01-11-2025, 03:12 AM
Za tarczycą przemawia jedna rzecz. Okresy bezsenności zgrywają się z okresami podniesionego tętna i tego, że jak bym się nie przykrywał, zawsze jest za ciepło. Znowu było trochę gorzej i zauważyłem, że tętno mi znowu wywala. Tylko że nerwica daje bardzo podobne objawy, podnosi tętno, potrafi też podnieść temperaturę ciała, poprzez napompowanie hormonami stresu.
Niemniej wszystko prawie wskazuje raczej na tarczycę. Objaw Terry'ego, graniczne wyniki badań, bardzo duży spadek cholesterolu gdy miałem największe objawy, palpitacje. Wszystko, oprócz wyniku badania, który nie wyszedł tak, jak bym oczekiwał. Na granicy nadczynności, ale granica to nie nadczynność.
Kurcze no... jedna rzecz jest tak czy tak oczywista. Powinienem brać karnitynę całe życie, z jednego chociażby powodu, w badaniach zatrzymywała śmierć komórek w parkinsonizmie. Ta choroba daje objawy dopiero wtedy, gdy ponad połowa komórek w odpowiednim obszarze mózgu jest już martwa, czasem dopiero wtedy, gdy obumrze 90%. Istotne jest więc, by jej zapobiegać, bo jak pojawią się objawy, jest za późno na całkowite wyleczenie. Idę w dobrą stronę, bo chyba całkowicie zatrzymałem zespół niespokojnych nóg, który też jest jakby nie patrzeć zaburzeniem dopaminy i bardzo często towarzyszy parkinsonizmowi, pozbyłem się więc (odpukać) jednej z chorób towarzyszących. Zostało zapalenie skóry głowy, które też powinno zniknąć po osiągnięciu odpowiedniego wysycenia kwasami tłuszczowymi.
Jeśli nawet mam nadczynność, to niezbyt silną. I karnityna powinna ją całkowicie zatrzymać, o ile osiągnie odpowiednio wysokie stężenie w organizmie. Berberyna z kolei powinna całkowicie zatrzymać szkodliwe działanie nadmiaru karnityny, blokując syntezę TMAO. To aż takie proste - brać 2 razy dziennie karnitynę, codziennie, razem z połową tabletki berberyny.
Pozostaje kwestia selenu. W nerwicy poziom jest obniżony i suplementacja pomaga. W nadczynności... no raczej wskazane jest branie, chociaż badania nie wykazały dużego efektu. W żołądku na dwoje babka wróżyła, suplementy chroniły przed wrzodami, ale zwiększały lekko ryzyko raka. W parkinsonizmie z kolei poziom jest raz podniesiony, raz obniżony, zależy kto bada.
Niemniej wszystko prawie wskazuje raczej na tarczycę. Objaw Terry'ego, graniczne wyniki badań, bardzo duży spadek cholesterolu gdy miałem największe objawy, palpitacje. Wszystko, oprócz wyniku badania, który nie wyszedł tak, jak bym oczekiwał. Na granicy nadczynności, ale granica to nie nadczynność.
Kurcze no... jedna rzecz jest tak czy tak oczywista. Powinienem brać karnitynę całe życie, z jednego chociażby powodu, w badaniach zatrzymywała śmierć komórek w parkinsonizmie. Ta choroba daje objawy dopiero wtedy, gdy ponad połowa komórek w odpowiednim obszarze mózgu jest już martwa, czasem dopiero wtedy, gdy obumrze 90%. Istotne jest więc, by jej zapobiegać, bo jak pojawią się objawy, jest za późno na całkowite wyleczenie. Idę w dobrą stronę, bo chyba całkowicie zatrzymałem zespół niespokojnych nóg, który też jest jakby nie patrzeć zaburzeniem dopaminy i bardzo często towarzyszy parkinsonizmowi, pozbyłem się więc (odpukać) jednej z chorób towarzyszących. Zostało zapalenie skóry głowy, które też powinno zniknąć po osiągnięciu odpowiedniego wysycenia kwasami tłuszczowymi.
Jeśli nawet mam nadczynność, to niezbyt silną. I karnityna powinna ją całkowicie zatrzymać, o ile osiągnie odpowiednio wysokie stężenie w organizmie. Berberyna z kolei powinna całkowicie zatrzymać szkodliwe działanie nadmiaru karnityny, blokując syntezę TMAO. To aż takie proste - brać 2 razy dziennie karnitynę, codziennie, razem z połową tabletki berberyny.
Pozostaje kwestia selenu. W nerwicy poziom jest obniżony i suplementacja pomaga. W nadczynności... no raczej wskazane jest branie, chociaż badania nie wykazały dużego efektu. W żołądku na dwoje babka wróżyła, suplementy chroniły przed wrzodami, ale zwiększały lekko ryzyko raka. W parkinsonizmie z kolei poziom jest raz podniesiony, raz obniżony, zależy kto bada.



