01-26-2025, 11:17 PM
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/11966522/
No nie, to badanie odstrasza mnie od beta alaniny.
Tauryna leczyła wrzody żołądka, w stopniu wprost proporcjonalnym do dawki. Przy 100 mg/kg efekt był tak duży, że w zasadzie całkowicie negował jakiekolwiek czynniki wywołujące wrzody. 10 mg/kg dawał niewielki efekt, 30 mg już spory, 100 mg był idealny.
No i teraz, jeśli w chorobach, w których spada poziom DGLA, bardzo mocno spada też poziom tauryny, może być tak, że gdzieś tam jest u mnie z tym namieszane. Może być i tak, że uzupełnianie tauryny będzie u mnie przynosić efekty dopiero przy równoległym podnoszeniu poziomu DGLA. Może to jest konieczne do jej metabolizowania.
Teraz przeliczyć dawkę jaką dostawały te szczury...
https://archives.ijper.org/sites/default...-3-600.pdf
Dawkę dla człowieka trzeba pomnożyć razy 15. W sensie, nie że 15 razy więcej na kg, tylko dawka dla szczura na kg x 15 = całkowita dawka dla człowieka
W tym wypadku wychodzi zaledwie 1500 mg.
Gdyby to tak działało u ludzi, to spokojnie 5000 mg dziennie by można i to powinno całkowicie zlikwidować problem. Pytanie czy tak działa.
A myślę o tym, bo oczywiście jak objawy znikły, kupiłem colę i no... wiadomo, jak się takie coś kończy. Nie jest jakoś bardzo źle, ale świadczy o tym, że tam jest ledwo, ledwo zagojone i byle czynnik to zaostrza.
Hmmm... no tauryna wydaje się być najważniejszym suplem w ogóle. Raz że przedłużała młodość w badaniach, dwa że w parkinsonizmie poziom bardzo mocno spada, a badania sugerują jej silne działanie ochronne, trzy to jej efekt chroniący ścianki żołądka, no i cztery, jedna z kilku dosłownie rzeczy, które w badaniach cofały zmiany w układzie krążenia, towarzyszące marskości wątroby.
No i jest bardzo, bardzo niewielkie, ale jednak jakieś prawdopodobieństwo, że faktycznie DGLA jest konieczny do wykorzystania tauryny. Może przez to, że miałem go za mało, przelatywała przez organizm i to chociaż w jakimś stopniu odpowiada za objaw Terry'ego? Można pomarzyć.
No nie, to badanie odstrasza mnie od beta alaniny.
Tauryna leczyła wrzody żołądka, w stopniu wprost proporcjonalnym do dawki. Przy 100 mg/kg efekt był tak duży, że w zasadzie całkowicie negował jakiekolwiek czynniki wywołujące wrzody. 10 mg/kg dawał niewielki efekt, 30 mg już spory, 100 mg był idealny.
No i teraz, jeśli w chorobach, w których spada poziom DGLA, bardzo mocno spada też poziom tauryny, może być tak, że gdzieś tam jest u mnie z tym namieszane. Może być i tak, że uzupełnianie tauryny będzie u mnie przynosić efekty dopiero przy równoległym podnoszeniu poziomu DGLA. Może to jest konieczne do jej metabolizowania.
Teraz przeliczyć dawkę jaką dostawały te szczury...
https://archives.ijper.org/sites/default...-3-600.pdf
Dawkę dla człowieka trzeba pomnożyć razy 15. W sensie, nie że 15 razy więcej na kg, tylko dawka dla szczura na kg x 15 = całkowita dawka dla człowieka
W tym wypadku wychodzi zaledwie 1500 mg.
Gdyby to tak działało u ludzi, to spokojnie 5000 mg dziennie by można i to powinno całkowicie zlikwidować problem. Pytanie czy tak działa.
A myślę o tym, bo oczywiście jak objawy znikły, kupiłem colę i no... wiadomo, jak się takie coś kończy. Nie jest jakoś bardzo źle, ale świadczy o tym, że tam jest ledwo, ledwo zagojone i byle czynnik to zaostrza.
Hmmm... no tauryna wydaje się być najważniejszym suplem w ogóle. Raz że przedłużała młodość w badaniach, dwa że w parkinsonizmie poziom bardzo mocno spada, a badania sugerują jej silne działanie ochronne, trzy to jej efekt chroniący ścianki żołądka, no i cztery, jedna z kilku dosłownie rzeczy, które w badaniach cofały zmiany w układzie krążenia, towarzyszące marskości wątroby.
No i jest bardzo, bardzo niewielkie, ale jednak jakieś prawdopodobieństwo, że faktycznie DGLA jest konieczny do wykorzystania tauryny. Może przez to, że miałem go za mało, przelatywała przez organizm i to chociaż w jakimś stopniu odpowiada za objaw Terry'ego? Można pomarzyć.



