08-03-2025, 04:06 PM
Jestem za połową całej serii discworld, tak mi się przypomniało, jak to się zaczęło. Czasy po komunie, pracy nie ma, perspektyw nie ma. Ktoś rzucił, że potrzeba ludzi do obsługi komputerów, trzeba w tepsie robić spis sprzętu. Niewiele myśląc, wsiadłem w pociąg, pojechałem do warszawy, wziąłem służbowego laptopa, wsiadłem w drugi pociąg, pojechałem do krakowa i już na miejscu zacząłem zastanawiać się, gdzie ja w ogóle będę spał. Najpierw u jednych ziomów, potem u drugich, na koniec jakiś hotel wynajmowałem. Na laptopa zgrałem sobie ebooki pratcheta, chyba 7 części i już zawsze pratchett będzie mi się kojarzył z tym wyjazdem. Jeszcze po drodze zaliczyłem spotkania ze wszystkimi znajomymi z netu z tamtych okolic, a potem odwiedziłem napaloną na mnie koleżankę.
I tak patrzę na siebie z tamtego okresu, za cholerę nie ogarniam, co się stało, że teraz mam problem z przejechaniem kilku kilometrów autobusem. Tamten wyjazd to było coś, na co niejeden nie miałby odwagi, bez zaplecza, bez niczego jechać na drugi koniec kraju. Zero jakiegokolwiek lęku.
No nic, idę odsłuchać kolejną część. Zaginiony kontynent.
I tak patrzę na siebie z tamtego okresu, za cholerę nie ogarniam, co się stało, że teraz mam problem z przejechaniem kilku kilometrów autobusem. Tamten wyjazd to było coś, na co niejeden nie miałby odwagi, bez zaplecza, bez niczego jechać na drugi koniec kraju. Zero jakiegokolwiek lęku.
No nic, idę odsłuchać kolejną część. Zaginiony kontynent.



