06-05-2021, 04:24 PM
Kurcze, naprawdę mocno mi się źrenice zmniejszyły. Miałem zawsze wywalone w kosmos, co zapewne było objawem zaburzenia równowagi hormonalnej, albo pobudzenia układu bodajże współczulnego. Czyli po prostu było nerwicowe. Dopóki nie pojawił się ten czynnik stresogenny ostatnio, który mnie totalnie wybił z równowagi nie podejrzewałem, że ta nerwica aż tak mocno we mnie siedzi, bo przecież tego się na co dzień nie czuje. A teraz, mając pełne prawo dalej być zestresowanym, źrenice są w zasadzie jak u zdrowego człowieka.
Magnez? Medytacja? 10 minut dziennie niezbyt sprawnie robionej medytacji miałoby aż taki wpływ? Jakiś inny supel? Może ten poziewnik, który czasem piję?
Nie bardzo chce mi się wierzyć w siłę medytacji, codziennie kilka godzin (!) jestem w lesie, często się na różne sposoby relaksuję, codziennie rozciągam, co też rozluźnia. Dodatkowe 10 minut siedzenia nieruchomo, co pewnie nawet nie ma wiele wspólnego z prawdziwą medytacją, nie powinno na mnie aż tak wpłynąć.
No i włosy, ciągle nic nie wypada, skóra ciągle zdrowa. Zmiana jest bardzo duża i się utrzymuje.
Magnez? Olej z wiesiołka? Może laktoferyna?
a, obłączki bez zmian. Podejrzewam, że to, co wpłynęło na źrenice i włosy, może też wpłynąć na paznokcie, ale z opóźnieniem. Wiadomo, one rosną wolniej, efekty pojawią się po tygodniach, albo nawet miesiącach.
Magnez? Medytacja? 10 minut dziennie niezbyt sprawnie robionej medytacji miałoby aż taki wpływ? Jakiś inny supel? Może ten poziewnik, który czasem piję?
Nie bardzo chce mi się wierzyć w siłę medytacji, codziennie kilka godzin (!) jestem w lesie, często się na różne sposoby relaksuję, codziennie rozciągam, co też rozluźnia. Dodatkowe 10 minut siedzenia nieruchomo, co pewnie nawet nie ma wiele wspólnego z prawdziwą medytacją, nie powinno na mnie aż tak wpłynąć.
No i włosy, ciągle nic nie wypada, skóra ciągle zdrowa. Zmiana jest bardzo duża i się utrzymuje.
Magnez? Olej z wiesiołka? Może laktoferyna?
a, obłączki bez zmian. Podejrzewam, że to, co wpłynęło na źrenice i włosy, może też wpłynąć na paznokcie, ale z opóźnieniem. Wiadomo, one rosną wolniej, efekty pojawią się po tygodniach, albo nawet miesiącach.



