07-31-2025, 09:16 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-31-2025, 09:18 AM przez Temper.)
Hmm czyli w sumie skoro ja się boję kontaktów z ludźmi w zasadzie w większości sytuacji, czyli klasyczna fobia społeczna, to terapeuta też by mi kazał po prostu wychodzić do ludzi, dzwonić, gadać, załatwiać. To w sumie pewnie nie byłoby mi potrzebne, bo jestem w stanie się zmuszać. Problemem są przede wszystkim objawy somatyczne, nad którymi ciężko utrzymać kontrolę. Lęk się wzmaga, gdy wiem, że te objawy mogą być widoczne. Błędne koło. Tutaj pomagają mi leki. Pregabalina, propranolol, doraźnie clonazepam. Tylko cena wizyty u psychuszki bywa większa, niż zakup tych leków na czarnym rynku. A na NFZ w Poznaniu to trzeba czekać i czekać.
No i mamy akurat przeciwne lęki. Ty się boisz jechać autobusem w obce miejsce, a samochodem jeździsz bez problemu. Ja mogę jechać autobusem czy pociągiem gdziekolwiek i jest pełen luz, bo to nie ja kieruję. Kiedy wsiadam za kierownicę, zaczynam się bać, bo to ja odpowiadam za bezpieczeństwo swoje i innych. Strach przed tym, że czegoś nie ogarnę na skrzyżowaniu, że się skompromituję, że ktoś mnie strąbi. Ten lęk jest już o wiele mniejszy, bo pewnej wprawy nabrałem jeżdżąc swego czasu kupionym za grosze Polonezem (już na żyletki poszedł).
Pewnie terapeuta powiedziałby mi to samo. Kupić samochód albo wypożyczyć na miesiąc i codziennie jeździć bez celu godzinę, dwie. Zresztą to samo mówi mi bot. Kolejny level to zatrudnienie się w Uberze czy Bolcie i wożenie innych ludzi. W końcu prawko zdałem lata temu za pierwszym razem, a stres przestałem odczuwać gdzieś tak na siódmych jazdach, gdy nagle poczułem, że zaczynam kumać o co chodzi w tej jeździe.
Zresztą zrobiłem kurs na koparko-ładowarki i pracuję jako kopacz. Stres over 9000 ale jakoś daje radę. Oprócz tego cisnę zdalnie dla jednej firmy IT. Myślę, czy nie wyjechać zagranicę robić na koparkach, może na B2B.
Albo zrobić prawko na ciężarówki, żyć dwa lata budzie i srać do żwira, ale ostatecznie pokonać moje lęki choćby w tym zakresie i przy okazji uzbierać hajs na wkład i wreszcie mieć szansę wziąć kredyt na mieszkanie.
Dobra, tyle o mnie w twoim wątku. Może napiszę coś więcej odkurzając mój wątek.
Spróbuję też ci pomóc reklamować stronki. Nie obiecuję, bo różnie teraz z czasem bywa i mało siedzę w necie (dzięki Bogu). I nic nie chce w zamian jakby co. To byłaby wdzięczność za twoją robotę.
No i mamy akurat przeciwne lęki. Ty się boisz jechać autobusem w obce miejsce, a samochodem jeździsz bez problemu. Ja mogę jechać autobusem czy pociągiem gdziekolwiek i jest pełen luz, bo to nie ja kieruję. Kiedy wsiadam za kierownicę, zaczynam się bać, bo to ja odpowiadam za bezpieczeństwo swoje i innych. Strach przed tym, że czegoś nie ogarnę na skrzyżowaniu, że się skompromituję, że ktoś mnie strąbi. Ten lęk jest już o wiele mniejszy, bo pewnej wprawy nabrałem jeżdżąc swego czasu kupionym za grosze Polonezem (już na żyletki poszedł).
Pewnie terapeuta powiedziałby mi to samo. Kupić samochód albo wypożyczyć na miesiąc i codziennie jeździć bez celu godzinę, dwie. Zresztą to samo mówi mi bot. Kolejny level to zatrudnienie się w Uberze czy Bolcie i wożenie innych ludzi. W końcu prawko zdałem lata temu za pierwszym razem, a stres przestałem odczuwać gdzieś tak na siódmych jazdach, gdy nagle poczułem, że zaczynam kumać o co chodzi w tej jeździe.
Zresztą zrobiłem kurs na koparko-ładowarki i pracuję jako kopacz. Stres over 9000 ale jakoś daje radę. Oprócz tego cisnę zdalnie dla jednej firmy IT. Myślę, czy nie wyjechać zagranicę robić na koparkach, może na B2B.
Albo zrobić prawko na ciężarówki, żyć dwa lata budzie i srać do żwira, ale ostatecznie pokonać moje lęki choćby w tym zakresie i przy okazji uzbierać hajs na wkład i wreszcie mieć szansę wziąć kredyt na mieszkanie.
Dobra, tyle o mnie w twoim wątku. Może napiszę coś więcej odkurzając mój wątek.
Spróbuję też ci pomóc reklamować stronki. Nie obiecuję, bo różnie teraz z czasem bywa i mało siedzę w necie (dzięki Bogu). I nic nie chce w zamian jakby co. To byłaby wdzięczność za twoją robotę.



