07-17-2025, 11:50 PM
Śmierć z przepracowania to karoshi. Rząd japoński stara się z tym walczyć, ale nie da się zmienić ustawą naleciałości kulturowych. Przynajmniej jedno pokolenie musi wymrzeć, żeby zmieniły się postawy. Będą musieli wpuszczać migrantów, bo nie będą mieli wyboru. My też nie, cały Zachód nie będzie miał. Jak na jednego pracującego będzie przypadało dwóch czy trzech emerytów, to nawet zrównanie wszystkim emerytur do poziomu "za dużo, żeby umrzeć, za mało, żeby żyć" nie starczy. Jako kraj będziemy konkurować o migrantów z bogatymi starcami z Zachodu. Oni sobie zgarną najlepszych (szczególnie USA, bo im więcej zapłacą, nam zostaną co najwyżej Bengalowie i Somalijczycy
Teraz można sobie jeszcze machać szabelką i krzyczeć "precz z migrantami", ale jak rząd zostanie przyparty do muru brakiem siły roboczej, mniejszym wpływem z podatków, upadającymi powiatami i przeskalowaną infrastrukturą, której nie da się utrzymać, to żadne protesty nic nie dadzą, bo wjedzie na pełnej państwowy monopol na przemoc w celu ratowania resztek status quo.
Dokładnie. Ale weź to powiedz kobietom i zasugeruj, żeby to wszystko dobrowolnie oddały i wróciły do tego, co było w 1900 roku. Nierealne. Jedynie siłowe rozwiązania państwowe w sytuacji podbramkowej. Skoro mężczyzn można zgarniać przemocą i pakować ich do okopów, to i dla kobiet znajdzie się przymusowa inseminacja (i potężne kary za złośliwe usuwanie ciąży czy porzucanie dzieci) lub adopcja. Dobro mrowiska jest ważniejsze niż dobro pojedynczej mrówki.
Brzmi to na razie jak sci-fi, ale IMO prawdopodobna, bo żaden rząd nie pozwoli sobie na to, żeby przestać istnieć, więc wejdzie dyktatura.
Nie ma takich. Każdy związek trwający 15-20 lat i więcej jest zdegenerowany w jakiś sposób. Nie ma czułości, nie ma emocjonalnej wspólnoty, nie ma seksu. Zresztą seks z kimś, kogo się zna tak długo, widziało się w różnych stanach, kogo się pamięta, jak był młody i piękny, a teraz test tłusty i brzydki, to jak kazirodztwo. Nie da rady.
Dlatego rozsądny mężczyzna nie bierze ślubu. Związek na kocią łapę? Czemu nie. Dzieci? Jasne. Ale bez formalnej umowy. Bo nic to facetowi nie daje, a przy statystykach rozwodów 50 %, czyli jak rzut monetą, potencjalnie wsadza go na potężną minę. Wiadomo, na dzieci swoje trzeba łożyć, ale te dzieci, niezależnie od tego, czy cię będą kochać, czy znienawidzą, nie puszczą cię z torbami, bo nie mają takich możliwości. Żona je ma.
Teraz można sobie jeszcze machać szabelką i krzyczeć "precz z migrantami", ale jak rząd zostanie przyparty do muru brakiem siły roboczej, mniejszym wpływem z podatków, upadającymi powiatami i przeskalowaną infrastrukturą, której nie da się utrzymać, to żadne protesty nic nie dadzą, bo wjedzie na pełnej państwowy monopol na przemoc w celu ratowania resztek status quo.
yugon napisał(a):Z tego co robiłem modele matematyczne wynikało, że równouprawnienie i edukacja kobiet obniża demografię...
Zresztą w Polsce np. nie ma równouprawnienia tzn. jest tylko na papierze. Wg. mnie kobiety są tu bardziej uprzywilejowane: wcześniejszy wiek emerytalny, nie muszą iść do wojska w razie czego. Już nie komentując, że po rozwodzie jak są dzieci to sądy przyznają zawsze prawa matce, a ty chłopie płać alimenty i się ciesz, że da ci się matka spotkać 2 h tygodniowo z dzieckiem.. (o ile w ogóle tyle chociaż).
Dokładnie. Ale weź to powiedz kobietom i zasugeruj, żeby to wszystko dobrowolnie oddały i wróciły do tego, co było w 1900 roku. Nierealne. Jedynie siłowe rozwiązania państwowe w sytuacji podbramkowej. Skoro mężczyzn można zgarniać przemocą i pakować ich do okopów, to i dla kobiet znajdzie się przymusowa inseminacja (i potężne kary za złośliwe usuwanie ciąży czy porzucanie dzieci) lub adopcja. Dobro mrowiska jest ważniejsze niż dobro pojedynczej mrówki.
Brzmi to na razie jak sci-fi, ale IMO prawdopodobna, bo żaden rząd nie pozwoli sobie na to, żeby przestać istnieć, więc wejdzie dyktatura.
Cytat:W ogóle znacie małżeństwa, takie żeby z 20 lat byli razem i kobieta nie gderała na faceta w każdej wolnej chwili?
Nie ma takich. Każdy związek trwający 15-20 lat i więcej jest zdegenerowany w jakiś sposób. Nie ma czułości, nie ma emocjonalnej wspólnoty, nie ma seksu. Zresztą seks z kimś, kogo się zna tak długo, widziało się w różnych stanach, kogo się pamięta, jak był młody i piękny, a teraz test tłusty i brzydki, to jak kazirodztwo. Nie da rady.
Dlatego rozsądny mężczyzna nie bierze ślubu. Związek na kocią łapę? Czemu nie. Dzieci? Jasne. Ale bez formalnej umowy. Bo nic to facetowi nie daje, a przy statystykach rozwodów 50 %, czyli jak rzut monetą, potencjalnie wsadza go na potężną minę. Wiadomo, na dzieci swoje trzeba łożyć, ale te dzieci, niezależnie od tego, czy cię będą kochać, czy znienawidzą, nie puszczą cię z torbami, bo nie mają takich możliwości. Żona je ma.



