01-14-2025, 04:48 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-14-2025, 04:55 PM przez tomakin.)
No i jeszcze jedna rzecz, co muszę ustalić - skąd te nagłe zmiany stanu skóry głowy na plus i na minus. No bo znowu jest idealnie po prostu.
Widzę 2 opcje.
A. Cynk, który zacząłem dopiero teraz brać w formie, która ponoć bardzo mocno zwiększa przyswajanie na poziomie komórki, gdyby to od cynku zależało, miałbym niejako dowód na niedobór i mógłbym spokojnie brać to dłużej.
B. Olej sezamowy, który też biorę jakoś od 2 dni. I tu raczej nie chodzi o kwasy tłuszczowe, ale o zawartą w nim sezaminę, która ingeruje w szlaki metaboliczne przemian kwasów tłuszczowych, przez co GLA jest dużo lepiej wykorzystywany.
No i opcja B jest dużo bardziej istotna. Jeśli ona jest prawdziwa, oznacza to, że ciągle mam bardzo, bardzo duży problem z niedoborem niektórych kwasów tłuszczowych, konkretnie tych, które powstają pod wpływem sezaminy. Ewentualnie - i to jest możliwe, ale mniej prawdopodobne - po prostu brakuje mi podstawowego omega 6, ale tu jest ten problem, że tego jest bardzo dużo w diecie, na tyle dużo, że kilka łyżej oleju sezamowego nie powinno zrobić żadnej różnicy.
Czyli sezamina, blokująca rozpad DGLA w stronę AA.
To wygląda tak:
LA (podstawowy omega 6) -> GLA (ten obecny w oleju z ogórecznika i wiesiołka) -> DGLA (brak źródeł dietetycznych) -> AA (w zasadzie uważany za szkodliwy w nadmiarze, ale niezbędny do życia)
Sezamina blokuje ostatni krok tego ciągu reakcji, prowadząc do akumulacji DGLA. Przy czym jeśli to prowadzi do poprawy stanu skóry głowy, to by oznaczało, że z jakiegoś powodu tego DGLA mam za mało i nie dochodzi do nadmiernej akumulacji, tylko po prostu pojawia się w końcu normalny poziom.
Myślałem, że to cysteina zadziałała, ale nie no, nie zgrywało się w czasie, po cysteinie było raz lepiej, raz gorzej, tutaj po cynku i oleju sezamowym mam nagłą, dużą zmianę na plus.
Co jest pewne - sam GLA nie wystarczy. Już kiedyś go brałem przez chyba 2 miesiące i nie pomogło na skórę głowy, teraz biorę trzeci miesiąc? albo i dłużej, też sam z siebie nie pomagał za bardzo. Łojotokowe zapalenie skóry jest objawem niedoboru omega 6, ale najwidoczniej nie chodzi w nim o GLA, zresztą w badaniach też raczej o DGLA pisano.
Oczywiście GLA też ma swoje funkcje i też jest potrzebny, przypuszczam, że to dzięki niemu znikł zespół niespokojnych nóg. Ale jeśli olej sezamowy pomógł na skórę głowy, to by oznaczało, że moim problemem jest też - a może głównie - DGLA.
No zobaczymy. Na razie odstawiam sezamowy, ale będę dalej brać cynk. Jeśli problemy skórne wrócą, zacznę pić olej i zobaczymy.
Ogórecznikowy dalej piję codziennie.
A, zaznaczę też, że ciągle biorę naltrekson w mikrodawce (no... nie tak ciągle, co jakiś czas zdarza mi się przerwa). Nie wygląda na to, żeby COKOLWIEK zmieniał, totalnie nie czuję żadnej różnicy na plus ani na minus. Biorę jako środek zmniejszający ryzyko chorób nowotworowych, licząc, że faktycznie tak działa.
/edit widzę 3 opcję, kwercetyna. To zapalenie ma sporo wspólnego z histaminą, do tego kwercetyna ma silne działanie przeciwzapalne.
Widzę 2 opcje.
A. Cynk, który zacząłem dopiero teraz brać w formie, która ponoć bardzo mocno zwiększa przyswajanie na poziomie komórki, gdyby to od cynku zależało, miałbym niejako dowód na niedobór i mógłbym spokojnie brać to dłużej.
B. Olej sezamowy, który też biorę jakoś od 2 dni. I tu raczej nie chodzi o kwasy tłuszczowe, ale o zawartą w nim sezaminę, która ingeruje w szlaki metaboliczne przemian kwasów tłuszczowych, przez co GLA jest dużo lepiej wykorzystywany.
No i opcja B jest dużo bardziej istotna. Jeśli ona jest prawdziwa, oznacza to, że ciągle mam bardzo, bardzo duży problem z niedoborem niektórych kwasów tłuszczowych, konkretnie tych, które powstają pod wpływem sezaminy. Ewentualnie - i to jest możliwe, ale mniej prawdopodobne - po prostu brakuje mi podstawowego omega 6, ale tu jest ten problem, że tego jest bardzo dużo w diecie, na tyle dużo, że kilka łyżej oleju sezamowego nie powinno zrobić żadnej różnicy.
Czyli sezamina, blokująca rozpad DGLA w stronę AA.
To wygląda tak:
LA (podstawowy omega 6) -> GLA (ten obecny w oleju z ogórecznika i wiesiołka) -> DGLA (brak źródeł dietetycznych) -> AA (w zasadzie uważany za szkodliwy w nadmiarze, ale niezbędny do życia)
Sezamina blokuje ostatni krok tego ciągu reakcji, prowadząc do akumulacji DGLA. Przy czym jeśli to prowadzi do poprawy stanu skóry głowy, to by oznaczało, że z jakiegoś powodu tego DGLA mam za mało i nie dochodzi do nadmiernej akumulacji, tylko po prostu pojawia się w końcu normalny poziom.
Myślałem, że to cysteina zadziałała, ale nie no, nie zgrywało się w czasie, po cysteinie było raz lepiej, raz gorzej, tutaj po cynku i oleju sezamowym mam nagłą, dużą zmianę na plus.
Co jest pewne - sam GLA nie wystarczy. Już kiedyś go brałem przez chyba 2 miesiące i nie pomogło na skórę głowy, teraz biorę trzeci miesiąc? albo i dłużej, też sam z siebie nie pomagał za bardzo. Łojotokowe zapalenie skóry jest objawem niedoboru omega 6, ale najwidoczniej nie chodzi w nim o GLA, zresztą w badaniach też raczej o DGLA pisano.
Oczywiście GLA też ma swoje funkcje i też jest potrzebny, przypuszczam, że to dzięki niemu znikł zespół niespokojnych nóg. Ale jeśli olej sezamowy pomógł na skórę głowy, to by oznaczało, że moim problemem jest też - a może głównie - DGLA.
No zobaczymy. Na razie odstawiam sezamowy, ale będę dalej brać cynk. Jeśli problemy skórne wrócą, zacznę pić olej i zobaczymy.
Ogórecznikowy dalej piję codziennie.
A, zaznaczę też, że ciągle biorę naltrekson w mikrodawce (no... nie tak ciągle, co jakiś czas zdarza mi się przerwa). Nie wygląda na to, żeby COKOLWIEK zmieniał, totalnie nie czuję żadnej różnicy na plus ani na minus. Biorę jako środek zmniejszający ryzyko chorób nowotworowych, licząc, że faktycznie tak działa.
/edit widzę 3 opcję, kwercetyna. To zapalenie ma sporo wspólnego z histaminą, do tego kwercetyna ma silne działanie przeciwzapalne.



