01-06-2026, 10:42 PM
Tak jak pisałem o sobie, to niekoniecznie poziom samego potasu, co bardziej możliwość jego wykorzystania przez komórkę. No ale to już bardziej złożone rzeczy i raczej proste badania poziomu we krwi tu nic nie pokażą.
Suwmiarka by się przydała jakaś czy coś. Obłączek na prawej ręce zrobił się wielki taki na wskazującym palcu, na serdecznym jest nawet dobrze widoczny. Ale prawą ciągle coś robię na mrozie, a to sprawia, że skórki się cofają, w ogóle ich nie ma na palcu wskazującym, przez co po prostu więcej jest tam odsłonięte. Jakbym miał jakąś metodę pomiaru, od nie wiem, jakiejś bruzdy na palcu, starej blizny czy czegoś... teraz nie wiem, czy rośnie obłączek, czy cofa się przykrywająca go skóra.
Na lewej nic nie ma, w strukturze prążków też nic się nie zmienia szczególnie.
No i teraz nie wiem, co dalej robić z eksperymentem, co zmieniać. Z łojotokowym zapaleniem skóry jestem w kropce, bo okresy poprawy i pogorszenia następują po sobie błyskawicznie. Ciężko wyczuć, co pomagało, o ile cokolwiek pomagało. Na pewno miałem parę dni temu bardzo mocny rzut, więc nawet jak coś 10 dni temu (czy kiedy tam zauważyłem poprawę) pomogło, to nie był efekt trwały.
Obłączki... niby jakiś czas temu rosły, ale też nie byłem pewien, czy to na pewno obłączek, czy może efekt optyczny po cofnięciu skórek.
Jeszcze chwilę z B12 pociągnę, tak na wszelki wypadek, ale to raczej nie to, jeśli miałaby pomóc, to efekt byłby już od jakiegoś czasu widoczny, o ile nie zrobiłem czegoś, co blokuje jej działanie. W badaniach klinicznych nad niedoborem tej konkretnej formy B12 poprawa była błyskawiczna, z dnia na dzień pacjenci odzyskiwali przytomność i zaczynali rozmawiać. Fakt, że dostawali dużo (tysiące razy) większe dawki, ale jeśli mi pomogła w 2010 i w 2020, to pomogły dawki niewielkie, mniejsze nawet niż biorę teraz.
Tryptofan... no nie wiem. Nie widzę takiego super efektu, jaki miałem kiedyś, że zaczynałem się uśmiechać bez powodu, nagle miałem chęć do pracy, sprzątania, ogarniania rzeczy, które powinno się ogarniać, ale jakoś nigdy na to nie mam siły. Niemniej jakaś poprawa chyba jest.
Codziennie staram się pić sok z grafefruitów / jeść owoce, raz, że są te wpisy ludzi, którym po cytrusach rosły obłączki, dwa, to podobno bardzo mocno pomaga na nadnercza. Piję też napar z lukrecji, więc mam pełen zestaw.
Kreatyna, no tak. O tym ciągle zapominam.
No i sobie glukozaminy zaraz zjem.
Suwmiarka by się przydała jakaś czy coś. Obłączek na prawej ręce zrobił się wielki taki na wskazującym palcu, na serdecznym jest nawet dobrze widoczny. Ale prawą ciągle coś robię na mrozie, a to sprawia, że skórki się cofają, w ogóle ich nie ma na palcu wskazującym, przez co po prostu więcej jest tam odsłonięte. Jakbym miał jakąś metodę pomiaru, od nie wiem, jakiejś bruzdy na palcu, starej blizny czy czegoś... teraz nie wiem, czy rośnie obłączek, czy cofa się przykrywająca go skóra.
Na lewej nic nie ma, w strukturze prążków też nic się nie zmienia szczególnie.
No i teraz nie wiem, co dalej robić z eksperymentem, co zmieniać. Z łojotokowym zapaleniem skóry jestem w kropce, bo okresy poprawy i pogorszenia następują po sobie błyskawicznie. Ciężko wyczuć, co pomagało, o ile cokolwiek pomagało. Na pewno miałem parę dni temu bardzo mocny rzut, więc nawet jak coś 10 dni temu (czy kiedy tam zauważyłem poprawę) pomogło, to nie był efekt trwały.
Obłączki... niby jakiś czas temu rosły, ale też nie byłem pewien, czy to na pewno obłączek, czy może efekt optyczny po cofnięciu skórek.
Jeszcze chwilę z B12 pociągnę, tak na wszelki wypadek, ale to raczej nie to, jeśli miałaby pomóc, to efekt byłby już od jakiegoś czasu widoczny, o ile nie zrobiłem czegoś, co blokuje jej działanie. W badaniach klinicznych nad niedoborem tej konkretnej formy B12 poprawa była błyskawiczna, z dnia na dzień pacjenci odzyskiwali przytomność i zaczynali rozmawiać. Fakt, że dostawali dużo (tysiące razy) większe dawki, ale jeśli mi pomogła w 2010 i w 2020, to pomogły dawki niewielkie, mniejsze nawet niż biorę teraz.
Tryptofan... no nie wiem. Nie widzę takiego super efektu, jaki miałem kiedyś, że zaczynałem się uśmiechać bez powodu, nagle miałem chęć do pracy, sprzątania, ogarniania rzeczy, które powinno się ogarniać, ale jakoś nigdy na to nie mam siły. Niemniej jakaś poprawa chyba jest.
Codziennie staram się pić sok z grafefruitów / jeść owoce, raz, że są te wpisy ludzi, którym po cytrusach rosły obłączki, dwa, to podobno bardzo mocno pomaga na nadnercza. Piję też napar z lukrecji, więc mam pełen zestaw.
Kreatyna, no tak. O tym ciągle zapominam.
No i sobie glukozaminy zaraz zjem.



