kreatyny, która potrafi wywołać efekt wzrostu kości, do tego stopnia, że okostna zaczyna boleć z powodu nadmiernego rozciągnięcia.
(tak, pocieszam się i szukam przyczyn, które nie oznaczają jakiegoś trwałego uszkodzenia)
Na razie chodzę, obserwuję, smaruję maścią przeciwzapalną. I próbuję w nocy znaleźć pozycję, w której da się spać. Nie jestem pewien, czy to nie jest częściowo kwestia starego materaca, jest już nieźle wygnieciony, ma wręcz dziurę, w którą wpadam, co siłą rzeczy wykrzywia kończyny.
Jak rosłem, nie było to zbyt proste (jeden z problemów, o których wspominałem), efektem były ciągłe bóle stawów skokowych, bardzo silne. Kolana też są mocno wykrzywione. Może to jakieś zwyrodnienie nabyte w dzieciństwie, odzywa się i będzie odzywać, na zmianę pogody. Liczę po cichu, ale ból bardziej wskazuje na jakieś drobne struktury, łąkotki czy coś.
Żałuję, że nie zbadałem kiedyś homocysteiny. To dobry wskaźnik walniętej metylacji. Teraz, jak wysyciłem organizm wszystkim, co od niej zależy, badanie byłoby mało wiarygodne, w sensie, jakby wyszło kosmicznie wysokie to jasne, ale jak w normie albo lekko podniesione? Mogło spaść w ostatnim miesiącu, wraz z poprawą objawów.
Z pęcherzykiem całkowity spokój, zero objawów od tamtych 2 dni. O ile to pęcherzyk, bo mogła być np zwykła kolka jelita grubego, ono przebiega między innymi w tamtym miejscu. Z żołądkiem też chyba dużo lepiej od czasu, gdy podjadam brokuły.
Wracam jeszcze myślami do 2010. Na 100% przed tym bardzo silnym okresem poprawy, w czerwcu, brałem wcześniej karnitynę i kreatynę równolegle. I nie było poprawy, a w każdym razie nie tak mocnej.
Kombinowałem, że może poszło o połączenie wyciszenia tarczycy i uzupełnienia kreatyny, jako że nadczynność może blokować przyswajanie przez komórki, jak w tym badaniu, co dałem parę postów wyżej. No ale były okresy, gdy wyciszałem i brałem kretkę.
Hmm... bardzo wysokie, niebezpieczne wręcz dawki przeciwutleniaczy. Duże dawki choliny. Może, ale tylko może kreatyna. W tle karnityna, nie wiem, na ile regularnie, ale była. Na pewno żeńszeń, może kwas borowy. B12. Brokuły, obniżające poziom estrogenów. Czosnek jakiś czas wcześniej, ale nie wiem, czy był obecny przez cały czas.
Po takiej mieszance nagle wydolność tlenowa poprawiła się w stopniu wykluczającym przypadek czy efekty treningu, zmienił się kolor skóry na dłoniach, a jakiś czas potem wróciły obłączki.
I potem drugi raz, w 2020.
No, przestało boleć, może zasnę.
/edit a, jeśli faktycznie cynkiem wypłukałem miedź, to może częściowo tłumaczyć problemy z kolanem. Ona jest niezbędna do regeneracji drobnych uszkodzeń.
A może to też być efekt kreatyny, która potrafi wywołać efekt wzrostu kości, do tego stopnia, że okostna zaczyna boleć z powodu nadmiernego rozciągnięcia.
(tak, pocieszam się i szukam przyczyn, które nie oznaczają jakiegoś trwałego uszkodzenia)



