This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Chyba najlepsze, co mógłbym zrobić, to znaleźć pracę na 1/4 etatu gdzieś na drugim końcu miasta, tak, żeby musieć jechać tam autobusem. Po pierwsze miałbym faktyczny przymus codziennej podróży, po drugie nie czułbym, że wtapiam kasę i czas.

Bo w sumie poradzenie sobie z agorafobią byłoby dziecinnie proste, gdyby nie to, że takie coś kosztuje czas i pieniądze. Jakbym miał radzić sobie z arachnofobią, to bym po prostu zdjęcia pająków oglądał razem z relaksacją Schulza czy nawet oddechową, po miesiącu byłoby OK. Dostarczenie bodźca to 2 kliki w internecie. Dostarczenie bodźca do walki z agorafobią to kilka godzin wyciętych z samego środka dnia, plus cena biletów. A to tylko pierwszy etap, jazdy autobusem miejskim, a co gdy trzeba będzie jechać pociągiem czy PKS?

Mam ciągle podniesione tętno, nie wiem, czy to pamiątka po infekcji, efekt niewyspania, czy może coś znowu z suplami namieszałem. Nie wracam jeszcze do zestawu po którym ostatnio czułem się lepiej, tego z HMB i B12. Niektóre z tych rzeczy mogą "nakarmić" wirusy i lepiej nie ryzykować. Ale jutro już chyba spróbuję.

W nocy praktycznie nie spałem, kilka godzin nad ranem dopiero. To już któraś noc z rzędu, tylko że niby zawsze był jakiś powód, a to gorączka, a to rozwolnienia, a to stres przed podróżą. I właśnie, czy tej nocy to efekt stresu przed podróżą na terapię, czy wraca bezsenność? Glicyna nic nie dała, spróbowałem dużych dawek karnityny i teraz już nie wiem, bo dziś pomimo tego niewyspania jestem w naprawdę dobrej formie. Brałem ciągle magnez i duże dawki B1, w tym benfotiaminę. Powinienem mieć psychikę w strzępach po kilku nockach i jeszcze podróży, a czuję się wyluzowany tak, że tylko wsiadać do pociągu i nad morze jechać.

No i teraz nie wiem, czy to efekt karnityny, która mogła się przyswajać, bo te rozwolnienia "przewiały" mi jelita i znikły bakterie, które się nią żywią, efekt połączenia magnezu i b1, glicyny, której sporo przed snem zjadłem, czy może po prostu sobie coś wkręcam.

/edyta a może żeńszeń jednak?
Odpowiedz
Wracam do niewielkich dawek jodu. Jedna z rzeczy, które miałem pilnować, ale totalnie olałem już całe lata temu.
Odpowiedz
W ogóle czytam, że szampon z jodopowidonem wyczyścił łojotokowe zapalenie skóry głowy u 89% pacjentów, ale to jedno badanie, z końca lat 50 i nigdy nie powtarzane.

Z drugiej strony, ta fala bezsenności rok temu była jakoś zaraz po tym, jak spróbowałem jodu.
Odpowiedz
Wydawało mi się, że gdzieś jeszcze jest całe opakowanie karnityny, ale nie mogę znaleźć. Chyba trzeba zamówić nowe. Właśnie, co ja jeszcze mógłbym zamówić, żeby w jednej paczce i nie łazić kilka razy, nie płacić za kilka przesyłek. Miałem pilnować się kwasu alfa liponowego, nieregularnie ale biorę, zostało na miesiąc lub dwa. Jakiś cynk może, bo w necie jest z 5 razy tańszy, niż w aptece? Jakieś suple, o których pisałem? Hupercyna za droga, żeby sobie eksperymentować po prostu. O, soplówka, może to gdzieś będzie na tyle tanio, by opłacało się wziąć "do testów"? Jeszcze porządki małe jutro zrobię, może to znajdę, gdzieś na pewno widziałem nie otwarte, ale to dawno temu było, może faktycznie otworzyłem od tego czasu.

Myślę cały czas o strategiach podczas podróży, mających na celu "odczulenie" agorafobii. Oddychanie w relaksującym rytmie jest OK, to uspokaja i wbija organizm w przywspółczulny, ale siłą rzeczy oddychając cały czas myślę "chcę uspokoić atak lękowy", więc niejako kieruję swoje myśli w stronę czegoś negatywnego. Może pojawiać się połączenie w mózgu "oddychasz w czasie jazdy = myślisz o czymś nieprzyjemnym = jazda jest zła".

Trick podany przez terapeutkę wygląda OK, kompletnie nie myśleć o niczym, tylko relacjonować to, co właśnie widzę. To powinno kompletnie zabezpieczyć przed negatywnymi myślami i skojarzeniem z czymś "groźnym" (bo ataki lękowe warunkują przez to, że są odbierane jako coś właśnie groźnego, niebezpiecznego dla organizmu, chociaż realnego zagrożenia nie ma, ale lęk kojarzy się zagrożeniem śmiercią, najwyższym). Problem w tym, że to z kolei nie łączy się z niczym przyjemnym, bezpiecznym.

Nie wiem, może dałoby się to połączyć? Oddychanie relaksujące, które sprawia, że organizm się rozluźnia, a mózg to taki głupi zwierzak jest, uważa, że skoro mięśnie są rozluźnione, to znaczy, że nie odczuwa się strachu? I jednocześnie monolog? Monolog nie będzie blokował rytmu oddechowego? Chodzi przecież o to, by w tym monologu się całkowicie zagubić.

W sumie dobrą taktyką jest po prostu słuchanie audiobooków, które łączą się z czymś przyjemnym, fajną fabułą książki, do tego są całkowicie absorbujące.

Będę musiał sobie odsłuchać tego gościa "od stresu" co mi go poleciła. On tam pewnie poleca dziesiątki tricków, któryś może się przydać.

Są efekty jodu, takie, jak zazwyczaj miałem po nim - cieplejsze kończyny, większa jasność myśli. Tylko czy nie wpadnę znowu w nadczynność, bezsenność? Samopoczucie i objawy na pewno jakoś u mnie łączą się z tarczycą, ale w którą konkretnie stronę? Pasuje zarówno do nadczynności, jak i niedoczynności, co więcej, zawsze reagowałem na jod i zazwyczaj dość pozytywnie. To trochę wygląda tak, jakby rozregulowane było albo coś, co wpływa na tarczycę, albo coś, co mocno od niej zależy. No i jest jeszcze ten myk, że niski poziom jodu może powodować paradoksalną nadczynność.
Odpowiedz
Dało się spać po tym jodzie, chociaż może i coś jest na rzeczy, bo dosłownie podskakiwałem na każdy głośniejszy stukot. Do tego był częstomocz.

Może to się jakoś wiąże. Częstomocz i nerwowość to objawy, które towarzyszą spadkowi magnezu / wzrostowi wapnia. Nic wczoraj dosłownie nie robiłem, co by mogło wywołać jedno lub drugie. Jedyna nowość to większa dawka jodu, zresztą niezbyt duża. Może to tarczyca odpowiada za problemy z magnezem. Albo nawet nie ona, a po prostu jod jako taki i coś, co on może wywołać, np wyrzucenie z tkanek fluoru?
Odpowiedz
I palpitacje, pierwsze od bardzo dawna. Akurat na drugi dzień po tym, jak wziąłem jod. To nie przypadek.

No i teraz pytanie, czy to objaw zbyt rozkręconej tarczycy, której takim sztandarowym objawem są palpitacje, czy może raczej jakiegoś mechanizmu zależnego od tarczycy, ale nie bezpośrednio ona? Przy covid bardzo silne palpitacje miałem po magnezie, pojawiły się zaraz po suplemencie, znikły zaraz po tym, jak zrównoważyłem to pijąc wapń. Było to tak silne i szybkie, że wręcz bałem się czy coś się poważnego nie stanie.

Od czasu jelitówki nie biorę za bardzo wapnia, za to dość dużo magnezu. Nawet delikatne podniesienie poziomu hormonów tarczycy zmienia gospodarkę wapnia i magnezu, konkretnie to obniża wapń. Mogło być tak, że po grypie jelitowej (czy co to było) spadł mi wapń, wszystko było mniej więcej OK do momentu, gdy delikatnie podniosłem hormony, co przesunęło wapń poza dolną granicę, za którą zaczynają się zaburzenia rytmu serca.

Ale mogło być też tak, że mam za wysokie hormony i wszystko było OK, dopóki jelitówka i potem suplementacja magnezem nie obniżyła poziomu wapnia, poniżej granicy, po której hormony wywołują palpitacje.

No mniejsza. Na pewno powinienem brać wapń, bo mam go w diecie po prostu za mało w stosunku do magnezu, tu nie ma dyskusji.

Wziąłem się za generalne porządki, usuwam kurz ze wszystkich powierzchni, podejrzewam, że to ma dużo związek z okresami bezsenności.
Odpowiedz
Humm, to chyba nie tak. Nadczynna tarczyca podnosi wapń, a nie obniża. Mechanizm, który w niej odpowiada za zaburzenia rytmu serca, to podniesiona (nor)adrenalina / wrażliwość receptorów na nią. Magnez powinien być naturalnym "lekiem", a nie czymś, co wywoła zjawisko.

Nie mogę tego do kupy poskładać.
Odpowiedz
A może tak - objawy nerwowości i bezsenności przy nadczynności tarczycy wynikają z (nor)adrenaliny. I może wszystko, łącznie z objawem Terry'ego, to efekt jej nadmiaru? Biorąc pod uwagę, że wyniki tarczycy mam OK i nie mam typowych objawów nadczynności, mogłem się tutaj po prostu pomylić i uważać, że mam coś z tarczycą, a po prostu miałem tylko i wyłącznie jeden z towarzyszących jej stanów.

Już to kiedyś rozważałem, nawet szukałem w necie przypadków, gdzie ktoś ma guza który zalewa organizm (nor)adrenaliną, bo są takie. Jakby przy tym guzie wystąpił objaw Terry'ego, byłoby jasne, no jakby nie patrzeć, przy marskości wątroby też jest podniesiona (nor)adrenalina.

No ale nie... przy marskości nie ma tylu objawów, które są przy naprawdę wysokim poziomie tych hormonów.

Zmierzę kiedyś jeszcze raz tarczycę.
Odpowiedz
Szukam ciągle związku pomiędzy kwasami tłuszczowymi a reumatoidalnym zapaleniem stawów. To jedyna choroba, w której faktycznie opisano takie prążki, jakie są u mnie. Są wzmianki, że występują w innych, ale nie zrobiono poważnych badań.

Wiadomo, że suplementacja GLA wycisza chorobę, ale mi chodzi o możliwość, że te prążki mogą wynikać z zaburzeń proporcji kwasów tłuszczowych. Są doniesienia, że mogą wynikać z niedoboru, no ale właśnie, pojedyncze doniesienia np na forach paznokciar i to nie wiadomo, o jakie prążki chodzi.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29436473/

tu jest porównanie poziomu kwasów tłuszczowych u ludzi, sprawdzili poziom, a potem po iluś latach zobaczyli, u kogo rozwinęło się RZS, porównali poziomy (lata wcześniej) u ludzi, którzy potem zachorowali vs zdrowi. Nie sprawdzali już w czasie choroby.

GLA nie wpływał na ryzyko zachorowania, ale LA już tak. Bardzo silnie. Osoby z poziomem 17 miały aż 3 razy niższe ryzyko zachorowania, w porównaniu do osób z poziomem 11.

ALA, podstawowy omega e3 nie wpływał, ale jego zaawansowane formy już tak, tyle że zwiększały ryzyko, zamiast zmniejszać.

No i nie ma żadnego badania, które jasno wykazałoby, ile tego jest w krwi pacjentów. Tzn jest, jakieś z Egiptu, to stamtąd były te badania nad zapaleniem skóry głowy gdzie wyszły wyniki z innej planety, jakoś nie ufam temu krajowi.

Ktoś wrzucił foty paznokci na forum o B12, całkowity brak obłączków, ale to raczej była próba dowiedzenia się, czy to od tego konkretnego niedoboru, a nie opis, że to faktycznie objaw.

Od jutra wracam do delikatnej siłowni i pełnego zestawu supli. Wkleję, żebym potem nie szukał, co tam wchodziło w skład tych wynalazków:

- B12
- inozytol
- piracetam
- biotyna
- HMB
- betaina
- bakopa

No i trzeba pamiętać, żeby:

- dodać cholinę, bo piracetam ją wyciąga z organizmu
- dodać kwas foliowy, bo B12 i betaina wyciągają go z organizmu

Coś chyba jeszcze było, co podejrzewałem, że mogłem brać w tamtym czasie gdy pojawiła się poprawa. Tylko co... przejrzę wpisy parę dni wstecz.

A, mam

"No i właśnie, czy ta ostatnia poprawa nie może mieć czegoś wspólnego z ekstraktem z kiełków brokuła, który regularnie teraz podjadam?"
Odpowiedz
Jeszcze dodam, że znowu jest lepiej ze skórą głowy. No i tak myślę, czy to nie zasługa jodu, bo pamiętam, że kiedyś też po jodzie była z tym poprawa.

No i kwas foliowy... Tu nie tylko chodzi o zabezpieczenie przed utratą na skutek zbyt wysokiej podaży B12, ale też teraz widzę, że zapisałem branie starej B complex dzień przed poprawą. Ostatnią tabletkę wtedy wziąłem, pamiętam, że ona miała w składzie kwas foliowy i to w formie metylowanej.

Nie mogę sobie przypomnieć, czy brałem kreatynę. Jak przeglądam historię, to jakoś 10 dni przed wpisem, że czuję dużą poprawę, pisałem coś o niej, a więc pewnie wtedy trochę wziąłem.

....................

Tak sobie pomyślałem, że naprawdę przydałby się jakiś całkowicie obiektywny sposób pomiaru nie wiem, krążenia, pamięci, samopoczucia - czegokolwiek. Tak, jak kiedyś biegałem z pulsometrem i miałem bardzo precyzyjny wskaźnik szybkość vs tętno. Teraz kminię, co mi mogło pomóc, że 3 tygodnie temu czułem dużą lekkość w czasie chodzenia, jakby krążenie się poprawiło. A co, jeśli czułem ją, bo mi zakwasy z siłowni zeszły? Może to kompletnie nic, ale to nic nie miało wspólnego z żadnymi suplami, dietą czy czymkolwiek takim?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: subzero, 6 gości