05-24-2026, 05:09 AM
A, jakbym potem w przyszłości rozkminiał, co pomogło na bezsenność, analizował - pomogła męczennica, niemal na pewno. Piłem to przed snem, po niej zawsze jest mega poprawa. Oczywiście dalej nie wiadomo, co zaszkodziło. Stawiam na beta blokery, efekt był naprawdę... mocny. Pierwszy raz w życiu miałem takie coś, zamykałem oczy i pokazywały się obrazy, ze szczegółami, nie tak, jak zazwyczaj jest przy marzeniach na jawie.
W sumie ciekawe, jak to jest z tym widzeniem, podobno u niektórych to tak nie działa, nie są sobie w stanie wyobrazić przedmiotów, są ludzie, którzy nie "słyszą" myśli. Może każdy, albo prawie każdy tak "widzi" jak ja w czasie tej bezsennej nocy? A ja pierwszy raz doświadczyłem czegoś, co jest normalne?
Kminię o tym, bo mam ten problem z zapamiętywaniem twarzy i rysowaniem, na tyle nasilony, że musi wynikać z jakiejś wrodzonej wady przetwarzania informacji. Kalectwo porównywalne do dysortografii, tyle że akurat z zapamiętywaniem pisowni nie mam żadnego problemu, tutaj mam wręcz bardzo duży talent, bez wysiłku miałem dużo lepsze efekty od innych. No ale twarzy nie zapamiętam, rysunku też z pamięci żadnego nie odtworzę, ba, ja nawet nie narysuję kwadratu, żeby ostatnia kreska połączyła się z początkiem pierwszej. Kiedyś chciałem uczyć się rysunku, by pobudzić te obszary w mózgu, liczyłem, że takie coś doprowadzi do rozwoju intelektualnego.
No i teraz wziąłem te suple podkręcające mózg, może podkręciły na tyle, że coś odpaliły, co normalnie jest wyłączone? To była kreatyna, ale też był piracetam. On jest znany z tego, że potrafi "podrzucić" sprawność umysłową na nowy poziom, który normalnie nie jest osiągalny, on nie tylko sprawia, że lepiej się myśli, potrafi sprawić, że myśli się INACZEJ. Co więcej...
i to jest BARDZO ważne, piracetam zwiększa plastyczność mózgu. Rzeczy, których nauczy się podczas jego brania, nie wiedza, tylko całkowicie nowe właściwości, częściowo przynajmniej zostają. Cholera no... jest opcja, że jednak nauczę się rysować. I zapamiętywać cechy wyglądu.
Jest jeszcze motyw z parkinsonizmem, z tym, że jestem w grupie silnego ryzyka. I ciągle podejrzewam, że część moich problemów może wynikać z tego, że mogę mieć już dużo tych komórek martwych. Objawy się mniej więcej zgadzają, bezsenność, sztywność mięśni, apatia. Drgawki pojawiają się, gdy martwych jest już ponad 90% komórek. Pytanie, czy piracetam może tutaj pomóc? Na pewno lit wspomaga ich regenerację, ponoć noopept, tylko nie wiem, w jakich dawkach. Podobnie pokrzywa indyjska. A co z mieszanką kwasu alfa liponowego i karnityny, która ma tak silne działanie ochronne na komórki nerwowe? Czy ich połączenie z piracetamem i litem nie będzie przypadkiem srebrną kulą? Jeszcze do tego witamina B2...
Co tam jeszcze... złocień zdaje sie nic nie robi, ani na plus, ani na minus.
Nie wiem, czy nie kupię kiedyś I3C w formie supli i nie sprawdzę jeszcze raz hipotezy estrogenów, z dużymi dawkami. Brokuły są, no, problematyczne. Codziennie to jeść, przygotowywać, kupować świeże, bo w lodówce długo nie wytrzyma, ani to specjalnie smaczne, ani wygodne. Trzeba wygospodarować w ciągu dnia pół godziny albo i więcej, iść po to do sklepu, przygotować do gotowania, ugotować, pilnować żeby się nie rozgotowało, zjeść, pomyć talerze. Z jednej strony niby nic, z drugiej, całe życie składa się z takich "niby nic", jakby komuś narzucić 10 takich "mało obciążających rzeczy" do robienia w ciągu dnia, nagle okazałoby się, że na nic innego nie ma już czasu. Kilkadziesiąt minut na przygotowanie brokuła, kilkadziesiąt na krótkie ćwiczenia fizyczne, kilkadziesiąt medytacji, kilkadziesiąt gry na pianinie, kilkadziesiąt nauki języka, kilkadziesiąt ćwiczenia rysowania, nagle okazuje się, że cały dzień minął a nic poważnego się nie zrobiło, bo cały czas znikł na "mało obciążające rzeczy".
Kiedyś pisałem o "ego depletion", ale jest też zwykłe zmęczenie. Ziomy z siłowni dziwią się, że ludzie mający jakieś zajęcia poza siłownią, nie ćwiczą. No jak to, przecież to tylko godzina co drugi dzień, to prawie NIC nie zabiera czasu, a jakie są efekty!
To nie czas poświęcony na ćwiczenia jest istotny, ale czas, który trzeba potem poświęcić na odpoczynek i regenerację. Godzina machania sztangą może wymagać potem 8 godzin relaksu.
Oczywiście może być w drugą stronę, ta godzina machania sztangą może pobudzić hormony, wkręcić organizm na wyższe obroty, sprawić, że zniknie depresja i w efekcie zrobi się więcej.
No, rozpisałem się, chciałem tylko wspomnieć, że ciężko mi idzie z tymi brokułami.
W sumie ciekawe, jak to jest z tym widzeniem, podobno u niektórych to tak nie działa, nie są sobie w stanie wyobrazić przedmiotów, są ludzie, którzy nie "słyszą" myśli. Może każdy, albo prawie każdy tak "widzi" jak ja w czasie tej bezsennej nocy? A ja pierwszy raz doświadczyłem czegoś, co jest normalne?
Kminię o tym, bo mam ten problem z zapamiętywaniem twarzy i rysowaniem, na tyle nasilony, że musi wynikać z jakiejś wrodzonej wady przetwarzania informacji. Kalectwo porównywalne do dysortografii, tyle że akurat z zapamiętywaniem pisowni nie mam żadnego problemu, tutaj mam wręcz bardzo duży talent, bez wysiłku miałem dużo lepsze efekty od innych. No ale twarzy nie zapamiętam, rysunku też z pamięci żadnego nie odtworzę, ba, ja nawet nie narysuję kwadratu, żeby ostatnia kreska połączyła się z początkiem pierwszej. Kiedyś chciałem uczyć się rysunku, by pobudzić te obszary w mózgu, liczyłem, że takie coś doprowadzi do rozwoju intelektualnego.
No i teraz wziąłem te suple podkręcające mózg, może podkręciły na tyle, że coś odpaliły, co normalnie jest wyłączone? To była kreatyna, ale też był piracetam. On jest znany z tego, że potrafi "podrzucić" sprawność umysłową na nowy poziom, który normalnie nie jest osiągalny, on nie tylko sprawia, że lepiej się myśli, potrafi sprawić, że myśli się INACZEJ. Co więcej...
i to jest BARDZO ważne, piracetam zwiększa plastyczność mózgu. Rzeczy, których nauczy się podczas jego brania, nie wiedza, tylko całkowicie nowe właściwości, częściowo przynajmniej zostają. Cholera no... jest opcja, że jednak nauczę się rysować. I zapamiętywać cechy wyglądu.
Jest jeszcze motyw z parkinsonizmem, z tym, że jestem w grupie silnego ryzyka. I ciągle podejrzewam, że część moich problemów może wynikać z tego, że mogę mieć już dużo tych komórek martwych. Objawy się mniej więcej zgadzają, bezsenność, sztywność mięśni, apatia. Drgawki pojawiają się, gdy martwych jest już ponad 90% komórek. Pytanie, czy piracetam może tutaj pomóc? Na pewno lit wspomaga ich regenerację, ponoć noopept, tylko nie wiem, w jakich dawkach. Podobnie pokrzywa indyjska. A co z mieszanką kwasu alfa liponowego i karnityny, która ma tak silne działanie ochronne na komórki nerwowe? Czy ich połączenie z piracetamem i litem nie będzie przypadkiem srebrną kulą? Jeszcze do tego witamina B2...
Co tam jeszcze... złocień zdaje sie nic nie robi, ani na plus, ani na minus.
Nie wiem, czy nie kupię kiedyś I3C w formie supli i nie sprawdzę jeszcze raz hipotezy estrogenów, z dużymi dawkami. Brokuły są, no, problematyczne. Codziennie to jeść, przygotowywać, kupować świeże, bo w lodówce długo nie wytrzyma, ani to specjalnie smaczne, ani wygodne. Trzeba wygospodarować w ciągu dnia pół godziny albo i więcej, iść po to do sklepu, przygotować do gotowania, ugotować, pilnować żeby się nie rozgotowało, zjeść, pomyć talerze. Z jednej strony niby nic, z drugiej, całe życie składa się z takich "niby nic", jakby komuś narzucić 10 takich "mało obciążających rzeczy" do robienia w ciągu dnia, nagle okazałoby się, że na nic innego nie ma już czasu. Kilkadziesiąt minut na przygotowanie brokuła, kilkadziesiąt na krótkie ćwiczenia fizyczne, kilkadziesiąt medytacji, kilkadziesiąt gry na pianinie, kilkadziesiąt nauki języka, kilkadziesiąt ćwiczenia rysowania, nagle okazuje się, że cały dzień minął a nic poważnego się nie zrobiło, bo cały czas znikł na "mało obciążające rzeczy".
Kiedyś pisałem o "ego depletion", ale jest też zwykłe zmęczenie. Ziomy z siłowni dziwią się, że ludzie mający jakieś zajęcia poza siłownią, nie ćwiczą. No jak to, przecież to tylko godzina co drugi dzień, to prawie NIC nie zabiera czasu, a jakie są efekty!
To nie czas poświęcony na ćwiczenia jest istotny, ale czas, który trzeba potem poświęcić na odpoczynek i regenerację. Godzina machania sztangą może wymagać potem 8 godzin relaksu.
Oczywiście może być w drugą stronę, ta godzina machania sztangą może pobudzić hormony, wkręcić organizm na wyższe obroty, sprawić, że zniknie depresja i w efekcie zrobi się więcej.
No, rozpisałem się, chciałem tylko wspomnieć, że ciężko mi idzie z tymi brokułami.



