Nic ci to nie da. Jest adopcja, jest surogacja. Nawet mi powieka nie drgnie, jak bezdzietne kobiety i mężczyźni, bezpłodni, impotenci, będą musieli zapłacić dodatkowy podatek, żeby pokryć generowane przez siebie koszty. Łącznie ze mną. Takie pomysły pewnie będą wcielane w końcu w życie i bez sensu jest się o to pieklić, bo przed państwem nie ma ucieczki.
A to i tak będą tylko podrygi przeciągające agonię. Bez odkręcenia 150 lat zmian społecznych nic innego nie da się już zrobić.
Trzeba by odebrać większość praw kobietom (niewykonalne), zabrać dostęp do antykoncepcji, powiązać emeryturę z liczbą dzieci lub w ogóle zlikwidować emerytury, zakazać wyjazdów z Polski kobietom w wieku rozrodczym, zwiększyć status materialny mężczyzn, żeby kobiety nie musiały pracować w celu utrzymania rodziny (państwowe programy mieszkaniowe kierowane wyłącznie do młodych rodzin i mężczyzn bezdzietnych).
Ogólnie nie ma absolutnie żadnych szans na to, żeby się to wydarzyło, bo musiałoby dojść do kontrrewolucji kulturowej i ponownego uzależnienia materialnego bytu kobiety od mężczyzny (tak jak to było w całej historii gatunku ludzkiego).
Nawet jakby Polki zaczęły rodzić teraz jak szalone po piątce dzieci, to pierwsze roczniki weszłyby na rynek pracy za 20-25 lat. To by jeszcze było pół biedy, bo dołek społeczny zaliczymy w 2055 roku, gdy na emeryturze będą wszystkie roczniki PRL i zastępowalności pokoleń, a na rynku będą wyłącznie roczniki niżu i dzietności w okolicy 1.0 lub poniżej. Potem zacznie się lekko poprawiać sytuacja budżetowa (ale nadal będzie dramatyczna). Te dzieci byłyby gotowe w 2045-2050 żeby ratować sytuację.
No ale wiemy że to się nie wydarzy i żadnej dzietności nie będzie, a rząd przyciśnięty sytuacją dowali bezdzietnym podatki i zasypie braki imigrantami płci męskiej, co tylko zaostrzy problemy społeczne.
Rozwiązaniem byłaby właśnie rządowa produkcja syntetycznych obywateli. Narzędzia do tego już jak widać powoli powstają (to mogłaby być ta przewidywana osobliwość, która wszystko zmienia), potem kwestia lobbowania na arenie międzynarodowej w celu zluzowania przepisów prawa. Wiadomo, że organizacje religijne będą jęczeć, ale ich zdanie jest coraz bardziej marginalizowane. Obstawiam, że Azjaci jako pierwsi z tym ruszą.
A to i tak będą tylko podrygi przeciągające agonię. Bez odkręcenia 150 lat zmian społecznych nic innego nie da się już zrobić.
Trzeba by odebrać większość praw kobietom (niewykonalne), zabrać dostęp do antykoncepcji, powiązać emeryturę z liczbą dzieci lub w ogóle zlikwidować emerytury, zakazać wyjazdów z Polski kobietom w wieku rozrodczym, zwiększyć status materialny mężczyzn, żeby kobiety nie musiały pracować w celu utrzymania rodziny (państwowe programy mieszkaniowe kierowane wyłącznie do młodych rodzin i mężczyzn bezdzietnych).
Ogólnie nie ma absolutnie żadnych szans na to, żeby się to wydarzyło, bo musiałoby dojść do kontrrewolucji kulturowej i ponownego uzależnienia materialnego bytu kobiety od mężczyzny (tak jak to było w całej historii gatunku ludzkiego).
Nawet jakby Polki zaczęły rodzić teraz jak szalone po piątce dzieci, to pierwsze roczniki weszłyby na rynek pracy za 20-25 lat. To by jeszcze było pół biedy, bo dołek społeczny zaliczymy w 2055 roku, gdy na emeryturze będą wszystkie roczniki PRL i zastępowalności pokoleń, a na rynku będą wyłącznie roczniki niżu i dzietności w okolicy 1.0 lub poniżej. Potem zacznie się lekko poprawiać sytuacja budżetowa (ale nadal będzie dramatyczna). Te dzieci byłyby gotowe w 2045-2050 żeby ratować sytuację.
No ale wiemy że to się nie wydarzy i żadnej dzietności nie będzie, a rząd przyciśnięty sytuacją dowali bezdzietnym podatki i zasypie braki imigrantami płci męskiej, co tylko zaostrzy problemy społeczne.
Rozwiązaniem byłaby właśnie rządowa produkcja syntetycznych obywateli. Narzędzia do tego już jak widać powoli powstają (to mogłaby być ta przewidywana osobliwość, która wszystko zmienia), potem kwestia lobbowania na arenie międzynarodowej w celu zluzowania przepisów prawa. Wiadomo, że organizacje religijne będą jęczeć, ale ich zdanie jest coraz bardziej marginalizowane. Obstawiam, że Azjaci jako pierwsi z tym ruszą.



