06-28-2025, 07:10 AM
No, skóra głowy znowu całkowicie czysta. Ale na ile to efekt miedzi, a na ile nizoralu, ciężko oczywiście powiedzieć. Zawsze będzie otwarte pytanie, czy to dzięki czemuś, czy pomimo tego.
Forskolina chyba bez żadnych widocznych efektów - biorę, bo miała w badaniach działanie neuroregeneracyjne, czyli po jakimś czasie powinna odbudować przynajmniej małą część martwych komórek nerwowych. Tylko czy takie dawki, jakie biorę, cokolwiek w ogóle dadzą?
Aaa, chyba nie pisałem - znajomi byli. Jeździliśmy samochodem kumpla, do tej pory zawsze, jak wsiadałem, a ktoś inny prowadził, miałem stany lękowe, jak przy jeździe autobusem. Teraz zero. Wczoraj jechałem autobusem, też tym razem - chyba pierwszy raz - całkowity brak lęku. Efekt regularnego treningu? Piracetam? No na pewno nie forskolina, bo ją wziąłem pierwszy raz już po tej wycieczce samochodem. Nic nowego się u mnie nie pojawiło, co mogłoby wpłynąć na lęk, oprócz piracetamu, ewentualnie troszkę karnityny, ale bardzo niewiele. No i po tej nieprzespanej nocy po ashwagandzie (czy jak to się pisze) to raczej spodziewałem się pogorszenia, a było dobrze. Jest na tyle dobrze, że myślę poważnie o jakiejś dalszej wycieczce.
Ewentualnie, jeśli ashwa podkręciła tarczycę, to potem mogło dojść do odbicia w drugą stronę i większego wyciszenia.
Jak rozpuszczam miedź pod językiem, to potem cały dzień czuję jej smak. Paskudztwo.
Forskolina chyba bez żadnych widocznych efektów - biorę, bo miała w badaniach działanie neuroregeneracyjne, czyli po jakimś czasie powinna odbudować przynajmniej małą część martwych komórek nerwowych. Tylko czy takie dawki, jakie biorę, cokolwiek w ogóle dadzą?
Aaa, chyba nie pisałem - znajomi byli. Jeździliśmy samochodem kumpla, do tej pory zawsze, jak wsiadałem, a ktoś inny prowadził, miałem stany lękowe, jak przy jeździe autobusem. Teraz zero. Wczoraj jechałem autobusem, też tym razem - chyba pierwszy raz - całkowity brak lęku. Efekt regularnego treningu? Piracetam? No na pewno nie forskolina, bo ją wziąłem pierwszy raz już po tej wycieczce samochodem. Nic nowego się u mnie nie pojawiło, co mogłoby wpłynąć na lęk, oprócz piracetamu, ewentualnie troszkę karnityny, ale bardzo niewiele. No i po tej nieprzespanej nocy po ashwagandzie (czy jak to się pisze) to raczej spodziewałem się pogorszenia, a było dobrze. Jest na tyle dobrze, że myślę poważnie o jakiejś dalszej wycieczce.
Ewentualnie, jeśli ashwa podkręciła tarczycę, to potem mogło dojść do odbicia w drugą stronę i większego wyciszenia.
Jak rozpuszczam miedź pod językiem, to potem cały dzień czuję jej smak. Paskudztwo.



