07-19-2025, 01:38 PM
Na papierze to my się rozwijamy. PKB rośnie napędzane choćby przez betonowe złoto, ale nie idzie to w parze ze wzrostem wynagrodzeń. 40 % skumulowanej inflacji od początku pandemii, wzrost cen mieszkań w Krakowie też o prawie 40 %, wzrost pensji przez ten czas 5-10 %. Najniższy procentowy udział wynagrodzeń w PKB w całej Unii. Ja w ten kraj już nie wierzę. Gdzie Chiny, a gdzie my z folwarczną mentalnością i warcholstwem u władzy. Mamy niepodległość tylko tymczasowo, jak to się już zdarzało w historii. Nie przejmuję się tym, bo nie mam żadnego wpływu na to, czy w zawirowaniach światowych skończymy jako część federacji europejskiej, jako suwerenny kraj, czy w strefie wpływów Rosji lub Chin. Byle się ustawić jako tako z wiatrem.
Rosja teraz jest za słaba na atakowanie kogokolwiek, ale w przedziale 10-30 lat może być różnie. W latach trzydziestych prawdopodobna jest wojna handlowa i kinetyczna USA — Chiny. Nie wiadomo, jak to się może rozlać. Budowy, remonty, no spoko, ale to ma sens tylko w miastach TOP 5. Reszta się nie utrzyma. Mam tu na myśli perspektywę kilkudziesięciu następnych lat. Jeśli wyjdziemy z Unii, to kraj się załamie. Nie będzie z kim handlować, nie będzie współpracy, nie będzie gwarancji bezpieczeństwa. Sam w takiej sytuacji bym wyjechał na zachód zawczasu, bo nie chcę tracić dostępu do zachodniego rynku pracy. Kolejki na granicach, odprawy celne, konieczność załatwienia sobie pozwolenia na pracę w każdym kraju UE osobno i to jeszcze z czasowym ograniczeniem. Nie chcę tego, bo wtedy mój status prawny nie będzie się niczym różnił od Hindusa, Afgańczyka czy Nigeryjczyka, a oczekiwania finansowe będę miał większe od nich.
Elity mają w dupie planetę, chcą utrzymać swój status quo. Planeta powoli się wyludnia, więc w jakieś celowe działania depopulacyjne nie wierzę. No ale co kto lubi, bo to i tak są dyskusje tylko o pryncypiach, które nie mają żadnego znaczenia. Żadne działania naprawcze podejmowane przez rządy nie będą miały większego sensu, ale to nie oznacza, że państwa poddadzą się bez walki. Będą robić wszystko.
Chciałbym mieć trójkę dzieci, ale jest to już mało prawdopodobne. Przegrałem, bo za późno się ogarnąłem. Staram się trzymać w ryzach moje zaburzenia osobowości, ale mam 40 lat i dopiero przymierzam się do zakupu własnego mieszkania. Kto tego nie ogarnął w wieku 30-40 lat, to już się nie rozmnoży. Jedynie adopcja lub surogacja. Nie jest to legalne, ale da się zrobić. Wszystko kwestia pieniędzy, jak zwykle.
Nawet bogaci zostaną zagonieni do roboty. Nie sądzę, żeby dało się żyć w starości pasożytując na innych niewolnikach. Przyjdzie państwo, opodatkuje majątek, rozkułaczy, a w razie protestów spacyfikuje policją i wojskiem, którzy jako jedni z nielicznych będą mogli liczyć na duże benefity. Było tak za komuny, to może też wrócić. I nie będzie gdzie uciec. Kto nie pracuje, ten nie je.
Jak się pogodziłem z myślą, że będę pracował do śmierci i nie ma żadnej ucieczki z systemu, to poczułem się lepiej. A czy zginę zadźgany przez czarnego, w okopie, czy przez eutanazję, to już w sumie bez znaczenia. Mieszkam teraz w Poznaniu, jest tu sporo obcokrajowców, w tym też ciapaków, w Lublinie może jest ich więcej i pewnie jeszcze przybędzie, ale nie wydaje mi się, że opanują całkiem nasze społeczeństwo. Nie ma tu dużych zachęt, na zachodzie będą mieli lepiej. Zachód też ich będzie potrzebował. Ktoś będzie musiał utrzymywać to wszystko. I tak pewnie skończymy jak starożytna Grecja i Rzym. Upadniemy i coś się na tych gruzach za 150-200 lat odrodzi, ale cofnięcie cywilizacyjne będzie widoczne.
Wierzę w pozytywny futuryzm jedynie w temacie technologii i mam nadzieję, że dożyję pojawienia się osobliwości. W tematach rozwoju społecznego wyznaję imposybilizm.
Rosja teraz jest za słaba na atakowanie kogokolwiek, ale w przedziale 10-30 lat może być różnie. W latach trzydziestych prawdopodobna jest wojna handlowa i kinetyczna USA — Chiny. Nie wiadomo, jak to się może rozlać. Budowy, remonty, no spoko, ale to ma sens tylko w miastach TOP 5. Reszta się nie utrzyma. Mam tu na myśli perspektywę kilkudziesięciu następnych lat. Jeśli wyjdziemy z Unii, to kraj się załamie. Nie będzie z kim handlować, nie będzie współpracy, nie będzie gwarancji bezpieczeństwa. Sam w takiej sytuacji bym wyjechał na zachód zawczasu, bo nie chcę tracić dostępu do zachodniego rynku pracy. Kolejki na granicach, odprawy celne, konieczność załatwienia sobie pozwolenia na pracę w każdym kraju UE osobno i to jeszcze z czasowym ograniczeniem. Nie chcę tego, bo wtedy mój status prawny nie będzie się niczym różnił od Hindusa, Afgańczyka czy Nigeryjczyka, a oczekiwania finansowe będę miał większe od nich.
Elity mają w dupie planetę, chcą utrzymać swój status quo. Planeta powoli się wyludnia, więc w jakieś celowe działania depopulacyjne nie wierzę. No ale co kto lubi, bo to i tak są dyskusje tylko o pryncypiach, które nie mają żadnego znaczenia. Żadne działania naprawcze podejmowane przez rządy nie będą miały większego sensu, ale to nie oznacza, że państwa poddadzą się bez walki. Będą robić wszystko.
Chciałbym mieć trójkę dzieci, ale jest to już mało prawdopodobne. Przegrałem, bo za późno się ogarnąłem. Staram się trzymać w ryzach moje zaburzenia osobowości, ale mam 40 lat i dopiero przymierzam się do zakupu własnego mieszkania. Kto tego nie ogarnął w wieku 30-40 lat, to już się nie rozmnoży. Jedynie adopcja lub surogacja. Nie jest to legalne, ale da się zrobić. Wszystko kwestia pieniędzy, jak zwykle.
Nawet bogaci zostaną zagonieni do roboty. Nie sądzę, żeby dało się żyć w starości pasożytując na innych niewolnikach. Przyjdzie państwo, opodatkuje majątek, rozkułaczy, a w razie protestów spacyfikuje policją i wojskiem, którzy jako jedni z nielicznych będą mogli liczyć na duże benefity. Było tak za komuny, to może też wrócić. I nie będzie gdzie uciec. Kto nie pracuje, ten nie je.
Jak się pogodziłem z myślą, że będę pracował do śmierci i nie ma żadnej ucieczki z systemu, to poczułem się lepiej. A czy zginę zadźgany przez czarnego, w okopie, czy przez eutanazję, to już w sumie bez znaczenia. Mieszkam teraz w Poznaniu, jest tu sporo obcokrajowców, w tym też ciapaków, w Lublinie może jest ich więcej i pewnie jeszcze przybędzie, ale nie wydaje mi się, że opanują całkiem nasze społeczeństwo. Nie ma tu dużych zachęt, na zachodzie będą mieli lepiej. Zachód też ich będzie potrzebował. Ktoś będzie musiał utrzymywać to wszystko. I tak pewnie skończymy jak starożytna Grecja i Rzym. Upadniemy i coś się na tych gruzach za 150-200 lat odrodzi, ale cofnięcie cywilizacyjne będzie widoczne.
Wierzę w pozytywny futuryzm jedynie w temacie technologii i mam nadzieję, że dożyję pojawienia się osobliwości. W tematach rozwoju społecznego wyznaję imposybilizm.



