Taką, jaką będziemy mogli. Resztę sami sobie zorganizują, a my będziemy mieli na starość w razie potrzeby dodatkowe wsparcie. Tak to działało od zawsze. Wychuchane i bronione przed wszystkim złem dziecko nie zawsze będzie królem życia. Unikanie doświadczanego negatywnego bodźca jest silniejszym motywatorem, niż podążanie za przyjemnością. My się możemy zastanawiać, czy aby zapewniliśmy naszemu dziecku najlepsze możliwe wychowanie, ochronę przed niebezpieczeństwami, czy zabezpieczyliśmy przyszłość, a inni niemający takich dylematów naruchają dużo dzieci i fajrant. Część z nich sobie poradzi, część nie, ale może oni lub ich potomkowie dożyją odbicia demograficznego i powolnej odbudowy. Tak to w naturze jest. Zapaści społeczeństw już były w historii, ale ludzkość wciąż istnieje i istnieć będzie w jakiejś formie. Po świetnych osiągnięciach Cesarstwa Rzymskiego nastąpił upadek i wręcz cofnięcie cywilizacyjne na wiele stuleci, ale w końcu nastąpiło odbicie.
Wprawdzie takiej sytuacji z odwróconą piramidą demograficzną jeszcze nigdy nie było, ale nie ma IMO podstaw do sądzenia, że wyginiemy.
Mamy teraz idealne cyfrowe opioidy w postaci telefonów i sociali, antynatalizm, feminizm, indywidualizm, konsumpcjonizm. Inteligencja spada, ale i tak mamy zbyt dużo intelektualistów, a do odbudowy cywilizacji potrzeba przede wszystkim roboli. Czasem ignorancja jest wybawieniem i lepiej wiedzieć mniej, rozkminiać mniej, niż się zanurzać w overthinkingu i paraliżu decyzyjnym. Sam w ten sposób zmarnowałem zbyt wiele lat.
Przyjdą tacy, co są na to wszystko odporni i to oni wygrają, a reszta okaże się wyeliminowaną gałęzią ewolucji. Albo wkroczy państwo z przymusem, karami dla bezdzietnych i finansowymi nagrodami dla rozmnażających się. Wyjdzie na to, że nie posiadanie dzieci będzie ekonomicznym frajerstwem.
No ale my nic absolutnie nie możemy. Dzietności nie uratujemy, nawet jak byśmy zrobili wszyscy tutaj po 7 dzieciaków jeszcze w tym miesiącu. Robić swoje na spokojnie, obserwować, dostosowywać się. Stay rad.
Wprawdzie takiej sytuacji z odwróconą piramidą demograficzną jeszcze nigdy nie było, ale nie ma IMO podstaw do sądzenia, że wyginiemy.
Mamy teraz idealne cyfrowe opioidy w postaci telefonów i sociali, antynatalizm, feminizm, indywidualizm, konsumpcjonizm. Inteligencja spada, ale i tak mamy zbyt dużo intelektualistów, a do odbudowy cywilizacji potrzeba przede wszystkim roboli. Czasem ignorancja jest wybawieniem i lepiej wiedzieć mniej, rozkminiać mniej, niż się zanurzać w overthinkingu i paraliżu decyzyjnym. Sam w ten sposób zmarnowałem zbyt wiele lat.
Przyjdą tacy, co są na to wszystko odporni i to oni wygrają, a reszta okaże się wyeliminowaną gałęzią ewolucji. Albo wkroczy państwo z przymusem, karami dla bezdzietnych i finansowymi nagrodami dla rozmnażających się. Wyjdzie na to, że nie posiadanie dzieci będzie ekonomicznym frajerstwem.
No ale my nic absolutnie nie możemy. Dzietności nie uratujemy, nawet jak byśmy zrobili wszyscy tutaj po 7 dzieciaków jeszcze w tym miesiącu. Robić swoje na spokojnie, obserwować, dostosowywać się. Stay rad.



