09-24-2025, 08:36 PM
Po cysteinie CHYBA jest błyskawiczna poprawa rzeczy związanych z odpornością - miałem ciągle jakieś katary, problemy z dziąsłami i inne tego typu, znikło od razu. Ale to pojawia się i znika ciągle, bez powodu.
Kiedyś pisałem, że znikł mi objaw Terry'ego po czymś i najbardziej podejrzana była właśnie cysteina. Za cholerę nie zgadnę, czy w 2020 była obecna. W 2010 na pewno nie w postaci NAC, ale brałem wtedy dużo odżywki białkowej, która ją zawiera w zwykłej formie.
Glutation to jeden z moich głównych podejrzanych, jeśli idzie o obłączki, bo spada w każdej chorobie, gdzie one znikają. No i tak myślę, czy jego podniesienie nie jest tutaj najważniejsze.
Moja obecna hipoteza brzmi: obłączki znikają, gdy obniża się ogólna zdolność organizmu do podziału komórek. Ale ta zdolność jest tak duża, jak duży jest najbardziej ograniczający czynnik. Gdy brakuje jednej tylko rzeczy, ale absolutnie niezbędnej, wszystkie pozostałe nie mają żadnego znaczenia.
Glutation wspomaga tyle procesów, że ciężko je nawet próbować wymienić. Wyłapuje wolne rodniki, bardzo mocno podnosi odporność, przede wszystkim działa w mózgu jako przeciwutleniacz, na tyle silnie, że jest stosowany jako lek w psychiatrii. On nawet chroni witaminę B12. Jeśli jego brakuje, zwykła chroniczna infekcja może całkowicie zaangażować wszystkie zasoby organizmu, blokując regenerację w innych regionach. Bez glutationu mogą nie zadziałać przeciwutleniacze, które biorę, by chronić kwas arachidonowy przed utlenieniem.
Z innej beczki, zacząłem znowu jeździć autobusami. No niestety, dalej przed wejściem pojawiają się lękowe myśli, wyobrażenia że co jak zemdleję i takie tam. Z pozytywów, bardzo szybko znikają.
Nie no, fakt faktem, mam często okresy osłabienia jak przed omdleniem, te o których pisałem. Nigdy nie były jednak na tyle silne, żeby faktycznie groziły odpłynięciem.
No i całkiem inaczej chodzę, bardziej sprężysty krok, większa kontrola ruchu, wypięta klata. Częściowo na pewno efekt siłowni, ale częściowo chyba piracetamu.
Kiedyś pisałem, że znikł mi objaw Terry'ego po czymś i najbardziej podejrzana była właśnie cysteina. Za cholerę nie zgadnę, czy w 2020 była obecna. W 2010 na pewno nie w postaci NAC, ale brałem wtedy dużo odżywki białkowej, która ją zawiera w zwykłej formie.
Glutation to jeden z moich głównych podejrzanych, jeśli idzie o obłączki, bo spada w każdej chorobie, gdzie one znikają. No i tak myślę, czy jego podniesienie nie jest tutaj najważniejsze.
Moja obecna hipoteza brzmi: obłączki znikają, gdy obniża się ogólna zdolność organizmu do podziału komórek. Ale ta zdolność jest tak duża, jak duży jest najbardziej ograniczający czynnik. Gdy brakuje jednej tylko rzeczy, ale absolutnie niezbędnej, wszystkie pozostałe nie mają żadnego znaczenia.
Glutation wspomaga tyle procesów, że ciężko je nawet próbować wymienić. Wyłapuje wolne rodniki, bardzo mocno podnosi odporność, przede wszystkim działa w mózgu jako przeciwutleniacz, na tyle silnie, że jest stosowany jako lek w psychiatrii. On nawet chroni witaminę B12. Jeśli jego brakuje, zwykła chroniczna infekcja może całkowicie zaangażować wszystkie zasoby organizmu, blokując regenerację w innych regionach. Bez glutationu mogą nie zadziałać przeciwutleniacze, które biorę, by chronić kwas arachidonowy przed utlenieniem.
Z innej beczki, zacząłem znowu jeździć autobusami. No niestety, dalej przed wejściem pojawiają się lękowe myśli, wyobrażenia że co jak zemdleję i takie tam. Z pozytywów, bardzo szybko znikają.
Nie no, fakt faktem, mam często okresy osłabienia jak przed omdleniem, te o których pisałem. Nigdy nie były jednak na tyle silne, żeby faktycznie groziły odpłynięciem.
No i całkiem inaczej chodzę, bardziej sprężysty krok, większa kontrola ruchu, wypięta klata. Częściowo na pewno efekt siłowni, ale częściowo chyba piracetamu.




