01-11-2025, 04:16 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2025, 04:28 AM przez tomakin.)
a, BTW, jeśli naprawdę olej z ogórecznika / wiesiołka jest lekarstwem, pozwalającym TRWALE wyleczyć zespół niespokojnych nóg, to chyba pierwszy raz udało mi się czystą dedukcją dojść do sposobu leczenia czegoś, co uważane jest za nieuleczalne.
Wszystkie opisywane przeze mnie sposoby to tak naprawdę powtarzanie po naukowcach, którzy doszli do jakiegoś wniosku, przeprowadzili badanie, ale zostali olani przez cały świat. Jak w leczeniu stwardnienia rozsianego olejem ogórecznikowym, to nie jest mój pomysł, ktoś na to wpadł, zrobił badania pod kontrolą placebo, opublikował. Cała moja zasługa to znalezienie tych badań i przetłumaczenie ich na polski.
W przypadku zespołu niespokojnych nóg nikt nigdy tego nie opisał, a w każdym razie ja nie widziałem. Wszystko opierało się na dedukcji, w jakiejś chorobie bardzo mocno spada poziom kwasu gamma linolenowego, jakaś inna jej często towarzyszy, w tej chorobie dopamina gra kluczową rolę, inna choroba z obniżeniem GLA też ma zespół jako chorobę towarzyszącą, zespół niespokojnych nóg to zaburzenie dopaminy... mogło być sto innych rzeczy, bo sto innych rzeczy jest zaburzonych w przypadku każdej z tych chorób, ale intuicja podpowiedziała mi, że to raczej kwasy tłuszczowe, z uwagi na to, że ich poziom zmienia się powoli.
No i działa. Myślałem, myślałem i wymyśliłem lek na coś, czego oficjalnie nie da się wyleczyć.
Jeszcze zobaczymy, bo może u mnie wrócić, ale już od dawna nie miałem z tym problemów.
Cała ta umiejętność wyciągania wniosków niezbyt mi pomaga w znalezieniu przyczyny zaniku obłączków, ani w naprawie mojego zdrowia. No ale tutaj wszystko wskazuje na to, że jest jakiś poważniejszy problem wewnętrzny, może walnięty jakiś gruczoł, bo dużo wskazuje na wywalone hormony, może jakaś zmiana fizyczna, typu degeneracja któregoś naczynia krwionośnego, albo jakiejś zastawki żylnej czy coś, może genetycznie walnięty szlak metaboliczny, który aktywował się po przekroczeniu pewnego wieku, jak to często bywa. Pewnie gdybym testował te moje hipotezy na osobie ogólnie zdrowej, która po prostu nie ma obłączków, szybko by się okazało, że któryś z moich sposobów działa. Że obłączki faktycznie zależą od np poziomu stresu oksydacyjnego, albo aktywności przywspółczulnego układu nerwowego, albo nie wiem, zawartości leucyny w diecie.
Póki nie znajdzie się przyczyna objawu Terry'ego u mnie, nie mam co liczyć na duże sukcesy. Nikt zdrowy nie ma takiego objawu, a suplami nie wyleczę tej choroby. Mogę co najwyżej liczyć na to, że odpowiednio wysokie dawki odpowiednich rzeczy zaleczą objawy, jak już się kilka razy zdarzyło, gdy miałem okresy silnej poprawy i nawet obłączki mi wtedy rosły.
Wszystkie opisywane przeze mnie sposoby to tak naprawdę powtarzanie po naukowcach, którzy doszli do jakiegoś wniosku, przeprowadzili badanie, ale zostali olani przez cały świat. Jak w leczeniu stwardnienia rozsianego olejem ogórecznikowym, to nie jest mój pomysł, ktoś na to wpadł, zrobił badania pod kontrolą placebo, opublikował. Cała moja zasługa to znalezienie tych badań i przetłumaczenie ich na polski.
W przypadku zespołu niespokojnych nóg nikt nigdy tego nie opisał, a w każdym razie ja nie widziałem. Wszystko opierało się na dedukcji, w jakiejś chorobie bardzo mocno spada poziom kwasu gamma linolenowego, jakaś inna jej często towarzyszy, w tej chorobie dopamina gra kluczową rolę, inna choroba z obniżeniem GLA też ma zespół jako chorobę towarzyszącą, zespół niespokojnych nóg to zaburzenie dopaminy... mogło być sto innych rzeczy, bo sto innych rzeczy jest zaburzonych w przypadku każdej z tych chorób, ale intuicja podpowiedziała mi, że to raczej kwasy tłuszczowe, z uwagi na to, że ich poziom zmienia się powoli.
No i działa. Myślałem, myślałem i wymyśliłem lek na coś, czego oficjalnie nie da się wyleczyć.
Jeszcze zobaczymy, bo może u mnie wrócić, ale już od dawna nie miałem z tym problemów.
Cała ta umiejętność wyciągania wniosków niezbyt mi pomaga w znalezieniu przyczyny zaniku obłączków, ani w naprawie mojego zdrowia. No ale tutaj wszystko wskazuje na to, że jest jakiś poważniejszy problem wewnętrzny, może walnięty jakiś gruczoł, bo dużo wskazuje na wywalone hormony, może jakaś zmiana fizyczna, typu degeneracja któregoś naczynia krwionośnego, albo jakiejś zastawki żylnej czy coś, może genetycznie walnięty szlak metaboliczny, który aktywował się po przekroczeniu pewnego wieku, jak to często bywa. Pewnie gdybym testował te moje hipotezy na osobie ogólnie zdrowej, która po prostu nie ma obłączków, szybko by się okazało, że któryś z moich sposobów działa. Że obłączki faktycznie zależą od np poziomu stresu oksydacyjnego, albo aktywności przywspółczulnego układu nerwowego, albo nie wiem, zawartości leucyny w diecie.
Póki nie znajdzie się przyczyna objawu Terry'ego u mnie, nie mam co liczyć na duże sukcesy. Nikt zdrowy nie ma takiego objawu, a suplami nie wyleczę tej choroby. Mogę co najwyżej liczyć na to, że odpowiednio wysokie dawki odpowiednich rzeczy zaleczą objawy, jak już się kilka razy zdarzyło, gdy miałem okresy silnej poprawy i nawet obłączki mi wtedy rosły.



