02-02-2025, 12:34 AM
Mam na ścianie od kilku lat przypiętą karteczkę, na której wypisałem rzeczy z 2020.
- piracetam
- HMB
- B1 + P5P
- melatonina
- ALA + karnityna
- Q10
- beta alanina
Oprócz tego była na pewno jeszcze kreatyna, na pewno był wapń, na pewno było więcej choliny w diecie.
Przeglądam stare wiadomości, był jeszcze potas.
Prawdopodobnie były zmiksowane tokoferole, ale tu nie mam pewności.
Zaraz na początku tego tematu zacząłem od testowania rzeczy z 2020, ALE nie uwzględniłem:
- choliny
- wapnia
- tokoferoli
Tak teraz myślę, w 2020 mogłem jeść sezam, z uwagi na wysoką zawartość wapnia.
No i kurcze no... w 2020 obłączki rosły bardzo duże i bardzo szybko. Coś wtedy zrobiłem dobrego, no zawsze jest opcja, że po prostu coś się akurat zmieniło w organizmie, np mógł się wyciszyć sam z siebie jakiś proces autoimmunologiczny. Ale nie mam tutaj za bardzo innego śladu.
Nie mam też niestety pełnych danych, co konkretnie takiego robiłem w 2020. Najbardziej podejrzewałem 3 rzeczy, jak pamiętam, olej z rokitnika, melatoninę, luteinę + zeaksantynę.
Można pokusić się o taką logiczną eliminację, po pierwsze, wiadomo, że w 2021, jak spróbowałem powtórzyć to co zrobiłem w 2020, poniosłem porażkę.
Czyli można założyć (założenie które może okazać się całkowicie fałszywe, no ale nie ma innych punktów zaczepienia), że w 2020 zadziałały rzeczy, których nie uwzględniłem w 2021. A wśród nich są
- cholina
- wapń
I być może, ale tylko być może, tokoferole. Na pewno były wtedy obecne inne substancje obniżające poziom wolnych rodników.
Z kolei w 2010 na pewno było u mnie w suplach i w diecie bardzo dużo choliny
Te eliminacje z której strony bym nie patrzył, prowadzą do jednego wniosku
Obłączki rosły, gdy jednocześnie mocno obniżył się poziom wolnych rodników i obciążenie stresem oksydacyjnym, a także wzrósł poziom fosfatydylu choliny i innych substancji, niezbędnych do regeneracji błon komórkowych, a także do produkcji acetylocholiny. W obu przypadkach była też obecna karnityna.
Może powinienem spróbować lecytynę w tabletkach, połączyć ją z witaminami C i E. Ewentualnie dodać takie rzeczy jak tauryna i wapń. W tabletkach, bo za cholerę nie upilnuję tego z diety.
Zapiszę co robię, żebym potem nie zastanawiał się w razie czego:
Trzymam się wytrwale dwóch najważniejszych rzeczy, oleju sezamowego i karnityny. W miarę regularnie pamiętam też o berberynie i kwasie alfa liponowym. Znacznie mniej regularnie, ale jednak, o dawce 2,5 mg naltreksonu.
Codziennie biorę luteolinę (o ile to to), kwercetynę, kurkuminę, witaminę U, codziennie przed snem melatoninę, ciągle jeszcze omeprazol. To są rzeczy, które leżą na biurku przed monitorem i dzięki temu zawsze biorę je razem. W miarę regularnie (czyli prawie codziennie) tokotrienole.
Dziś ogarnąłem się z cysteiną i magnezem. Zaraz dorzucę do tego magnezu B1 w obu formach, zresztą powinienem o niej pamiętać tak czy tak.
Z tauryną przez chwilę pamiętałem, potem już tak nie bardzo. Z nią jest problem, ciężko ją łączyć z jedzeniem, bo powoduje wtedy niesamowicie silne gazy i ogólnie problemy z jelitami, no ale mógłbym zaczynać dzień od łyżeczki, jako że na czczo przyswaja się bardzo szybko i bezproblemowo.
- piracetam
- HMB
- B1 + P5P
- melatonina
- ALA + karnityna
- Q10
- beta alanina
Oprócz tego była na pewno jeszcze kreatyna, na pewno był wapń, na pewno było więcej choliny w diecie.
Przeglądam stare wiadomości, był jeszcze potas.
Prawdopodobnie były zmiksowane tokoferole, ale tu nie mam pewności.
Zaraz na początku tego tematu zacząłem od testowania rzeczy z 2020, ALE nie uwzględniłem:
- choliny
- wapnia
- tokoferoli
Tak teraz myślę, w 2020 mogłem jeść sezam, z uwagi na wysoką zawartość wapnia.
No i kurcze no... w 2020 obłączki rosły bardzo duże i bardzo szybko. Coś wtedy zrobiłem dobrego, no zawsze jest opcja, że po prostu coś się akurat zmieniło w organizmie, np mógł się wyciszyć sam z siebie jakiś proces autoimmunologiczny. Ale nie mam tutaj za bardzo innego śladu.
Nie mam też niestety pełnych danych, co konkretnie takiego robiłem w 2020. Najbardziej podejrzewałem 3 rzeczy, jak pamiętam, olej z rokitnika, melatoninę, luteinę + zeaksantynę.
Można pokusić się o taką logiczną eliminację, po pierwsze, wiadomo, że w 2021, jak spróbowałem powtórzyć to co zrobiłem w 2020, poniosłem porażkę.
Czyli można założyć (założenie które może okazać się całkowicie fałszywe, no ale nie ma innych punktów zaczepienia), że w 2020 zadziałały rzeczy, których nie uwzględniłem w 2021. A wśród nich są
- cholina
- wapń
I być może, ale tylko być może, tokoferole. Na pewno były wtedy obecne inne substancje obniżające poziom wolnych rodników.
Z kolei w 2010 na pewno było u mnie w suplach i w diecie bardzo dużo choliny
Te eliminacje z której strony bym nie patrzył, prowadzą do jednego wniosku
Obłączki rosły, gdy jednocześnie mocno obniżył się poziom wolnych rodników i obciążenie stresem oksydacyjnym, a także wzrósł poziom fosfatydylu choliny i innych substancji, niezbędnych do regeneracji błon komórkowych, a także do produkcji acetylocholiny. W obu przypadkach była też obecna karnityna.
Może powinienem spróbować lecytynę w tabletkach, połączyć ją z witaminami C i E. Ewentualnie dodać takie rzeczy jak tauryna i wapń. W tabletkach, bo za cholerę nie upilnuję tego z diety.
Zapiszę co robię, żebym potem nie zastanawiał się w razie czego:
Trzymam się wytrwale dwóch najważniejszych rzeczy, oleju sezamowego i karnityny. W miarę regularnie pamiętam też o berberynie i kwasie alfa liponowym. Znacznie mniej regularnie, ale jednak, o dawce 2,5 mg naltreksonu.
Codziennie biorę luteolinę (o ile to to), kwercetynę, kurkuminę, witaminę U, codziennie przed snem melatoninę, ciągle jeszcze omeprazol. To są rzeczy, które leżą na biurku przed monitorem i dzięki temu zawsze biorę je razem. W miarę regularnie (czyli prawie codziennie) tokotrienole.
Dziś ogarnąłem się z cysteiną i magnezem. Zaraz dorzucę do tego magnezu B1 w obu formach, zresztą powinienem o niej pamiętać tak czy tak.
Z tauryną przez chwilę pamiętałem, potem już tak nie bardzo. Z nią jest problem, ciężko ją łączyć z jedzeniem, bo powoduje wtedy niesamowicie silne gazy i ogólnie problemy z jelitami, no ale mógłbym zaczynać dzień od łyżeczki, jako że na czczo przyswaja się bardzo szybko i bezproblemowo.



