04-28-2026, 04:02 AM
Zacznę znowu pić karbieniec, 2 razy dziennie. Obecne zmiany na plus są na tyle duże, że jeśli to tarczyca, to musiałem ją jakoś porządnie wyciszyć.
Kurcze no... jakie są opcje, co mogło wywołać objaw Terry'ego?
- tarczyca, najbardziej prawdopodobne, bo najczęściej wymieniane w literaturze, gdy wykluczy się inne przyczyny, do tego miałem czasem wyniki badań na krawędzi normy. USG nic nie pokazało, ale było robione na szybko, suple... no na dwoje babka wróżyła, niby karnityna coś pomaga, ale nie zauważyłem zmiany w wyglądzie objawu.
- nerki, wątroba zdrowe, serce badane parę razy przez niby niezłego fachowca. I na tym kończą się wymieniane w literaturze przyczyny problemu
- chroniczna infekcja jelit, coś, co wydaje się niewiarygodne, bo nic nie trwa tyle czasu, no ale zaczęło się od problemów jelitowych, a w marskości objaw wynika z przerostu niektórych bakterii
- zmiany w układzie krążenia, w marskości przerost bakterii sprawia, że krew nie odpływa jak trzeba i robi się zastój żylny, taki zastój może zrobić się z powodu jakiegoś zwyrodnienia, też mało prawdopodobne, bo żadnych objawów niewydolności żylnej nie mam
- zmiany, ale na poziomie drobnych naczynek, na zasadzie po prostu blizny, przeczy temu trochę to, że objaw potrafi zniknąć po np kąpieli, ale tylko trochę, bo bo takie drobne zmiany mogą po prostu ma chwilę znikać, gdy lekko zmieni się chemia organizmu
- nadmierna produkcja jakiegoś hormonu w organizmie, np niezłośliwy (bo złośliwy dawno by mnie zabił) guz, który zalewa organizm serotoniną, adrenaliną albo czymś innym
- no i wreszcie jedna z miliona mutacji genetycznych, które potrafią objawiać się w późnym wieku, czemu przeczy to, że wszystko zaczęło się dość nagle.
Hmm... nie mogę wykluczyć, że poprawa, którą cały czas ostatnio odczuwam, to efekt pilnowania karnityny. Biorę prawie codziennie, bardzo rzadko zapominam. Razem z nią biorę E, która też w badaniach działała, a także uzupełniam to, co przy nadczynności spada.
ALE mam bardzo dobre wyniki (a raczej złe) tego, co powinno lecieć przy nadczynności, powinienem mieć obniżony cholesterol, a mam podniesiony. No i poziom samych hormonów jest OK.
No nic, na razie sprawdzę na spokojnie karbieniec. No i cały czas biorę żeńszeń, który działał przy tym jak magia
https://www.sciencedirect.com/science/ar...2024000519
A na przyszłość rezerwuję test tyrozyna + BCAA na pusty żołądek, 3 razy dziennie, przez 3 dni, plus unikanie pokarmów wysokobiałkowych. To powinno zbić serotoninę na tyle mocno, że jeśli to ona odpowiada za objaw, będzie to widoczne.
https://www.reddit.com/r/Nootropics/comm...n_besides/
tu ktoś wypisał rzeczy obniżające jej poziom. Z reguły całkowicie błędnie, no ale zostawię na wszelki wypadek.
Kurcze no... jakie są opcje, co mogło wywołać objaw Terry'ego?
- tarczyca, najbardziej prawdopodobne, bo najczęściej wymieniane w literaturze, gdy wykluczy się inne przyczyny, do tego miałem czasem wyniki badań na krawędzi normy. USG nic nie pokazało, ale było robione na szybko, suple... no na dwoje babka wróżyła, niby karnityna coś pomaga, ale nie zauważyłem zmiany w wyglądzie objawu.
- nerki, wątroba zdrowe, serce badane parę razy przez niby niezłego fachowca. I na tym kończą się wymieniane w literaturze przyczyny problemu
- chroniczna infekcja jelit, coś, co wydaje się niewiarygodne, bo nic nie trwa tyle czasu, no ale zaczęło się od problemów jelitowych, a w marskości objaw wynika z przerostu niektórych bakterii
- zmiany w układzie krążenia, w marskości przerost bakterii sprawia, że krew nie odpływa jak trzeba i robi się zastój żylny, taki zastój może zrobić się z powodu jakiegoś zwyrodnienia, też mało prawdopodobne, bo żadnych objawów niewydolności żylnej nie mam
- zmiany, ale na poziomie drobnych naczynek, na zasadzie po prostu blizny, przeczy temu trochę to, że objaw potrafi zniknąć po np kąpieli, ale tylko trochę, bo bo takie drobne zmiany mogą po prostu ma chwilę znikać, gdy lekko zmieni się chemia organizmu
- nadmierna produkcja jakiegoś hormonu w organizmie, np niezłośliwy (bo złośliwy dawno by mnie zabił) guz, który zalewa organizm serotoniną, adrenaliną albo czymś innym
- no i wreszcie jedna z miliona mutacji genetycznych, które potrafią objawiać się w późnym wieku, czemu przeczy to, że wszystko zaczęło się dość nagle.
Hmm... nie mogę wykluczyć, że poprawa, którą cały czas ostatnio odczuwam, to efekt pilnowania karnityny. Biorę prawie codziennie, bardzo rzadko zapominam. Razem z nią biorę E, która też w badaniach działała, a także uzupełniam to, co przy nadczynności spada.
ALE mam bardzo dobre wyniki (a raczej złe) tego, co powinno lecieć przy nadczynności, powinienem mieć obniżony cholesterol, a mam podniesiony. No i poziom samych hormonów jest OK.
No nic, na razie sprawdzę na spokojnie karbieniec. No i cały czas biorę żeńszeń, który działał przy tym jak magia
https://www.sciencedirect.com/science/ar...2024000519
A na przyszłość rezerwuję test tyrozyna + BCAA na pusty żołądek, 3 razy dziennie, przez 3 dni, plus unikanie pokarmów wysokobiałkowych. To powinno zbić serotoninę na tyle mocno, że jeśli to ona odpowiada za objaw, będzie to widoczne.
https://www.reddit.com/r/Nootropics/comm...n_besides/
tu ktoś wypisał rzeczy obniżające jej poziom. Z reguły całkowicie błędnie, no ale zostawię na wszelki wypadek.



