Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Kurcze, wydaje mi się, że kiedyś wklejałem, ale teraz za cholerę nie mogę znaleźć. No tak czy tak, alpha gpc podnosi TMAO, cytykolyna ponoć nie
https://content.iospress.com/articles/jo.../jad201211
tu nawet dawkowanie podali, 1 gram dziennie. No i tu jest problem, bo widzę kapsle na allegro, ale po 250 mg w jednym, najtańsza możliwa opcja to coś pod 100 zł miesięcznie, a średnio tak coś ze 150 wychodzi. Apteczna właśnie sprawdziłem, ponad 200 zł.
https://jamanetwork.com/journals/jamanet...le/2786547
tutaj korzystanie z alpha gpc zwiększało ryzyko udaru i to w stopniu wprost proporcjonalnym do dawki. Pytanie tylko, czy to efekt suplementu, czy tego, że sięgały po niego osoby z zaburzeniami pamięci, czyli najczęściej miażdżycą naczyń krwionośnych mózgu.
Tutaj alpha gpc nie powodował dużego skoku tmao (chociaż jakiś powodował), więc sugerują, że jest lepszym źródłem
https://www.eurekaselect.com/article/114158
ale za cholerę nie mogę pełnej wersji znaleźć.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
https://link.springer.com/article/10.100...21-02637-6
no i najlepiej wypadły fosfatydyle choliny z jajek. Dużo lepiej od nawet alpha gpc.
Liczba postów: 728
Liczba wątków: 33
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
4
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Tysięczny raz przeglądam wpisu z 2010. Może mając nową wiedzę coś tam wyłapię...
Największa zmiana była 3 czerwca, wtedy napisałem, że zmienia się kolor paznokci.
"...no i decyzja po przespaniu się z problemem - włączam do diety jajka, jedno zawiera 180-200 mg metioniny. Kupiłem paczkę "od szczęśliwych kur", z wolnego wybiegu. Nieco samobójczo zacznę zjadać ponad 5 jajek dziennie, zobaczymy po miesiącu co z tego wyjdzie. Póki co mam korzeń żeńszenia jako uzupełnienie wysokich dawek białka, choliny i witaminy C. Albo nadzieja mi wzrok przekłamuje, albo paznokcie zmieniają kolor z trupiego na ludzki, co oznacza powrót krążenia."
Ta zmiana była PRZED włączeniem jajek. I albo idealnie zgrało się z tym żeń-szeniem, albo on też pojawił się po fakcie.
Cholina pojawiła się 1 czerwca.
Kurcze no, to była nagła, skokowa poprawa która zaczęła się 3 czerwca.
26 maja - "Zamówiłem korzeń żeńszenia, grosze kosztuje a ponoć dość mocno prowokuje organizm do produkcji nowych naczyń włosowatych, spróbujemy łącznie z choliną." - no i plan był taki, żeby brać żeńszeń, białko, cholinę. To miało umożliwić budowę naczynek włosowatych. Witaminy C i E jadłem cały czas.
O nim już sto i jeden razy myślałem. Tak na oko to jedyna rzecz, która się wtedy naprawdę zmieniła. Białko brałem na zmiany przez lata przed i po, choliną potem bawiłem się wielokrotnie, C i E trwało już od jakiegoś czasu.
Czasem jednak takie skokowe zmiany są wynikiem długiego przygotowania się, organizm zmienia się na plus po przekroczeniu jakiegoś poziomu krytycznego
2 maja
"ciekawostka - podszedłem dziś do drążka i podciągnąłem się nachwytem 10 razy, bez wysiłku. Niby nic niezwykłego, ale parę miesięcy temu podciągałem się 5-6 razy i to dopiero po kilku treningach na przypomnienie, od tamtej pory nie trenowałem. Co prawda ślady na paznokciach nie znikły, ale coś jednak się zmienia w organizmie. Ciężko wyczuć, czego to efekt, ale postanowiłem trzymać się rzeczy które zmieniłem w ciągu ostatnich tygodni."
Witaminy C i E zacząłem 12 maja, więc to na pewno nie one.
Hummm, może źle podchodzę do analizy wpływu na wyniki biegowe. To, że po 6 czerwca nagle zacząłem super biegać niekoniecznie musi oznaczać, że wtedy coś się poprawiło. Cały czas miałem wtedy problemy z kontuzją, przez co nie mogłem trenować biegania tak efektywnie, jak bym chciał. Jest opcja, że poprawa była już wcześniej, a torpeda w nogach pojawiła się po zagojeniu kontuzji i wznowieniu treningów na pełnej intensywności.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Cofam się dalej:
20 marzec:
"ok, zapiszę, co wczoraj zrobiłem nietypowego na tyle, aby mogło to wpłynąć na dzisiejszą kondycję: 200 mg magnezu w tabletkach którego zazwyczaj nigdy nie jem, lecytyna sojowa aż do wyrzygania (czyli pewnie z 700 mg choliny), witamina D w niezbyt wysokiej dawce 5000 IU." - to po całkiem udanym treningu, gdzie biegałem nadspodziewanie szybko. Czyli żarłem wcześniej cholinę!
30 marzec:
" Żeby nie było że nic nie robię, wieczorem dobicie siłowe - przysiady, ćwiczenia na dwugłowe, ćwiczenia na mięśnie wznoszące uda, przysiady z obciążeniem. Ilość jak dla mnie kosmiczna, sam nie wiem skąd mi się ostatnio tyle siły bierze."
No kurcze, może była wcześniej poprawa...
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Dobra, jeszcze raz, po kolei, wszystkie wpisy, które mogły mieć jakiekolwiek znaczenie, poczynając od 3 czerwca
3 czerwca - zmiana wyglądu paznokci, początek żeńszenia
1 czerwca - przyszedł żeńszeń, ale nie zacząłem brać, przyszła cholina w formie dwuwinianu i zacząłem brać
30 maja - piszę o odżywkach białkowych
27 maja - zacząłem brać odżywki białkowe, po tym jak mi się przypomniało, pewnie sojavit
26 maja - pisałem, że 24 brałem duże dawki karnityny, a także że bardzo ładnie poprawiłem ciśnienie krwi
23 maja - wpis o badaniach, gdzie niedobór choliny powodował zanik naczyń włosowatych u szczurów
21 maja - "Co pojawiło się w terapii - duże dawki czosnku (rozluźnia ścianki tętnic i ogólnie jest zdrowy), staram się rzetelnie brać zarówno omega 3, jak i witaminę D, do tego z uwagi na problem ze stopą regularnie uzupełniam wapń. No i oczywiście większe dawki B complex."
No i wpis o efektach gigadawek witamin:
"- poprawiła się długość i jakość snu, zasypiam szybciej, budzę się wyspany
- tętno spoczynkowe osiąga rekordowo niskie wartości - 45 i niżej, jak w szczycie formy rok temu, pomimo niemal zupełnego braku treningów
- ciśnienie krwi dalej utrzymuje się 10-20 jednostek niżej niż przed terapią (ale dalej jest dalekie od pożądanego)
- wyrównał się rytm serca, albo tylko tak mi się wydaje - przedtem czy to z pulsometrem, czy z ciśnieniomierzem był dość wyraźnie zależny od oddechu, zmieniał się nawet o 10 uderzeń / minutę, teraz leci równiutko.
- znikł katar sienny
- znikły ostatnie ślady łupieżu i wzmocniły się włosy
- moje dziąsła wyglądają o niebo lepiej"
20 maja - opis czegoś, co mogłem stosować: "Wskazania dietetyczne w czasie tego typu kontuzji - dużo wapnia, trochę magnezu i sporo fosforanów, unikać nabiału, mięsa, jajek i przede wszystkim odżywek białkowych, jeść bardzo dużo warzyw - niezastąpione są brokuły z uwagi na bardzo dużą zawartość wapnia i witaminy K, do tego suplementacja borem, krzemem, witaminą C no i przede wszystkim witaminą D."
17 maja - "wszyscy mówią właśnie o K2. Drugi "lek" to witamina D, którą co prawda biorę ale w niezbyt dużych dawkach, trzeci - magnez. Pozostałe zalecenia pokrywają się z tym, co robię, czyli witamina C, E, dieta przeciwmiażdżycowa"
16 maja - kosmetyczne dawki witaminy A
14 maja
"Na bieżąco raport, bo kurację sobie robię dość drastyczną, w przypadku witaminy C wciągam 20 000% dziennego zapotrzebowania, w przypadku witaminy E raptem 3-4 tysiące procent."
"Co do witaminy C, trochę boje się o szkliwo, bo to jest jednak kwas, na dodatek dość silny. Staram się co pół godziny ładować małe porcje (po 1000-2000 procent zapotrzebowania), gdyż zbyt duże nie są wchłaniane. "
12 maja
"Na początek, do tego co robię do tej pory, dorzucam kilka gram (2-10, w zależności od reakcji organizmu) witaminy C dziennie oraz uderzeniową dawkę 800 IU witaminy E (z zejściem na 400 IU po pewnym czasie). Do tego przykładam się solidniej do suplementacji omega 3, bo ciągle o tym zapominam. Po miesiącu powinny być widoczne jakieś efekty."
Omega 3 były pewnie w formie mielonego siemienia, albo oleju. Chociaż cholera wie.
Czy megadawki witaminy C mogą spowodować jakąś reakcję, o której nie widziałem? Coś zablokować, coś uwolnić?
Zapisuję post i jadę dalej w następnym.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
2 maja: "Co prawda ślady na paznokciach nie znikły, ale coś jednak się zmienia w organizmie. Ciężko wyczuć, czego to efekt, ale postanowiłem trzymać się rzeczy które zmieniłem w ciągu ostatnich tygodni.". Napisałem to po treningu na siłowni, gdy zacząłem robić 2 razy tyle powtórzeń co parę miesięcy wcześniej. Ale na ile to prawdziwe, na ile po prostu wmawianie sobie?
23 kwietnia - duże dawki B12
21 kwietnia - krzem w formie skrzypu (który, jak się okazuje, krzemu nie zawiera za bardzo), wpis: "Nie wiem, czy to skrzyp, efekt placebo czy może zwykły rytm biologiczny, ale odkąd ten skrzyp piję włosy wzmocniły mi się do granic absurdu, wyczesuję 2-3 sztuki dziennie."
17 kwietnia - dużo pokrzyw, one faktycznie zawierają krzem
11 kwietnia - D3
30 marca - wpis, że mam bardzo dużo siły i energii do ćwiczeń, zastanawiam się, czy to efekt czegoś, co robię
22 marca - piję kwas borowy, wspominam, że jem ciągle dużo białka, zauważam, że mam bardzo dużo energii do biegania, pomimo tego, że czasy nie najlepsze
20 marca
"Przyznam, że już kompletnie przestałem rozumieć swój organizm. Co się dzieje, że tydzień temu w identycznych warunkach byłem wolniejszy o grubo ponad minutę na km? Czemu miesiąc temu byłem szybszy o 30 sekund? Razem w okresie 3 tygodni różnica 2 minut. Zwariować można, zwłaszcza że taki brak reguł jest u mnie regułą, szybkość przy takim samym subiektywnym wysiłku skacze jak szalona raz w jedną, raz w drugą, różnice sięgają często minuty na km przy identycznym tętnie, a nawet jeszcze większe jeśli brać pod uwagę subiektywne zmęczenie.
ok, zapiszę, co wczoraj zrobiłem nietypowego na tyle, aby mogło to wpłynąć na dzisiejszą kondycję: 200 mg magnezu w tabletkach którego zazwyczaj nigdy nie jem, lecytyna sojowa aż do wyrzygania (czyli pewnie z 700 mg choliny), witamina D w niezbyt wysokiej dawce 5000 IU."
12 marca
"wielkie zdziwienie mnie ogarnęło, gdy sobie postanowiłem dziś zrobić parę przysiadów. Czy to efekt glutaminy branej od wczoraj, czy suplementacji białkiem przez ostatnie tygodnie, czy jeszcze czegoś innego - tak, jak zazwyczaj robiłem po 40-50 i byłem solidnie zmęczony, tak teraz zrobiłem 100 i czułem się na koniec niemal wypoczęty, jakbym mógł jeszcze drugie tyle zrobić. "
8 marca - wtedy napisałem, że ciągle mam za wysoki poziom wysycenia transferyny, miałem wtedy takie wyniki - w kosmos wywalone wskaźniki wysycenia żelazem, ale jednocześnie niską ferrytynę.
Właśnie, może w tę stronę. Dlaczego transferyna była tak mocno wysycona, bardzo ponad wszelkie normy?
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
No, wróciłem, mogę nad tym siąść
Jestem PEWIEN, że jakoś niedawno czytałem o wpływie "czegoś" na wysycenie transferyny i zdolność wiązania żelaza. Ale czego, kiedy? Zwróciłem na to wtedy uwagę, że kiedyś miałem problem z wysyceniem żelazem tkanek.
No kurcze... nic w tym nie ma. Nagła poprawa w pierwszym tygodniu czerwca. To, że mogłem wrócić do ostrzejszych treningów mogłoby wyjaśnić, skąd poprawa wydolności tlenowej, ale jednocześnie zmienił się też kolor paznokci.
Cholinę (w formie lecytyny) wciągałem już od przynajmniej połowy marca. Już nie chce mi się szukać, kiedy zacząłem, ale na pewno jeszcze wcześniej.
B12... no OK, ale też bez przesady. Wielokrotnie jadłem dużo większe dawki.
Żeńszeń to jedyne, co tam się naprawdę zmieniło. I to mogłoby być tak, że organizm się wysycał różnymi brakującymi składnikami, odżywką białkową, choliną, B12, D3, magnezem, wyciszał się stres oksydacyjny, a żeńszeń został podany w momencie, gdy wszystko było gotowe. Bo to jest tak, że zioła zmieniające równowagę w organizmie czasami działają tylko wtedy, gdy organizm jest do tej zmiany gotowy. Żeńszeń faktycznie może przestawić na wyższą aktywność przywspółczulnego (odpoczywaj i się regeneruj), ale może być tak, że to przestawienie będzie zablokowane, gdy zabraknie czegoś kluczowego dla procesu regeneracji. Zwykły mechanizm ewolucyjny, "nie zużywaj zasobów na regenerację, jeśli jest ich bardzo mało, bo nie wystarczy do walki o życie".
Żeńszeń kupiłem na przecenie jakoś rok, dwa lata temu i ciągle go mam. Dorzucę, a co tam.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Przypomniało mi się, pisałem o witaminie K niedługo przed poprawą. Nie brałem wtedy w formie tabletek, bo te były niedostępne (potem dopiero kupiłem K2), ale na pewno zacząłem jeść duże dawki brokułów.
I tu uwaga, brokuły mają bardzo silne działanie na poziom niektórych hormonów. Konkretnie wpływają na równowagę estrogenów i androgenów, której zaburzenie jest postulowane jako jedna z przyczyn powstania objawu Terry'ego w przebiegu marskości wątroby. Bardzo dobrze wpływają też na regenerację błony śluzowej żołądka. No i właśnie, czy ta ostatnia poprawa nie może mieć czegoś wspólnego z ekstraktem z kiełków brokuła, który regularnie teraz podjadam?
A sprawdziłem, kiedy lecytynę zacząłem jeść - 26 luty. Ale też w dniu zakupu napisałem, że jestem zaskoczony dobrą formą.
24 luty - że jem ostatnio dużo choliny, ale przypuszczam, że chodziło po prostu o kalafiory. Jadłem też odżywkę białkową i pisałem, że mi służy.
Kurde, może kupię białko z biedronki po prostu? Ile ono kosztuje?
13 luty, biotyna... 10 luty, piszę, że regeneruję się po przedawkowaniu kreatyny (za mocno mi mięśnie urosły w nogach i dosłownie odcięły dopływ krwi, obkurczając żyły i tętnice), piszę że robiłem sztuczki z tarczycą, przez co znowu bardzo mocno poprawiły się wyniki biegowe. Ale... czy na pewno od tarczycy?
w styczniu zacząłem brać duże dawki jodu i w sumie nic poza tym, co by mogło jakoś wpłynąć na wyniki w lutym.
Jutro kolejna wizyta u terapeutki, nie mam dla niej za wiele mądrych rzeczy, babka jest z terapii klasycznej i szuka przyczyn w kurde nie wiem, czy na mnie nie mówili sraluch w przedszkolu albo coś, a u mnie powiązania lękowe są ściśle ze wspomnieniami z ataków paniki podczas podróży. No nic, może fajne hinty dostanę na poprawę ogólnego samopoczucia albo coś takiego.
Koniec sezonu samochodowego, opon zimowych nie mam, bo do mojego złomu nie ma co kupować. Czyli trzeba będzie jechać autobusem, już się mentalnie przygotowuję. Zaraz zrobię relaksację oddechową, nażarłem się magnezu, B1 i P5P. Jeśli nawet nic kompletnie z tej terapii nie wyniosę terapeutycznego, to chociaż będę miał nad sobą przymus, by raz w tygodniu jechać autobusem na drugi koniec miasta.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Fajnego hinta dostałem od terapeutki, w czasie podróży robić sobie relację. Bez dodatkowej narracji, po prostu opisywać to, co się widzi. O, czerwone siedzenia, za oknem bloki, obok ścieżka rowerowa, kobieta w zielonym płaszczu. Bez narracji typu "pewnie idzie na zakupy", zwykły strumień danych. To ponoć super odwraca uwagę od lęku i sprawia, że trudniej podświadomości wejść z narracją "będzie gorzej, uciekaj".
No i poleciła gościa "pan od stresu", widzę że jakiś psychocośtam z podcastami i artykułami.
|