03-09-2025, 12:06 AM
Z rzeczy naprawdę wartych wbicia do głowy - cały dzień poza domem, załatwiałem 100 różnych spraw. Wróciłem prawie jak zombie. Co mnie postawiło na nogi? Tabletka rozpuszczalnego wapnia.
Gdzieś tutaj jest jakaś zależność, której nie ogarniam tak do końca. Tak jak niedawno w czasie gorączki, gdy 2 tabletki magnezu (łącznie 100 mg) doprowadziły do takich zaburzeń rytmu serca, że zastanawiałem się czy dzwonić na pogotowie, wszystko minęło chwilę po wypiciu wapnia. W innym wypadku przy grypie jelitowej po wypiciu też niezbyt dużej ilości chlorku potasu dosłownie po chwili zacząłem się trząść jak osika, osłabły mi mięśnie, a pot lał się DOSŁOWNIE strumieniami. Miałem pod nogami kałużę i ani trochę nie przesadzam. Organizm wyrzucił w ten sposób nadmiar jonów, albo potasu, albo chlorkowych. Tylko że tego było dosłownie tyle, co w 1, może w 2 bananach, specjalnie nie wziąłem dużej dawki z uwagi na odwodnienie.
Gdzieś tam w tych elektrolitach jest u mnie zaburzenie, nie wiem, gdzie. Może to po prostu kwestia niskiego poziomu magnezu wewnątrz komórek, z czym za cholerę nie mogę dojść do ładu, teraz próbuję z selenem i n-acetylocysteiną jako czynnikami mającymi ułatwić przenikanie do wnętrza komórki, równocześnie też zacząłem brać bor, podobno też tak działa.
Może to wszystko rozregulowało się podczas silnego niedoboru D3, jakieś receptory się wtedy przestawiły i nie chcą wrócić do normy, zdarza się tak przy dużych niedoborach.
A może to jakieś hormony, bądź neuroprzekaźniki.
No tak czy tak, to wszystko nie jest normalne i pewnie jest jakieś jedno wyjaśnienie, którego nie widzę.
Kurcze... gdy byłem z Ewką pamiętam miałem duże obłączki. Zaczęły wtedy rosnąć, jeszcze jej pokazywałem i mi zazdrościła. Co ja takiego zrobiłem? Na pewno brałem piracetam. I kiedy to było?
Gdzieś tutaj jest jakaś zależność, której nie ogarniam tak do końca. Tak jak niedawno w czasie gorączki, gdy 2 tabletki magnezu (łącznie 100 mg) doprowadziły do takich zaburzeń rytmu serca, że zastanawiałem się czy dzwonić na pogotowie, wszystko minęło chwilę po wypiciu wapnia. W innym wypadku przy grypie jelitowej po wypiciu też niezbyt dużej ilości chlorku potasu dosłownie po chwili zacząłem się trząść jak osika, osłabły mi mięśnie, a pot lał się DOSŁOWNIE strumieniami. Miałem pod nogami kałużę i ani trochę nie przesadzam. Organizm wyrzucił w ten sposób nadmiar jonów, albo potasu, albo chlorkowych. Tylko że tego było dosłownie tyle, co w 1, może w 2 bananach, specjalnie nie wziąłem dużej dawki z uwagi na odwodnienie.
Gdzieś tam w tych elektrolitach jest u mnie zaburzenie, nie wiem, gdzie. Może to po prostu kwestia niskiego poziomu magnezu wewnątrz komórek, z czym za cholerę nie mogę dojść do ładu, teraz próbuję z selenem i n-acetylocysteiną jako czynnikami mającymi ułatwić przenikanie do wnętrza komórki, równocześnie też zacząłem brać bor, podobno też tak działa.
Może to wszystko rozregulowało się podczas silnego niedoboru D3, jakieś receptory się wtedy przestawiły i nie chcą wrócić do normy, zdarza się tak przy dużych niedoborach.
A może to jakieś hormony, bądź neuroprzekaźniki.
No tak czy tak, to wszystko nie jest normalne i pewnie jest jakieś jedno wyjaśnienie, którego nie widzę.
Kurcze... gdy byłem z Ewką pamiętam miałem duże obłączki. Zaczęły wtedy rosnąć, jeszcze jej pokazywałem i mi zazdrościła. Co ja takiego zrobiłem? Na pewno brałem piracetam. I kiedy to było?



