This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Raphaholin zawiera ekstrakt z karczocha. Luteolinę widziałem niedawno w indyjskim sklepie wysyłkowym za jakieś grosze. W ogóle to z Indii można ściągać każde leki jeszcze taniej niż z Chin. Tylko z jakością to już dużo wspólnego pewnie nie ma.
Odpowiedz
Ekstrakt z liści, z tego co na szybko czytam, zresztą nawet jakby był z tego, co się je, mógłby w ogóle nie zawierać, bo metoda ekstrakcji może pomijać luteolinę.

Indyjskim lekom bym nie ufał, czort wie co tam w ogóle jest. To nie oni sprzedawali kurkuminę która zawierała więcej ołowiu, niż kurkuminy?
Odpowiedz
Tak jeszcze myślę... mówisz, po soplówce można mieć takiego kopa energii i wrażenie "obudzenia"? Hmm... może to nie po wyspaniu się i suplach przeciw histaminie było, tylko właśnie po niej? Wczoraj się czułem dużo lepiej, a przed snem zjadłem właśnie soplówkę. Dziś podobny zestaw przeciw histaminie, ale bez soplówki i już nie jest tak super hiper.
Odpowiedz
tomakin napisał(a):To nie oni sprzedawali kurkuminę która zawierała więcej ołowiu, niż kurkuminy?

Nie wiem, nie kojarzę sprawy. Leki z Indii są tańsze od Chińskich, ale kontrola jakości jest też o wiele gorsza.

tomakin napisał(a):Tak jeszcze myślę... mówisz, po soplówce można mieć takiego kopa energii i wrażenie "obudzenia"?

Przyjmowałem to w zestawie mikrodawek: 200 mg psylocybiny, 100 mg soplówki, 100 mg niacyny. Cztery dni suplementacji, 3 dni przerwy. Przez miesiąc, potem przerwa i kolejny miesiąc. Dopiero po trzecim miesiącu, czyli po drugim cyklu zacząłem odczuwać jakieś zmiany. Wrażenie obudzenia, czyli lepszego odbierania świata, bardziej uważny się stałem na otoczenie, na słowa innych ludzi. Mniej się zatapiam we własnych myślach, a taki daydreaming dość mocno mi przeszkadzał, bo często nie rejestrowałem, co ktoś do mnie mówił albo nie widziałem ludzi mijanych na ulicy. Nie wiem, czy odczuwasz to obudzenie w ten sam sposób.

W czasie cyklów odstawiłem piracetam, nie suplementowałem nic poza multiwitaminą i witaminą U co kilka dni. Trudno powiedzieć, czy to mi faktycznie pomogło, czy może coś innego, bo ja, w przeciwieństwie do Ciebie, wysypiam się dobrze każdego dnia, szczególnie jak już nocek nie zarywam na pracę. Mógł to być też efekt przyjmowania wcześniej leków na ADHD, które uspokajają umysł, albo prób medytacji (Gateway Experience z Monroe Institute) i walki z przeciążeniem dopaminowym (ograniczenie internetu na rzecz prasy).

Nie da się jednoznacznie powiedzieć. Obecnie mikrodawkuję dietyloamid kwasu lizergowego, ale dopiero drugi tydzień, więc na pewno nic to jeszcze nie zmieniło.
Odpowiedz
gdzie to dostałeś, myślałem, że już nie do kupienia...
Odpowiedz
Na publiku pisać nie mogę. Mam swoje sprawdzone źródła i za sobą kilka podróży małych i dużych.
Odpowiedz
Może napiszesz drugą część las vegas parano kiedyś... Swoją drogą naprawdę świetna książka.

Dziś się przejechałem autobusem, od czasu jelitówki tego nie robiłem. Zero stresu, zero nerwów. Chyba pierwszy raz taka spokojna podróż. Niedługo trzeba będzie na dalsze trasy się przerzucić. No i będzie problem, bo ani czasowo, ani finansowo mi to nie pasuje. Czerwonym autobusem sobie jadę kiedy chcę, wracam kiedy chcę, co 5 minut kurs, pociągiem czy pks już trzeba o konkretnej godzinie w jedną i w drugą stronę. Może być, że ponad 8 godzin się straci, wliczając przygotowanie i dotarcie na stację. No ale jestem dobrej myśli, jest coraz lepiej.

Jeszcze żeby zagadkę objawu Terry'ego rozwiązać, to musi mocno wiązać się z psychiką. No ale tu nic się nie zapowiada. Był ten okres, gdy objaw zanikł, ale wypisywałem wtedy wszystko, co robiłem, każdą możliwą kombinację supli, zmian w trybie życia, czegokolwiek - nic, zero powiązań. Jedyne co to wysokie dawki n-acetylocysteiny, ciągle mi się to jakoś kojarzy, ona też wymaga różnych rzeczy do aktywacji i prawidłowego działania. Mógł być jakiś banał, tak jak wczoraj pisałem o luteolinie, może jakieś zioło czy warzywo zeżarłem, które blokuje jakiś konkretny szlak metaboliczny.

Spróbuję do cysteiny wrócić, do chociaż 4 tabletek dziennie, po jelitówce straszne gazy miałem po nawet małych dawkach, zresztą chyba w ogóle miałem zatrucie organizmu siarkowodorem, który jest produkowany przez bakterie jelitowe gdy cysteina nie zostanie odpowiednio szybko wchłonięta.
Odpowiedz
Nie czytałem. Filmu też nie widziałem. W weekend sobie obejrzę.

Ciekawie by było, gdyby każdy mógł chociaż raz spróbować psylocybiny, dietyloamid kwasu lizergowego lub dimetylotryptaminę. żeby przekonać się, do czego zdolny jest mózg i układ nerwowy. Kiedyś cofnąłem się pamięcią do życia płodowego, przeżyłem ponownie swoje narodziny i czas niemowlęcy, o czym tutaj wspominałem. To było w pamięci, ale schowane, a teraz pamiętam wszystko, co wtedy widziałem.

Osobiście nie sądzę, żeby można było trwale zmieniać osobowość. Odczuwa się katharsis przez 1-2 dni po, jak po emocjonalnym filmie, sztuce teatralnej, czy wyładowaniu na techno rejwie, ale potem wraca się do bycia starym sobą. Jeśli się wyciąga jakieś wnioski, to trzeba je i tak świadomie chcieć wprowadzić, bo samo to się nic nie zrobi.

Może rób sobie jednodniowe wypady pociągiem po Polsce. Rano wyjeżdżasz, spacerujesz, wieczorem wracasz.
Odpowiedz
No takie będę musiał robić, tylko pociągi nie bardzo tu kursują w miejscowościach turystycznych, więc raczej pks zostanie. I cały dzień schodzi na takie coś, a czas nie jest z gumy.

To dość duży przeskok, w agorafobii wszystko sprowadza się do tego, że mózg boi się braku możliwości powrotu do "bezpiecznego miejsca". W przypadku czerwonego autobusu mogę wrócić tym autobusem, mogę na piechotę nawet w ostateczności, wszystko w zasięgu jest. W przypadku pociągu czy pks jestem "uwięziony" i to jest już poważna rzecz. Inna sprawa, że przy jeździe samochodem już nie mam tego problemu, a przecież on też może się popsuć i zostanę "uwięziony". Czysto praktycznie, podróże busami czy pociągami dają większą gwarancję powrotu do domu.

No i na pewno nie "po Polsce", jeszcze niedawno problem był z tym, żeby wsiąść do zwykłego autobusu i przejechać parę przystanków. To głęboko wryta w strukturę mózgu zmiana i tego się nie przeskoczy tak o sobie, zwykle lęki pokonuję tak samo łatwo jak inni. A to jest jak strach przed pająkami czy wysokością u kogoś z ciężką fobią. Ktoś, kto tego nie poczuł, nie ma szans zrozumieć. Wydaje mu się, że to to samo, co on czuje gdy ma zaprosić dziewczynę na randkę, czy iść na rozmowę o pracę.

Jeśli doprowadzę do tego, że w czasie podróży pojawi się atak paniki, jeśli będę starał się za mocno to robić, na siłę próbując przełamać bariery, to jeszcze bardziej się cofnę, bo mózg znowu zacznie podróż kojarzyć z paniką. Kluczem jest dozowanie bodźców i łączenie ich z czymś przyjemnym.

Na początek lutego mam początek terapii behawioralno poznawczej, zobaczymy, co się tam wyklaruje, co mi specjalistka doradzi, jak najlepiej to robić. Do tego czasu będę sobie czerwonym autobusem jeździł na koniec pętli. Tych pętli mam całkiem sporo w okolicy.

Co do jazd po różnych dziwnych substancjach, one nie sprawiają, że nagle się coś rozumiem, one drażnią w mózgu obszar odpowiedzialny za wrażenie, że się coś zrozumiało, nawet jeśli się tego nie zrozumiało. Coś jak bóle fantomowe, czy swędzenie ręki, która została dawno temu amputowana. To samo dotyczy wspomnień, one po prostu nie są prawdziwe i nie wpływają realnie, nie powodują "zrozumienia", tylko pojawia się wrażenie, że coś się zrozumiało.

Czy może się zmienić osobowość? Owszem, ale niekoniecznie w dobrą stronę. Każdy większy stres potrafi trwale zmienić nasza psychikę, żeby daleko nie szukać, stres jakiś czas temu sprawił, że do tej pory mój mózg reaguje histerią na wizję podróży. Podobnie każde pozytywne przeżycie trochę zmienia. Chemia ma to do siebie, że potrafi takie zmiany utrwalać, zmienia plastyczność mózgu, stymuluje tworzenie nowych połączeń. Ale nowe nie znaczy lepsze.

O, cysteina weszła i nie ma rewolucji w jelitach. No, tyle dobrego. To można do niej wracać. I obserwować, czy coś się z objawem Terry'ego nie zacznie zmieniać, póki co jest bardzo wyraźny.
Odpowiedz
munieslaw napisał(a):Nie zachęcałbym do zabawy psychodelikami, ryzyko bad tripa i traumy na całe życie...

Nie zachęcam. Ja mam po prostu tylko dobre doświadczenia, a wtedy ma się ochotę pokazać innym to, co się samemu widzi i przeżywa. Ale nie ma żadnej gwarancji, że przeżycia kogoś innego będą tak samo dobre.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości