05-17-2026, 12:45 AM
No i jeszcze to, że jedna z przyczyn objawu to zastoinowa niewydolność serca. Osoby z ciężką nawet zwykłą niewydolnością mają normalne obłączki, co całkowicie rozwala 90% hipotez, ale zastoinowa jest tu wyjątkiem. I tak myślę, czy to nie tak, że po prostu objaw Terry'ego wynika z jakiejś choroby, która daje niewydolność jako komplikację? I cały ten trop sercowy jest całkowicie błędny?
Niemniej o serduchu ostatnio myślę. Bardzo częstym powikłaniem nadczynnej tarczycy jest jego uszkodzenie. Jak próbowałem biegać, dawno dawno temu, miałem koszmarnie słabą wydolność tlenową. Biegałem jak emeryt. Na krótki dystans było OK, ale na długi...
No i co jest tutaj istotne, parę lat wcześniej miałem kondycję tlenową jak koń. Pamiętam minę zioma w szkole medycznej, jak przybiegłem na metę zaraz za nim na w-f. Każdemu potem opowiadał, że ledwo ze mną wygrał. Idzie o to, że kolo był jednym z najlepszych biegaczy długodystansowych w regionie i regularnie wygrywał poważne zawody. Fakt, że na mecie miałem niezły odlot, oddech uspokajał się, potem ledwo go łapałem, znowu się uspokajał, no prawie się zaorałem. Ale pobiegłem lepiej niż ktokolwiek oprócz niego, podczas gdy sprint miałem fatalny, jeden z gorszych w klasie.
Inna sytuacja, ziom zaczął ćwiczyć bieganie. Cały czas mi robił jakieś dziwne wrzutki, jaki to on jest sprawny, że ja też powinienem, pokazał mi swoją trasę. Że jak przebiegnę poniżej 11 minut to jestem wyczepisty, widocznie walczył o ten wynik. Przebiegłem w 8.
No i co prawda miałem serducho badane, ale no... nie jestem pewien, czy z nim wszystko OK. Miewałem okresy bardzo silnego bólu mostka, uznałem, że to wynik złej pozycji siedzenia przy grze na gitarze, gdzie ten mostek dosłownie miażdżyłem żebrami, ale nie można wykluczyć serca. Napady palpitacji też nie wróżą dobrze.
No i ostatnio olewam dietę, olewam sport, może się powoli zacząć robić miażdżyca. Albo i nie powoli. Jeśli ta nie gojąca się ranka wynika z cukru, to mogę mieć już całkiem solidną blaszkę.
No nic, przynajmniej uszkodzeniom tarczycowym wiem, jak zapobiegać, może nie odwracać, ale zapobiegać. Koenzym Q10, który nawet sobie wyjąłem z szafy i postawiłem obok klawiatury, a i tak zapominam brać.
Wziąłem potrójny, co prawda w proszku, ale popiłem olejem z czarnuszki, mam nadzieję, że ten olej nie utrudni rozpuszczania się osłonek. Hmm, a może da się to pod językiem rozpuszczać... ale czy to nie wchłonie się całe w skórę? Tak koenzymem leczą zapalenia dziąseł.
Niemniej o serduchu ostatnio myślę. Bardzo częstym powikłaniem nadczynnej tarczycy jest jego uszkodzenie. Jak próbowałem biegać, dawno dawno temu, miałem koszmarnie słabą wydolność tlenową. Biegałem jak emeryt. Na krótki dystans było OK, ale na długi...
No i co jest tutaj istotne, parę lat wcześniej miałem kondycję tlenową jak koń. Pamiętam minę zioma w szkole medycznej, jak przybiegłem na metę zaraz za nim na w-f. Każdemu potem opowiadał, że ledwo ze mną wygrał. Idzie o to, że kolo był jednym z najlepszych biegaczy długodystansowych w regionie i regularnie wygrywał poważne zawody. Fakt, że na mecie miałem niezły odlot, oddech uspokajał się, potem ledwo go łapałem, znowu się uspokajał, no prawie się zaorałem. Ale pobiegłem lepiej niż ktokolwiek oprócz niego, podczas gdy sprint miałem fatalny, jeden z gorszych w klasie.
Inna sytuacja, ziom zaczął ćwiczyć bieganie. Cały czas mi robił jakieś dziwne wrzutki, jaki to on jest sprawny, że ja też powinienem, pokazał mi swoją trasę. Że jak przebiegnę poniżej 11 minut to jestem wyczepisty, widocznie walczył o ten wynik. Przebiegłem w 8.
No i co prawda miałem serducho badane, ale no... nie jestem pewien, czy z nim wszystko OK. Miewałem okresy bardzo silnego bólu mostka, uznałem, że to wynik złej pozycji siedzenia przy grze na gitarze, gdzie ten mostek dosłownie miażdżyłem żebrami, ale nie można wykluczyć serca. Napady palpitacji też nie wróżą dobrze.
No i ostatnio olewam dietę, olewam sport, może się powoli zacząć robić miażdżyca. Albo i nie powoli. Jeśli ta nie gojąca się ranka wynika z cukru, to mogę mieć już całkiem solidną blaszkę.
No nic, przynajmniej uszkodzeniom tarczycowym wiem, jak zapobiegać, może nie odwracać, ale zapobiegać. Koenzym Q10, który nawet sobie wyjąłem z szafy i postawiłem obok klawiatury, a i tak zapominam brać.
Wziąłem potrójny, co prawda w proszku, ale popiłem olejem z czarnuszki, mam nadzieję, że ten olej nie utrudni rozpuszczania się osłonek. Hmm, a może da się to pod językiem rozpuszczać... ale czy to nie wchłonie się całe w skórę? Tak koenzymem leczą zapalenia dziąseł.



