05-28-2021, 11:08 PM
No to lecimy 2 tygodnie laktoferyny, 100 mg dziennie. Drogie to cholerstwo jest, chociaż cena też jest zawsze rzeczą względną. Prawidłowo prowadzona terapia, czyli 200 mg dziennie to koszt 3 zł za każdy dzień. To dużo czy mało? Człowiek w knajpie potrafi 100 zł zostawić. A jakby porównać do terapii ascoferem? Za 7 zł mam żelazo na miesiąc, ale ona podniesie ferrytynę o wiele słabiej, niosąc więcej skutków ubocznych. Może się okazać, że laktoferyna wyjdzie podobnie cenowo, przeliczając na uzyskany efekt.
Ciekawostka z siłowni. Bardzo mocno trenowałem przedramiona "ściskaczem", ale praktycznie nigdy nie miałem po nim zakwasów. Podobnie przy unoszeniu hantla samym nadgarstkiem, trzymając rękę na kolanie. W ćwiczeniu, gdzie nawija się na patyk sznurek z podwieszonym ciężarkiem (wrist roller na youtube, tylko ja robię trzymając w wyciągniętych rękach przed sobą) spokojnie sobie machałem 5 kg, podczas gdy znajomi jak przychodzili to przy 2 kg mieli spory problem. Niby przedramiona silne.
A jak się podwiesiłem na tej tablicy wspinaczkowej, gdzie podciągnąłem się wszystkiego może 15 razy w kilku seriach, to zakwasy mam do teraz i to takie, że zastanawiam się, czy czegoś nie naderwałem. Pomimo tego, że ileś lat temu dość długo trenowałem wspinaczkę i miałem naprawdę niezły chwyt!
Myślę, że znalazłem przyczynę problemu ze ścięgnami. Nadmierne rozwinięcie tych mięśni, których używa się przy ściskaczu, słabsze tych, które są przy wspinaczce. Odwrotnie niż podejrzewałem. Ciekawe czemu... źle prowadzone treningi na siłowni? Lata stukania w klawiaturę? Raczej to drugie.
Bardzo bym chciał podobną zależność znaleźć dla kolan i dla kręgosłupa. Niby przy kręgosłupie podaje się za przyczynę słaby multifidus, ale u mnie jest raczej mocny, z tego co sprawdzałem. To o tyle ważne, że robiąc złe ćwiczenia, można sobie zaszkodzić, zamiast pomóc. Co prawda regularne ćwiczenia przeciw przodopochyleniu miednicy częściowo rozwiązały problem, ale przypuszczam, że tam dalej jest coś nie tak, coś można poprawić. To już ten wiek, że albo poprawi się teraz, albo za ileś lat będzie się tego mocno żałować.
Obłączki póki co bez zmian.
Ciekawostka z siłowni. Bardzo mocno trenowałem przedramiona "ściskaczem", ale praktycznie nigdy nie miałem po nim zakwasów. Podobnie przy unoszeniu hantla samym nadgarstkiem, trzymając rękę na kolanie. W ćwiczeniu, gdzie nawija się na patyk sznurek z podwieszonym ciężarkiem (wrist roller na youtube, tylko ja robię trzymając w wyciągniętych rękach przed sobą) spokojnie sobie machałem 5 kg, podczas gdy znajomi jak przychodzili to przy 2 kg mieli spory problem. Niby przedramiona silne.
A jak się podwiesiłem na tej tablicy wspinaczkowej, gdzie podciągnąłem się wszystkiego może 15 razy w kilku seriach, to zakwasy mam do teraz i to takie, że zastanawiam się, czy czegoś nie naderwałem. Pomimo tego, że ileś lat temu dość długo trenowałem wspinaczkę i miałem naprawdę niezły chwyt!
Myślę, że znalazłem przyczynę problemu ze ścięgnami. Nadmierne rozwinięcie tych mięśni, których używa się przy ściskaczu, słabsze tych, które są przy wspinaczce. Odwrotnie niż podejrzewałem. Ciekawe czemu... źle prowadzone treningi na siłowni? Lata stukania w klawiaturę? Raczej to drugie.
Bardzo bym chciał podobną zależność znaleźć dla kolan i dla kręgosłupa. Niby przy kręgosłupie podaje się za przyczynę słaby multifidus, ale u mnie jest raczej mocny, z tego co sprawdzałem. To o tyle ważne, że robiąc złe ćwiczenia, można sobie zaszkodzić, zamiast pomóc. Co prawda regularne ćwiczenia przeciw przodopochyleniu miednicy częściowo rozwiązały problem, ale przypuszczam, że tam dalej jest coś nie tak, coś można poprawić. To już ten wiek, że albo poprawi się teraz, albo za ileś lat będzie się tego mocno żałować.
Obłączki póki co bez zmian.



