05-05-2025, 07:56 PM
No i ciągle mam to odczucie derealizacji. Praktycznie codziennie i nie chce minąć, nie mogę też ogarnąć, co konkretnie je wywołuje. Tętno i ciśnienie krwi OK, cukier bardzo dobry. Nie wiem no... czasem mam okresy mocnej poprawy, czasem ciągle jestem jak naćpany. Za słaby przepływ krwi przez mózg? Nagromadzenie jakiegoś syfu, np amoniaku, kwasu mlekowego, czegoś wytwarzanego w nadmiarze w jelitach? Problemy z regulacją odczynu krwi? Za niski poziom dopaminy, jako że zapewne już mi trochę tych komórek umarło, co to odpowiadają za jej wytwarzanie? Nadmiar jakiegoś hormonu, np adrenaliny, albo serotoniny? Tarczyca coś odstawia?
COŚ jest za to odpowiedzialne i wkurza mnie, że nie wiem co. Nie jakieś niedawno brane suple, bo to jest od dawna. W sumie... odkąd pamiętam, tylko nie w takim nasileniu. Odczucie, jakby odcięło zasilanie, nawet na poziomie mięśni. W przeszłości zdarzało się, że mi dosłownie rzeczy z rąk leciały. Zjem trochę aakg i zobaczę, to ma za zadanie ogarnąć cykl Krebsa. Zjem też trochę Q10.
COŚ jest za to odpowiedzialne i wkurza mnie, że nie wiem co. Nie jakieś niedawno brane suple, bo to jest od dawna. W sumie... odkąd pamiętam, tylko nie w takim nasileniu. Odczucie, jakby odcięło zasilanie, nawet na poziomie mięśni. W przeszłości zdarzało się, że mi dosłownie rzeczy z rąk leciały. Zjem trochę aakg i zobaczę, to ma za zadanie ogarnąć cykl Krebsa. Zjem też trochę Q10.



